Category Archives: Social media

Pierwszy lubelski „Czwartek Social Media”

Mieszkając przez 4 lata w Wawie nigdy nie udało mi się dotrzeć na czwartkowe spotkania. Wybierałem się co najmniej kilka razy, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. A to konieczność gaszenia kolejnego pożaru w „korpo”, w którym ówcześnie pracowałem, a to mecz basketu, a to zwykła niechęć do ruszenia czterech liter z domu. Pierwszy czwartkowy meeting dla „socjalowców” zaliczyłem dopiero, gdy wróciłem na stałe do Lublina. Dzisiaj kilka słów o tym jak wypadło inauguracyjne spotkanie.

O mężczyźnie, który przebierał się w różową sukienkę, by rozśmieszać żonę walczącą z rakiem.

1234155_10151744030624086_99323049_n

New York, Brooklyn, 2003 r. Linda, żona fotografa Boba Careya, zapada na ciężką chorobę. Diagnoza brzmi niczym wyrok – rak piersi. Linda rozpoczyna dramatyczną walkę o życie. By ulżyć żonie w cierpieniu i choć na chwilę przywrócić uśmiech na jej twarzy, Bob wpada na kompletnie zwariowany pomysł. Fotografuje samego siebie ubranego tylko w kusą, różową sukienkę, po czym przesyła wykonane zdjęcia Lindzie. W poszukiwaniu nowych scenerii zdjęciowych jeździ po całym kraju.

San Francisco zmienia się w Gotham City, spontaniczny gest kelnerki z New Hampshire, Litwa kocha Polskę czyli o nadziei na lepsze jutro, nie tylko w mediach.

Rozświetlone nieboW zalewie, ociekających krwią i przepełnionych ludzkim cierpieniem, informacji serwowanych nam dzień w dzień przez mass media łatwo utonąć. Sama lektura nagłówków, chociażby w internetowych serwisach newsowych, wystarczy by nabawić się niezłego bólu głowy. „Zabili”, „ukradli”, „zniszczyli”, oszukali” – po takiej dawce można złapać depresję bez wychodzenia z domu. Człowiek zaczyna wierzyć w hobessowską koncepcję świata jako „bellum omnium contra omnes”. 

„Media społecznościowe bez ściemy. Jak kreować markę” Jason Falls i Erik Dekers – recenzja klubowa MKŻ nr 7

okładka książkiKsiążek o social media ukazało się w ostatnich latach bez liku. Nie mam na myśli tylko rynku amerykańskiego, który jest wypchany podobnymi publikacjami po brzegi. Także polscy autorzy złapali wiatr w żagle i opublikowali kilka wartościowych opracowań m.in. „Rewolucję social media” i „Skuteczne social media”, jakie recenzowałem na blogu. Nie mam co jednak owijać w bawełnę. Najlepsze książki o marketingu internetowym o social media ciągle powstają w USA.

Dlaczego ludzie kochają social media?

Para trzymająca się za ręce

Fenomen. Rewolucja. Przełom. Trzęsienie ziemi. Upadek starego świata, powstanie nowej, wspaniałej rzeczywistości. Akt destrukcji będący jednocześnie aktem kreacji prawdziwie „globalnej wioski”. Social media mają wiele imion. Równie wiele powodów stoi za ich popularnością. Czym zasłużyły sobie na takie uwielbienie? Dlaczego pokochaliśmy społecznościówki? I czy to uczucie jest odwzajemnione?

„Skuteczne social media” Anna Miotk – recenzja klubowa MKZ nr 2

książkaKiedy 7 lat temu rozpoczynałem przygodę z komunikacją marketingową, usłyszałem bardzo mądre zdanie. „Jeżeli czegoś nie da się zmierzyć, nie da się tym zarządzać”. To zdanie towarzyszy mi do dnia dzisiejszego.

Powtarzam je sobie za każdym razem, kiedy planuję jakiekolwiek działania komunikacyjne. Te małe i te nieco większe. Wiele raz przekonałem się (zazwyczaj boleśnie) na własnej skórze, że każde działanie musi mieć nie tylko cel. Ten cel musi jeszcze dać się zmierzyć. W przeciwnym wypadku jesteśmy ślepi i głusi. Jak dzieci we mgle. Jak w dżungli bez przewodnika. Albo na rozstaju dróg bez mapy.

 

 

 

Dotcomy i sny o potędze

Czemu ma zatem służyć ten przydługi wywód? To wprowadzenie do mojej recenzji książki z księgarni OnePress autorstwa Anny Miotk (Netsprint.pl). Książki o social media, która oddziera nieco ten świat z mitów i złudzeń, którym obrastał od lat. Przede wszystkim z mitu, że media społecznościowe są prawdziwym, marketingowym świętym Graalem. Ze złudzenia, że to miejsce, gdzie wszystko czego marketerzy i właściciele firm dotkną, zamienia się w złoto.

Nie wiem, czy zauważyliście że boom na social media, którego jesteśmy świadkiem, przypomina trochę objawami zjawisko z naszej niechlubnej przeszłości. Polacy tego nie doświadczyli, ale Amerykanie jak najbardziej. Myślę o bańce spekulacyjnej, której na imię „dot.com”. Starsi wiekiem na pewno kojarzą o co chodzi.

