Blog Jacek Lipski

Marketer. Człowiek renesansu czy ekspert w wąskiej dziedzinie?

Czy dobry marketer powinien znać się po trochu na wszystkim? A może powinien koncentrować się tylko na swojej działce tematycznej? To trudna kwestia do rozstrzygnięcia, bo marketer marketerowi nierówny. Wiele zależy od samego marketingowca oraz firmy, dla której pracuje. 

 


Historia pewnego ogłoszenia

Kilka tygodni temu przyglądałem się gorącej dyskusji na jednej z facebookowych grup dla marketingowców. Parę osób z branży wzięło na warsztat ogłoszenie rekrutacyjne z Gumtree. W telegraficznym skrócie – mała firma ze Świdnicy szukała specjalisty ds. reklamy. Pracodawca oczekiwania miał niemałe, od „znajomości programów graficznych: corel, photoshop – praca z logotypami, tworzenie wizualizacji na produktach, katalogów firmowych itp., poprzez umiejętności fotograficzne (robienie zdjęć i obróbka) – zdjęcia produktowe na stronę www, do e-sklepu oraz artystyczne kompozycje do katalogów itd., aż po podstawową znajomość obsługi sprzętu (instalacje oprogramowania, podzespołów, drobne prace serwisowe)”. Jak zapewne się domyślacie, większość opinii na temat rekrutującego nie była pochlebna.

Na początku chciałem się przyłączyć do grona krytyków. Po zastanowieniu dałem sobie jednak na wstrzymanie. Dlaczego? Po trzydziestce i ładnych paru latach w zawodzie spędzonych zarówno na „frelanserce”, w korpo jak i w agencji reklamowej, daleki jestem od wydawania jednoznacznych ocen i sądów bez chociażby chwili refleksji. Marketing jest jak życie, a więc tu rzadko kiedy rzeczy są tylko czarne lub białe. Przeważnie poruszamy się gdzieś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Tak też było w przypadku wspomnianej firmy ze Świdnicy.

Przyzwoitość branżowa podpowiada, by nie oceniać cudzej kreacji, gdy nie zna się briefu, na bazie którego powstała. Dlaczego zatem miałbym oceniać czyjeś ogłoszenie rekrutacyjne nie znając faktycznych potrzeb tej firmy oraz wysokości wynagrodzenia, jakie chciała zaoferować poszukiwanemu pracownikowi? Niestety nie zawsze żyjemy w bajce. Małe i średnie firmy, w tym startupy, nie mogą sobie zazwyczaj pozwolić na zatrudnianie jako marketingowców osób, które są ekspertami w bardzo wąskich działkach. To przywilej dużych firm i korporacji. Zgadzam się, że świat idzie właśnie w kierunku wąskich specjalizacji, ale zanim tam dojdzie to sporo wody w rzece upłynie.


Człowiek renesansu vs. ekspert
Jak zatem odpowiedzieć na pytanie zadane na początku tekstu? Człowiek renesansu czy ekspert? Wszystko zależy od samego samego marketingowca oraz firmy, w której pracuje. Trudno o bardziej komfortową sytuację, gdy możemy specjalizować się w jakimś obszarze marketingu, np. w prowadzeniu działań w social media. To ułatwia pracę oraz rozwój zawodowy. Unikniemy też łatki „eksperta od wszystkiego”, który tak naprawdę jest ekspertem od niczego.

Z drugiej strony bycie ekspertem po pewnym czasie grozi popadnięciem w rutynę, której nie doświadczymy jako marketingowy „człowiek renesansu”. Taki marketer jest jak słynna „kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi”. Pracując w małej firmie nigdy nie wie, co przyniesie mu kolejny dzień. Kryzys na Facebooku, redagowanie newslettera, pakowanie gadżetów w magazynie – marketingowy „człowiek renesansu” nie wie co to nuda. Wszechstronność to jego drugie imię, ponieważ firmy nie stać na zlecanie wielu prac na zewnętrz. Proste zlecenia graficzne i fotograficzne nie stanowią więc dla niego większego wyzwania. Może nie robi tego wszystkiego na poziomie mistrzowskim, ale za to na poziomie w zupełności odpowiadającym potrzebom jego klientów oraz pracodawcy.

Ostatnia sprawa w tym temacie. Wspominałem już, że wiele zależy od samego marketera. Zgadza się, bo nie każdy z nas chce być ekspertem w wąskiej dziedzinie. Niektórzy cenią sobie ciekawą pracą, który wymaga od nich wszechstronności.

Ponadto musimy pamiętać o jeszcze jednej, niezwykle istotnej kwestii. Na początku kariery zawodowej nie każdy jest w stanie powiedzieć, w jakiej działce chciałby się specjalizować, m.in. dlatego że nie zna wystarczająco dobrze swoich predyspozycji. Sam jestem tego najlepszym przykładem. Dopiero po trzydziestce dotarło do mnie, że kręci mnie strategia, co nie oznacza oczywiście że poprzednie lata uznałem za zmarnowane. Bagaż doświadczeń, który zebrałem w bardzo różnych obszarach marketingu i komunikacji, procentuje w mojej obecnej pracy. Bez niego miałbym o wiele trudniej i zdecydowanie bardziej pod górkę.


Artykuł ukazał się w lipcowym numerze miesięcznika „Marketing & Biznes”. 

Autor: Bloger II klasy Jacek Lipski

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.