O najwspanialszej drużynie świata czyli dlaczego podziwiam polskich piłkarzy ręcznych

Data wpisu23 stycznia 2014 Ilość komentarzy4

58968_566303296794820_891241187_nReprezentację szczypiornistów oglądam regularnie od 2004 roku. Zaczynałem, gdy Bogdan Venta objął kadrę prezentującą wówczas poziom co najwyżej przeciętny. Oglądałem jej stały marsz w górę.  Wicemistrzostwo i trzecie miejsce na świecie. Pierwsza czwórka Mistrzostw Europy. Występ na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Podziwiałem kadrowiczów zdobywających trzecie miejsce w Lidze Mistrzów w barwach Vive Kielce. Uczestniczyłem też w gorszych chwilach. Widziałem najsłabszy występ na ME 2012 w Szwecji. Patrzyłem jak zmieniają się trenerzy i zawodnicy.

Niezależnie od osiąganych wyników i atmosfery wokół kadry, zawsze gdy przychodził czas wielkiego turnieju, niezawodnie zasiadałem przed telewizorem. Dlaczego?

Bo nie mogłem sobie odmówić przyjemności oglądania ludzi dla których nie ma rzeczy niemożliwych i nieosiągalnych. Sportowców, którzy nie znali granic i barier. Herosów z krwi i kości osiągających na parkiecie to co krytykom, ekspertom i widzom wydawało się nierealne. Co raz przekraczającym własne możliwości. Dążącym do celu bez względu na okoliczności. Spełniającym marzenia bez oglądania się na resztę świata. Śniącym swój sen o potędze bez cienia wątpliwości.


Uwielbiałem patrzeć na drużynę, która potrafiła czynić cuda.
Najbardziej podziwiałem ich nigdy niezaspokojoną ambicję i motywację do walki. Walki o każdy centymetr parkietu, bez oglądania się na tablicę wyników, zegar nieubłaganie odmierzający czas do końca spotkania i klasę, najczęściej dużo bardziej utytułowanego przeciwnika.


W odróżnieniu od piłkarzy czy koszykarzy nasi szczypiorniści nigdy nie przegrywali meczów w szatni.
Nie kłaniali się w pas przed gwiazdami piłki ręcznej z Niemiec, Francji, Chorwacji, Danii czy Hiszpanii. Każdy z tuzów wiedział, że mecz z Polakami oznacza ciężką przeprawę. To nie spacerek. Polscy szczypiorniści zawsze walczyli i walczą do końca.


Chcecie dowodów? Wystarczy przypomnieć sobie mecz z Norwegią i jego 15 sekund, które przeszły do historii nie tylko polskiej piłki ręcznej.
Przemowa Wenty stanowi teraz kanon powszechnie powtarzany na szkoleniach dla trenerów i managerów ze wszelkich branż.

 

Z bardziej aktualnych wydarzeń przypomnijmy też sobie końcówkę niedawnego meczu z Białorusią. Kilka minut przed końcem przegrywaliśmy 4 bramkami. Mecz zakończył się… naszym zwycięstwem.

Zwrot „poddajemy się” nigdy nie funkcjonował w świadomości polskich szczypiornistów. Nigdy nie poddał się Karol Bielecki, który nadal gra w kadrze, pomimo utraty jednego oka (w trakcie meczu). Nie poddał się Bartek Jaszka. W 2009 r. w meczy o brązowy medal z Duńczykami grał ze złamaną ręką. Nie poddawał się Grzegorz Tkaczyk, walczący z kontuzjami. Wzorem waleczności byli i są Sławek Szmal, bracia Lijewscy oraz Jureccy. Nie poddał się Piotr Wyszomirski, który wchodząc z ławki zatrzymał we wtorek szwedzki potop i zyskał tytuł „Polskiego Ministra Obrony Narodowej”.

To właśnie dzięki ambicji i motywacji do walki tych zawodników oraz ich kolegów polska kadra była w stanie wywalczyć sobie i utrzymać miejsce w światowej czołówce. Podczas gdy siłą innych reprezentacji były indywidualności np. Karabatic (Francja) czy Balic (Chorwat), u nas najważniejsza była drużyna i jej „team spirit”. Grupa o niebo silniejsza niż prosta suma umiejętności poszczególnych zawodników. Każdy trener marzy, by prowadzić taki zespół. Każdy zawodnik marzy, by w nim zagrać.

Charakter polskiej kadry szczypiorniaka decydował o tym, że biliśmy im brawo nawet po przegranych meczach. Podobnie było w trakcie ciągle trwającego turnieju. Przegraliśmy awans do czwórki z Chorwatami. Jutro zagramy tylko o 5 miejsce z Islandią.

Niezależnie od wyniku, dla mnie polscy szczypiorniści są już zwycięzcami. Wygrali najtrudniejszą bitwę – tę o serca kibiców. Nie wiem, jak wy ale ja za każdym razem odczuwam dumę, gdy widzę ich wychodzących na parkiet. Szkoda, że w tej znacznie bogatszej i popularniejszej dyscyplinie nie mamy takich „charakterników”. Mundial w RIO nie pozostałby wtedy tylko w sferze marzeń.

 

Pozdrawiam i trzymam kciuki za piątkowe zwycięstwo
Podpis Jacek Lipski

 

 

Źródło zdjęcia: fan page “Kocham Ręczną”

 

Ps. materiał autorstwa Szymona. Za co kochamy naszych szczypiornistów?

Jacek Lipski

Jacek Lipski

Marketer z ponad 16 letnim doświadczeniem. Od grudnia 2015 r. działa pod marką B&L Consulting jako niezależny konsultant i szkoleniowiec w obszarze strategii marketingowych dla MŚP i startupów. Doświadczenie zdobywał również w lubelskiej agencji reklamowej Vena Art oraz w korporacyjnych działach marketingu i komunikacji w Warszawie i Gliwicach. Wykładowca na UMCS Lublin oraz WSB w Chorzowie, Gdańsku i Opolu.