Rok po „ciemnej stronie mocy” czyli jak żyć po zamianie korpo na agencję. 8 podpowiedzi dla początkującego Account Managera.

Data wpisu11 listopada 2013 Ilość komentarzy14

Dark MauiPrzeszła niepostrzeżenie. Prawie niezauważona. Pierwsza okrągła rocznica odkąd opuściłem Warszawę i pracę w „korpo komunikacji marketingowej”. Pod koniec października 2012 r. spakowałem rzeczy nazbierane w trakcie 4 lat pracy w Żaglu, pożegnałem się i wsiadłem w pociąg zmierzający do stacji Lublin. Niby z własnej nieprzymuszonej woli zrezygnowałem z pracy w korpo, ale tak naprawdę praca w korpo zrezygnowałaby ze mnie.

 Wystarczyło poczekać miesiąc dłużej, a dostałbym – na fali radosnej restrukturyzacji (zwolnienia grupowe) – miłe i wręczone z uśmiechem na ustach wypowiedzenie. A tak siedziałem w pociągu do Lublina i obładowany resztką dobytku, zastanawiałem się jak będzie po drugiej stronie barykady.


Rozterki ex-korporanta na trasie Wawa-Lublin

Było nad czym myśleć. Ze względu na sympatyczny kredycik hipoteczny, jaki ku chwale naszego systemu bankowego będę spłacał przez najbliższe dwadzieścia kilka lat, nie mogłem sobie pozwolić na swawolne rzucenie papierami i kilkumiesięczne bezrobocie. Dokonałem tego chwalebnego aktu, dopiero jak podpisałem umowę o pracę z agencją reklamową z mojego rodzinnego miasta. Na imię jej było – Vena Art.

Oferta z Veny przyśpieszyła, podejrzewam że tylko o kilka tygodni, moment rozstania się z Działem Komunikacji Marketingowej Żagiel SA w Wawie. Żegnaj Chmielno, żegnaj Dworcu PKP (nie będę tęsknił za poniedziałkowo-piątkowym kursowaniem na trasie Wawa-Lublin).  Żegnaj Bemowo, żegnajcie Kabaty i Prago (parę razy się przeprowadzałem). Po 4 latach rozłąki wracam do domu.

Inna sprawa, że tak naprawdę – jako prawdziwy „słoik z krwi i kości” – nigdy nie wyjechałem na stale. „Druga połówka” i mieszkanie zawsze były w Lublinie.


Jak żyć w agencji

Siedząc, w jak zawsze brudnym i przepełnionym, wagonie najlepszych linii kolejowych świata zastanawiałem się, jak poradzę sobie w innym świecie. Lubię wyzwania, ale jak każdy człowiek niespecjalnie przepadam za niepewnością. Na wszystkie pytania, jakie pojawiały się wówczas w mojej głowie, mogę odpowiedzieć dopiero dzisiaj. Z rocznej perspektywy pracy w agencji.

Minęło dwanaście niezwykle wymagających i niezwykłych miesięcy. W końcu miałem szansę dostrzec rozbłysk iskry kreatywności. Poczuć adrenalinę procesu tworzenia i poznać ludzi, z których każdy jest wyjątkowy na swój własny, specyficzny sposób. Nauczyłem się też sporo o pracy Accounta, aczkolwiek mnóstwo pracy jeszcze przede mną.

Co zatem musisz wiedzieć, zanim zaczniesz pracę w agencji? Zwłaszcza, jeżeli przechodzisz bezpośrednio z „korpo”.

Na początku obejrzyj „99 franków”…


…po to by wiedzieć, że nic podobnego Cię tu nie spotka (chyba że „mocno” się postarasz, we własnym zakresie).


Rzuć też okiem na „Mad Men”.

Bliższe prawdy, ale to jeszcze nie to (m.in. dlatego że wtedy nie było jeszcze internetu).


8 wskazówek dla początkującego Account Managera

Teraz na poważnie. Mam dla Ciebie 8 wskazówek, które być może pomogą Ci w łatwiejszym przeskoczeniu z korpo do agencji.


Wskazówka #1 – „zapomnij o korpo raz na zawsze”.

Na pewno będzie Ci brakowało czasu na wszechstronną i wieloaspektową analizę. Na pewno będzie brakowało Ci dogłębnej znajomości produktu. To niemożliwe, zwłaszcza kiedy pracujesz równocześnie dla kilku klientów z bardzo różnych branży. Musisz się do tego przyzwyczaić.

Doceń za to świeżość spojrzenia, jakie zazwyczaj wnosisz do świata Twoich klientów. Oni na pewno je docenią… o ile odrobisz pracę domową i przed pierwszą rozmową spróbujesz poznać reguły rządzące ich branżą.


Wskazówka #2 – „zostań człowiekiem renesansu – wszechogarniaczem”.
Trudno być alfa i omegą w każdej działce marketingowej, ale znajomość podstaw, przynajmniej w tych najważniejszych, na pewno Ci nie zaszkodzi.

Account Manager to prawdziwy wszechogarniacza, zarówno on-line jak i off-line. Planowanie mediów, myślenie strategiczne, marketing internetowy i social media, copywriting, organizacja wydarzeń, działania PR – w tej pracy „nic co marketingowe nie będzie Ci obce”.

