Bóg przebacza i zapomina, ale Google nigdy!

Data wpisu7 marca 2011 Ilość komentarzy7
Pozwoliłem sobie sparafrazować słowa Viviane Reading, Komisarz ds. Sprawiedliwości, wypowiedziane jako komentarz do sprawy, która wkrótce może trafić do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Źródło informacji: „Google vs. Hiszpania” z Wyborczej.biz.
W telegraficznym skrócie: chodzi o to, czy internauta ma prawo zwrócić się do Google o wykasowanie informacji na swój temat z wyników wyszukiwania? Gdzie ma swój początek, a gdzie koniec, nasze prawo do prywatności? Czy Google może stać ponad prawem? Zastanówmy się wspólnie przez krótką chwilę.

Osobiste refleksje

Pani Komisarz w oryginale powiedziała, że „Bóg przebacza i zapomina, ale internet nigdy”. Pozwoliłem sobie zmienić internet na Google, ponieważ obecnie te 2 słowa pełnią funkcję synonimów (nawet w dobie rosnącej potęgi Facebooka). O co konkretnie chodzi w sprawie Google vs. Hiszpania?

Wyobraźcie sobie chirurga plastycznego, który w 1991 r. zostaje pozwany przez pacjentkę. Kobieta zarzuca mu błąd w sztuce. Lekarz, jak sam twierdzi, zostaje uniewinniony, ale 20 lat później informacje o oskarżeniu nadal pojawiają się w Google na pierwszej stronie wyników wyszukiwania (po wpisaniu jego nazwiska). Lekarza domaga się ich usunięcia, Google nie wyraża zgody i sprawa (razem z kilkoma podobnymi) trafia do sądu w Hiszpanii. Sąd zastanawia się nad skierowaniem jej do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu w celu dokładnego określenia granic prawa o ochronie danych osobowych.

Jak werdyktem zakończy się postępowanie – nie wiem. Zastanawiam się tylko, jak daleko może sięgać władza korporacji z Mountain View? Bez werdyktu sądowego, bez prawa do odwołania, super tajny algorytm wyciąga na światło dzienne wszystkie skrywane przez Ciebie tajemnice. Swoboda dostępu do informacji zderza się tutaj z prawem do ochrony danych osobowych. Jak na razie Google jest górą, ale nie ukrywam że niespecjalnie podoba mi się taka sytuacja. Chciałbym, by Trybunał wypowiedział się w tej sprawie i określił co jest dozwolone, a co nie jest. Sytuacja, kiedy jedna firma w sposób absolutny i bez żadnej kontroli, sprawuje władzę absolutną nad naszą osobistą cyfrową reputacją (piszę tutaj o reputacji osoby prywatnej), budzi we mnie niepokój. Sterując informacją można łatwo kierować ludzkimi umysłami…

Lekcja dla marketerów
Z opisanej sytuacji wnioski powinni również wyciągać marketerzy. Reputacja firm na pewno nigdy nie będzie chroniona przez prawo w ten sam sposób, jak dobre imię osoby prywatnej. Przypominam: „Bóg/Klient przebaczy i zapomni błędy Twojej firmy, ale Internet/Google nigdy”.

Jak pisał Mitch Joel „W sześciu pikselach oddalenia”, które recenzowałem kilka miesięcy temu, „Google jest jak słoń – nigdy nie zapomina”. Każde nasze działanie zostawia bowiem cyfrowy ślad, który odnaleźć można nawet po latach. Z tego powodu, dopóki „Nie ty określasz swoją markę, ale Google” (jak mówił naczelny „Wired” Chris Anderson), warto monitorować i aktywnie kreować swoją cyfrową reputacji. Jeżeli w sieci pojawią się negatywne artykuły na nasz temat, nie mamy wprawdzie możliwości ich usunięcia, ale możemy sprawnie reagując i prowadząc działania z zakresu SEO-PR doprowadzić do obniżenia ich pozycji w wyszukiwarce. Pozytywne artykuły i posty (m.in.: pisane przez użytkowników) mogą wejść na wyższe pozycje, spychając negatywne w dół.

W teorii wygląda to pięknie, w praktyce SEO PR wymaga mnóstwa pracy i czasu. Nie wszyscy mają na to ochotę. Za przestrogę niech posłuży kryzys wizerunkowy firmy Kryptonite, producenta zamków i kłódek. Historia „Twist a pen, open a lock” (jeden z internautów otworzył niezawodny zamek za pomocą długopisu) sprzed kilku lat jest ciągle na pierwszej stronie wyników wyszukiwania. Trudno o gorszą reklamę..

Jacek Lipski

Jacek Lipski

Marketer z ponad 16 letnim doświadczeniem. Od grudnia 2015 r. działa pod marką B&L Consulting jako niezależny konsultant i szkoleniowiec w obszarze strategii marketingowych dla MŚP i startupów. Doświadczenie zdobywał również w lubelskiej agencji reklamowej Vena Art oraz w korporacyjnych działach marketingu i komunikacji w Warszawie i Gliwicach. Wykładowca na UMCS Lublin oraz WSB w Chorzowie, Gdańsku i Opolu.