5 urodziny B&L Consulting

Data wpisu5 grudnia 2020 Ilość komentarzy1

Kiedyś wyczytałem, że blisko 70 proc. firm nie dożywa 5 urodzin. 3 grudnia oficjalnie przekroczyłem tę nieoficjalną „linię biznesowej śmierci”. B&L Consulting oficjalnie obchodzi 5 urodziny, czas zatem na oficjalny bilans 5-latka. Jak to wygląda w liczbach? Co mi się udało, a na czym poległem? W którą stronę zmierzam? Zapraszam do lektury.

5 lat. Dużo i mało. Z drugiej strony działo się tyle, że kompletnie nie wiem, kiedy ten czas upłynął. Cały czas mam jednak świeżo w pamięci ten moment, kiedy pod koniec listopada 2015 r. odchodziłem z etatu w agencji reklamowej (Vena Art). Wszystko było dla mnie nowe i czasem mało zrozumiałe (zwłaszcza tematy biurokratyczno-podatkowe, z tym że tu raczej niewiele się przez lata zmieniło). Z niepokojem patrzyłem w przyszłość, bo tak do końca nie miałem pewności, czy sobie poradzę.

5 lat później nadal od czasu do czasu odczuwam niepokój, bo pesymiści tak niestety mają, natomiast ze sterowaniem własnym małym okrętem (ok, przesadziłem – co najwyżej małą żaglówką 😊), idzie mi całkiem sprawnie, nawet w trudnych „covidowych” czasach (choć łatwo mi pewnie mówić z racji pracy w 99 proc. zdalnej). Popatrzmy zresztą na liczby, bo one dużo mówią o ostatnich 5 latach.


B&L Consulting 2015-2020 w liczbach

  • ok. 1600 uczestników szkoleń i warsztatów, które prowadziłem lub współprowadziłem, zarówno dla freelancerów, mikrofirm, MŚP jak i instytucji (m.in.: UM w Jaślu, jeden z wydziałów UM w Lublinie) oraz korporacji (np.: RWE Polska, Compensa, Bioton),
  • 1191 godzin spędzonych na salach szkoleniowych, m.in.: w takich projektach jak Platformy Startowe, „Akademia Biznesu UMCS”, „Akcelerator Surferzy Wiedzy”, „Dobry Pomysł” (PFR), „Genesis Startup”, „Przedsiębiorcze Mazowsze”, „ShareOn Academy”, „Startup Art”, „Startup Małopolska”, „Lubelski Wzór”, „Creative Lab”, „Lublin Przedsiębiorczy”,
  • ponad 300 przeszkolonych i skonsultowanych projektów, głównie o charakterze startupowym,
  • 84 firmy, organizacje oraz instytucje dla których realizowałem różnego rodzaju projekty doradcze, marketingowe lub szkoleniowe,
  • 27 zrealizowanych projektów z zakresu doradztwa strategicznego (w tym również marketingowych, internacjonalizacyjnych oraz wzorniczych), głównie dla firm o profilu produkcyjnym oraz z obszaru usług profesjonalnych,
  • 19 odwiedzonych „zawodowo” miast w Polsce (Chorzów, Warszawa, Opole, Rzeszów, Biłgoraj, Czerśl, Gdańsk, Katowice, Kraków, Lubartów, Mińsk Mazowiecki, Puławy, Przemyśl, Toruń, Racibórz, Chęciny, Kielce, Stalowa Wola, Radzyń Podlaski),
  • 11 firm, z którymi miałem przyjemność pracować w modelu stałej obsługi marketingowej (np.: w tym roku IRSW, CyberStudio oraz Nutchup),
  • 9 osobowy zespół pracowników i stałych współpracowników, z którymi mam przyjemność realizować projekty,
  • 4 uczelnie, gdzie prowadzę zajęcia ze studentami (UMCS Lublin, WSB Chorzów, WSB Opole, WSB Gdańsk),
  • 3 instytucje otoczenia biznesu, z którymi na stale współpracuję (Startup Academy – jako trener i konsultant, Smart Foodies Accelerator – jako koordynator, Platforma Startowa Idealist – jako manager inkubacji),
  • po 2 poprowadzone i/lub zorganizowane wydarzenia startupowe (Smart Foodies Weekend 2019 i 2020) oraz konkursy innowacyjności, gdzie oceniałem wnioski firm (Innowator Mazowsza 2019 i 2020).


