Hej, kto żyw na wybory – czyli o marketingu politycznym w wyborach samorządowych, część III
Kampania wyborcza powoli finiszuje. Przyszli władcy naszych lokalnych poletek są na ostatniej prostej. Niektórzy „już witają się z gąską”, a paru kandydatów przypomniało sobie, że pora zdobyć parę głosów. Przebudzeni z (przed)zimowego snu zaczęli zasypywać miasta tonami swojej wyborczej makulatury. Oto kilka niezwykłych pomysłów naszych domorosłych polityków…„Nie potrafisz prowadzić kampanii? Nie dbasz o jakość swojej komunikacji z wyborcą? To nie zasługujesz, byś rządził moim miastem i bym oddał na Ciebie głos”!
Na milion procent nie zagłosuję na ludzi, którzy obwieszają ulice mojego miasta takimi oto potworkami:
Nie wiem, jak Wam, ale mi czasami ręce opadają. Na szczęście widzę małe światełko w tunelu. W czwartek wrzucę na bloga kilka pozytywnych przykładów, żeby nie było, że cały czas narzekam i krytykuję. Zapraszam do lektury części pierwszej i drugiej postu o marketingu politycznym w wyborach samorządowych!
Spodobał Ci się wpis?
Polecam sprawdzić też
Adrian Zandberg czyli kilka słów o autentyczności w polityce
Kilka lat temu, po wyjściu z blogerskiego okresu dziecięcego, podjąłem decyzję że staram się nie pisać na blogu o polskiej polityce. Szkoda mi było się emocjonować czymś, co już wtedy staczało się po równi pochyłej w kierunku skrajnej tabloidyzacji i zdziecinnienia. Dzisiaj robię wyjątek od tej reguły, bo moim zdaniem warto poświęcić kilka słów ostatniej debacie wyborczej. A zwłaszcza temu jak to się stało, że nikomu nie znany 35-letni doktor historii z partii balansującej na granicy rozpoznawalności podbił internet i serca wielu Polaków. Moim zdaniem, tajemnica tkwi w autentyczności, której pozostałym uczestnikom dyskusji ewidentnie zabrakło.
15 listopada 2010
1






22 października 2015
2