W odróżnieniu od korpo nie będzie już agencji, na którą mogłeś „delegować” większość zadań. Minusem tej sytuacji jest stres. Plusem? Nigdy nie będziesz się nudził, a poziom Twoich kompetencji urośnie w tempie geometrycznym.


Wskazówka #3 – „polub życie w niedoczasie”.

Brak czasu to prawdziwa zmora każdego pracownika agencji reklamowej. Jeżeli w korpo większość rzeczy była na wczoraj, to w agencji już na tydzień temu. Musisz się do tego przyzwyczaić.

Jak to zrobić? Po pierwsze, popracuj nad organizacją pracy (wykorzystaj narzędzia internetowe typu np. Evernote, kalendarz Google, itp.). Po drugie, oducz się przysłowiowego dzielenia włosa na czworo (mój odwieczny problem) i przygotuj się na zwiększenia tempa pracy (przynajmniej o 50 proc. w porównaniu do korpo).


Wskazówka #4 – „trenuj szybką przerzucalność uwagi”.

W korpo zazwyczaj miałeś do czynienia z kilkoma produktami w ramach jednej branży. W agencji będziesz miał kilkanaście produktów i branży. Na dodatek ciągle będą pojawiały się nowe. Czasem w trakcie jednego dnia doświadczysz przeskoku od FMCG, przez węgiel, dekoracje wnętrz, aż po fundusze unijne i consulting.

Trochę to grozi nabyciem syndromu agencyjnego ADHD, ale docelowo mocno poprawi Twoją orientację w zawiłej rzeczywistości polskiej gospodarki rynkowej.


Wskazówka #5 – „buduj relacje…zwłaszcza z działem graficznym”.

Account Manager to pracownik działu obsługi klienta. Twoją największą walutą są zatem relacje, zarówno te zbudowane z Klientami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi.

Zwracaj uwagę przede wszystkim na stosunki z działem graficznym-kreatywnym. W dużej mierze od ich stanu zależy Twoje być albo nie być. O potrzebie utrzymywania dobrych relacji z Klientami (zewnętrznymi) nie muszę chyba wspominać. Rzecz oczywista. Napisano na ten temat setki, jeżeli nie tysiące książek.


Wskazówka #6 – „przyzwyczaj się do wystąpień publicznych”.

Zgadza się. Account Manager to w dużej mierze handlowiec. Sprzedaje Klientom usługi agencji, w której pracuje. Najczęściej wykorzystane narzędzie to prezentacja, i bynajmniej nie chodzi mi tu o slajdy w Power Poincie lub Prezi.

Liczy się wystąpienie jako całość. Jego przygotowanie to prawdziwa sztuka. Jak ją doskonalić? Podpatruj najlepszych (m.in. You Tube, Slide Share, udział w konferencjach branżowych) i ćwicz kiedy tylko możesz. W tym wypadku tylko trening czyni mistrza.

Gdzie szukać inspiracji? Polecam stronę TED-ex, np. patrz show Sir Kena Robinsona o kreatywności w szkole.

 

Wskazówka #7 – „doceń niezależność i swobodę działania”.
Moim zdaniem to największa różnica pomiędzy pracą w korpo a robotą w agencji. Tutaj nie doświadczysz skomplikowanych formalności, ciągnących się miesiącami procedur, niezliczonych spotkań przeróżnych Komitetów Projektowych. Zapomnij o zbędnej biurokracji.

Szczerze mówiąc, trudno byłoby mi wyobrazić sobie powrót do korpo. Za bardzo przyzwyczaiłem się do niezależności, szybkości, elastyczności i swobody. Zupełnie jak w starym hicie…



Wskazówka #8 – „czas na odpoczynek nie jest czasem straconym”.

Odpoczywać każdy musi. Niezależnie od ilości zadań i projektów. Brak odpoczynku odbija się na ilości energii oraz dużo słabszej kreatywności. Wypoczęty człowiek może wszystko. Przemęczony jest skazany na porażkę. Parę razy przekonałem się na własnej skórze, że dobrym lekarstwem na niemoc twórczą jest dobrze przespana noc.


Co z tego wynika
Praca w korpo i praca w agencji to 2 zupełnie różne światy. Nie zamierzam przesądzać, która jest lepsza. Ludzie są różni, różne są też korporacje i agencje. Niniejszy post jest mocno subiektywny, ponieważ napisałem go tylko i wyłącznie na bazie własnych doświadczeń. Starałem się tylko uogólnić spostrzeżenia, jakie poczyniłem w trakcie minionego roku.

Mam nadzieję, że wskazówki przydadzą się osobom, które planują przeskok, jaki stał się moim udziałem ponad rok temu. Czy warto w ogóle rozważać taki transfer z korpo do agencji? Czy to ma sens?

Zamiast odpowiedzi pozwolę sobie zacytować słowa Marka Twaina.


„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj”.


Powodzenia

 

To pisałem ja – bloger II klasy
Jacek Lipski

 

 

Jacek Lipski

Jacek Lipski

Marketer z ponad 16 letnim doświadczeniem. Od grudnia 2015 r. działa pod marką B&L Consulting jako niezależny konsultant i szkoleniowiec w obszarze strategii marketingowych dla MŚP i startupów. Doświadczenie zdobywał również w lubelskiej agencji reklamowej Vena Art oraz w korporacyjnych działach marketingu i komunikacji w Warszawie i Gliwicach. Wykładowca na UMCS Lublin oraz WSB w Chorzowie, Gdańsku i Opolu.