Co mi się udało w latach 2015-2020

1. Współpraca z fajnymi ludźmi
Jednym z największych „handicap’ów” pracy we własnej firmie jest wolność. A zwłaszcza jeden z jej aspektów, tj.: możliwość wyboru ludzi z którymi pracujesz. Przy czym od kilku lat w moim przypadku dotyczy to nie tylko pracowników i współpracowników, ale też klientów. Jeżeli nie do końca odpowiada mi proponowany projekt lub nie czuję „chemii” z przyszłym klientem, po prostu grzecznie odmawiam i ewentualnie proponuję kogoś z mojej sieci kontaktów. W ten sposób unikam sytuacji, które były moją zmorą w czasach pracy agencyjnej. Z mojego punktu widzenia obydwie strony na tym zyskują.

Każdego dnia doceniam też, że udało mi się przez te 5 lat zbudować swój mikro-ekosystem, w który funkcjonuję zawodowo. Wielkie podziękowania za „znoszenie” mojej, niełatwej we współpracy i nieco humorzastej osoby, wędrują do moich partnerów i współpracowników biznesowych (Jarek, Marcin Woźniak, Anka Kłodnicka, Michał Misztal, Karolina Piotrowska, Kamila Cyran-Mnich, Michał Korba, Paweł Krzemiński) oraz pracowników (Ania Ziółkowska, Maciej Gierej). Jestem Wam naprawdę wdzięczny.

2. Praca zdalna w modelu mikroorganizacji
Ze względu na swoją wrodzoną „aspołeczność” (introwertyzm) zawsze chciałem pracować zdalnie z domu, co też konsekwentnie od 5 lat realizuję. Poza tym cenię sobie możliwość realizacji fajnych projektów w modelu mikroorganizacji szkieletowej. Tak naprawdę działam w modelu mikrofirmy doradczo-marketingowej, opartej w głównej mierze o freelancerów. Nigdy nie ciągnęło mnie do budowy większych struktur i zarządzania dużą ilością osób, dlatego nie zamierzam jakoś specjalnie skalować działalności.

3. Ewolucja od mikrozleceń, sociala i szkoleń w kierunku projektów strategii
W tej chwili koncentruję się zdecydowanie na większych projektach strategicznych (doradczych) oraz na kompleksowych obsługach marketingowych dla nielicznych wybranych klientów (z długim horyzontem czasowym współpracy). Social media, od których zaczynałem, ogarniam ale już prawie tylko w ramach dużych projektów. Szkolenia, zgodnie z decyzją podjętą pod koniec 2019 r., zdecydowanie odpuściłem. W 2020 r. zaliczyłem łącznie 151 godzin, czyli wróciłem do poziomu z 2017 r. Decyzja była zupełnie świadoma. Nie jestem i nigdy nie będę zawodowym szkoleniowcem, dlatego – jeżeli sytuacja mnie do tego nie zmusi – to w 2021 r. i kolejnych latach nie zamierzam przekraczać 200 godzin rocznie. Przy 400 godzinach szkoleń, jakie prowadziłem w rekordowym pod tym względem roku 2020, czułem że brakowało mi czasu na pracę projektową i zaczynały mnie też męczyć podróże. „Covidowe” przejście niemal wszystkich szkoleń do online’u w 2020 r. nie jest dla mnie żadnym rozwiązaniem. W moim odczuciu szkolenia online są zdecydowanie mniej wartościowe dla uczestników niż te w modelu klasycznym. Są też zdecydowanie trudniejsze do prowadzenia.