Generalnie bańka dotcomowa to zjawisko z początku XXI wieku. Wszyscy na gwałt zakładali wtedy firmy internetowe, które rynek wyceniał na gigantyczne pieniądze. Niestety tylko na papierze. Raczkujący internet nie dawał takiej możliwości zarabiania pieniędzy, jaką wymarzyli sobie inwestorzy. Wszystkich w USA ogarnęło wtedy zbiorowe szaleństwo.

Otrzeźwienie przyszło dopiero, wtedy kiedy okazało się że 90 proc. internetowych gigantów nie potrafi zarobić nawet na własne utrzymanie. O generowaniu zysków nie wspominając. Szkoda tylko, że bańka „dotcomowa” pociągnęła za sobą spory krach w całej gospodarce. Nie tylko amerykańskiej.

 

Startupy i sny o wielkości

Historia niestety jest na tyle wredna, że lubi się powtarzać. W dzisiejszych czasach pewne echa dawnych dotcomów możemy odnaleźć w szaleństwie tzw. „start-upów”, zwłaszcza tych budowanych za nieswoje pieniądze. Nic nikomu nie ujmując, bo daleki jestem od krytykowania szczytnej idei i ludzi którzy przewyższają mnie odwagą i zmysłem biznesowym, ale zgadzam się ze słowami z książki „Rework” Jasona Frieda i Davida Heinemeiera Hanssona.

Twórcy Basecampa napisali w niej – „start a business, not a startup”. To wezwanie do kierowania się zdrowym rozsądkiem i twardym rachunkiem ekonomicznym przy zakładaniu firmy. Nie zgadzam się rzecz jasna z ogólnym stwierdzeniem autorów, że każdy startup to miejsce „where the laws of business physics don’t apply”.

Czasem mam jednak wrażenie, że wielu początkujących przedsiębiorców zapomina o tych bezwzględnych zasadach „business physics”. Chcą robić cool projekty, udając że szara rzeczywistość ich nie dotyczy. Znacznie bardziej przemawiały do mnie historie starszej generacji twórców polskiego internetu. Ich historie poznałem, dzięki fascynującej książce „Ewangeliści” , którą recenzowałem kilka miesięcy temu na blogu.

 

Działaj skutecznie

Przepraszam, mam wrażenie że nieco zdryfowałem od tematu głównego. Co ma wspólnego z tym wszystkim książka Anny Miotk o social media? Otóż mam wrażenie, że autorka jest również zwolenniczką realizmu w biznesie. Świadczy o tym m.in. tytuł i podtytuł książki. „Skuteczne social media”. „Prowadź działania, osiągaj zamierzone efekty”. Dowodzą tego również  jej słowa wypowiedziane w poniższym wywiadzie.

Autorka bezlitośnie punktuje w książce wszelkie przejawy braku profesjonalizmu w działaniach prowadzonych w mediach społecznościowych. Pisze jak inwestować w swoją obecność w SM, jak organizować działania i jak skutecznie mierzyć ich efekty. Przypominam rzecz o której Social Media Managerowie niekiedy zapowiadają. Ta rzecz to planowanie. Anna Miotk przywołuje w książce 2 genialne cytaty, które pozwolę sobie powtórzyć.

 

„Sukces w social media nie zdarza się przez przypadek. Jest zaplanowany” Olivier Blanchard

„Jak mówią, porażka w planowaniu to planowanie porażki. Sukces wszystkich działań  w social media zależy od tego, jak go zdefiniujesz – całkiem dosłownie” Brian Solis

 

Powyższe słowa, podobnie jak zdanie z leadu tekstu – „jeżeli czegoś nie da się zmierzyć, nie da się tym zarządzać” – warto sobie wydrukować i powiesić nad biurkiem. Sam zamierzam tak zrobić!

 

Social media. Skuteczne czy rewolucyjne?

Książkę Michała Sadowskiego „Rewolucje social media” pewnie kojarzycie. Pisałem o niej na blogu jeszcze w styczniu. Jako, że książka Anny Miotk ukazała się niewiele później, obydwie pozycje były ze sobą często porównywane. Analizy porównawcze, lepsze lub gorsze, czytałem na kilku blogach m.in. u Artura Jabłońskiego na „Jeszcze Jednym Blogu” (polecam, świetny tekst).

Nie byłbym więc sobą, a więc nadętym i nieco zarozumiałym blogerem o skłonnościach grafomańskich, gdybym nie wtrącił swoich czterech groszy. Która książka jest lepsza? Która podobała mi się bardziej?

Odpowiem nieco dyplomatycznie. Moim zdaniem jest podstawowa różnica pomiędzy obydwoma pozycjami. Pewną wskazówkę można znaleźć już w tytułach. „Skuteczne social media” to logiczny, uporządkowany wywód, który przypomina te z naukowych rozprawa. „Rewolucja” jest natomiast jak rewolucja. Pełna błysków, ciekawych spostrzeżeń, o raczej mocno nieuporządkowanym charakterze.

Myślę, że dla ludzi interesujących się social media, książki Michała Sadowskiego i Anny Miotk są jak woda („Skuteczne…”) i ogień („Rewolucje…”). Najlepiej zatem przeczytać je obydwie. W dowolnej kolejności. Polecam, podobnie zresztą jak blog Anny Miotk o badaniach w PR!

 

To pisałem ja – bloger II klasy

Jacek Lipski

 

Ps. ok, przyznaję się bez bicia. Książka Anny Miotk podobała mi się bardziej niż ta Michała Sadowskiego. Pewnie dlatego, że jest bardziej naukowa i poukładana. Zastrzegam jednak, że wszystko jest kwestią gustu.