4. Zachowanie czasu na odświeżanie lub zdobywanie wiedzy
Z perspektywy ponad 15 lat w branży mogę tylko potwierdzić, iż marketing cały czas się zmienia. Nie da się funkcjonować w tym zawodzie bez umiejętności ciągłego odświeżania i zdobywania wiedzy. Z tego aspektu jestem zadowolony, bo przez ostatnie 5 lat udało mi się zaliczyć 31 szkoleń i kursów, z których zdecydowanie najbardziej wartościowe były te certyfikatowe z Socjomanii oraz Questusa, tj.: “Professional Diploma in Digital Strategy & Planning” (wydany przez brytyjski Digital Marketing Institute) oraz „Certificate in Professional Marketing – Award in Marketing” (wydany przez brytyjski The Chartered Institute of Marketing). Jedyny minus to 11 rozgrzebanych kursów i szkoleń online, które zacząłem i nie dokończyłem w tym roku. Będę miał co robić, jak dożyję do świąteczno-noworocznego urlopu. 😊

5. Reaktywacja blogu i newslettera
W 2020 r. udało mi się wrócić do regularnego publikowania. Po zeszłorocznej mizerii (tylko 12 tekstów w 2019 r.) w tym roku napisałem już 25 tekstów. Pozamykałem też moje wszystkie niedziałające newslettery i uruchomiłem jeden, który wydaję co tydzień (we wtorki) od 24 tygodni (mój prywatny rekord świata). Jeżeli interesuje Was tematyka strategii i marketingu oraz MŚP i startupów, zapraszam do subskrypcji „Notek strategicznych”.


Na jakich polach poniosłem porażkę w latach 2015-2020

1. Przegrałem 4 naprawdę fajne projekty
Nienawidzę porażek. Nigdy ich nie akceptowałem, w żadnej dziedzinie życia, bo większość traktuję bardzo osobiście. Na szczęście z biegiem lat nauczyłem się z nimi żyć, natomiast nie o wszystkich potrafię zapomnieć. Normalne to nie jest, lecz już chyba jestem za stary żeby to zmienić. Przez minione 5 lat nazbierałem 4 takie porażki, tj.: 2 przegrane przetargi, 1 spieprzony projekt stałej obsługi oraz 1 projekt-„półkownik” (zakupiony za ciężkie pieniądze przez klienta, natomiast nie wdrożony ze względu na brak porozumienia w firmie rodzinnej).

2. Nie napisałem książki
Podchodziłem do tego tematu już chyba z 5 razy. Połowę nawet napisałem. Nigdy jednak nie dokończyłem, bo nigdy nie byłem do końca zadowolony z tego co powstało. Inna sprawa, że do dokończenia książki musiałbym zaszyć się na miesiąc w jakieś samotni w Bieszczadach, na co generalnie żona nie wyraża zgody. W normalnym trybie funkcjonowania nie mam czasu na pisanie. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego do zrobienia. Projekt odkładam zatem na półkę. Być może wrócę kiedyś do niego w bardziej sprzyjających okolicznościach.

3. Nie udało mi się okiełznać rodzinnego pracoholizmu
Mój Tata był pracoholikiem. Mój Brat jest pracoholikiem. Ja też jestem. Praca zdalna z domu jeszcze bardziej nasiliła ten problem, bo nie ma żadnej wyraźnej granicy między domem a pracą. Zwłaszcza w czasach Covidu straciłem balans pomiędzy życiem a pracą. Zadaniem na 2021 r. jest jego odzyskanie.

4. Nie udało mi się wejść w model produktowy
Od kilku lat o tym myślę, ale niewiele z tego myślenia wynika. W obecnym modelu firmy z sektora usług profesjonalnych jestem ograniczony ilością godzin, jakie mogę poświęcić na pracę. Z tego względu chciałbym uzupełnić wspomniany model, chociaż częściowo, o własne produkty. Mam parę pomysłów jak to zrobić, dlatego w 2021 r. będę chciał przynajmniej kilka z nich przetestować rynkowo.


Ok, na dzisiaj wystarczy. Zmęczyłem „bilans 5 latka”, zatem tradycyjnego corocznego postu z podsumowaniem roku nie będzie. Co za dużo (w sensie chwalenia) to niezdrowo. Jeżeli doczytaliście do końca, dziękuję za uwagę i gratuluję cierpliwości. Trzymajcie kciuki za kolejne 5 lat B&L Consulting. Z góry dziękuję.

Pozdrawiam
Jacek Lipski

Jacek Lipski

Jacek Lipski