Podróż z historią w tle – Jałta

Jałta budzi niemiłe skojarzenia u każdego Polaka. W Monachium zdradzono Czechów, w Jałcie „sprzedano” połowę Europy. Tutaj Wielka Trójka ustalała kształt powojennego świata. Przesuwano granice, odbierano wolność i nadzieję. Decydowano o losie Polski. Po upadku muru berlińskiego i rozpadzie ZSRR sytuacja uległa diametralnej zmianie. Emocje opadły, Jałta odeszła w zapomnienie. Warto jednak zobaczyć miejsce, o którym dotąd czytaliśmy tylko w podręcznikach historii.

Utożsamianie Jałty tylko i wyłącznie z niesławną konferencją jest krzywdzące dla pięknego krymskiego miasta. To zaledwie wycinek z jego wielowiekowej historii. Najwyższy czas zapomnieć o tym, co bezpowrotnie minęło. Jałtę warto odwiedzić z innych względów. To jedno z najpiękniejszych miast na Krymie, najpopularniejszy kurort nad Morzem Czarnym. Swoją daczę ma tutaj prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko.

Historia miasta

Jałta leży nad samym brzegiem Morza Czarnego, niespełna 80 km od Symferopola. Miasto ma bardzo długą i bogatą historię. W IV wieku p.n.e. pierwsze osiedle założyli tam Grecy. Nazywali je Jalita. Współczesna nazwa wywodzi się od greckiego słowa „jaros”, czyli brzeg. Pierwsze wzmianki o mieście, zwanym przez Tatarów Dżalita, pojawiają się w XII wieku u arabskiego geografa Ibn-Idrisi. Miastem rządzili Taurowie, Rzymianie, Bizantyjczycy, Chazarowie, Połowcy, Genueńczycy, Turcy, Tatarzy i Rosjanie. Okres szybkiego rozwoju Jałta przeżyła pod rządami tych ostatnich. W II połowie XIX wieku, w carskiej Rosji, miasto osiągnęło pozycję modnego uzdrowiska. Ówczesne elity rosyjskie ściągały do Jałty, chcąc przebywać w pobliżu rodziny carskiej, spędzającej wakacje w Liwadii. Międzynarodową sławę miasto zdobyło dzięki konferencji Wielkiej Trójki z 1945 r., gdzie Churchill, Roosevelt i Stalin decydowali o kształcie świata. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że konferencja faktycznie odbyła się w Liwadii, a nie w Jałcie. Obecnie miasto liczy sobie około 100 tysięcy mieszkańców. Jest najpopularniejszym kurortem we wschodniej części Europy.

Moja Jałta

Podczas niedawnego pobyty na Krymie spędziłem w Jałcie 2 dni. 48 godzin wystarczyło, bym zakochał się w tym miejscu. Miasto jest przepięknie rozlokowane. Niełatwo znaleźć miejsce na świecie, gdzie góry sąsiadują z morzem. Razem tworzą jedną całość. Zlewają się ze sobą w bajeczną kompozycję, stworzoną ręką niewidzialnego rzeźbiarza. Zatokę w kształcie półkola, nad którą zbudowano Jałtę, otaczają łańcuchy górskich wzniesień. Okoliczne wzniesienia płynnie przechodzą w łagodne, morskie wybrzeże. Budynki leżące na wzgórzach przeplatają się z lasami i polami uprawnymi. Centrum Jałty znajduje się nad zatoką. Wyznacza je nieskończenie długi bulwar noszący nazwę: ulica Nadbereżna im. Lenina.

Poza lokalizacją, wyjątkowość Jałty stanowi jej kameralny charakter. To nigdy nie było wielkie miasto. Raczej trudno się tu zgubić. Kapitalne wrażenie na turystach robi także otoczka miasta. Wąskie uliczki i majestatyczne cerkwie sprawiają, że na każdym kroku czuje się powiew historii. To miasto ma swój urok. Na pewno nie można powiedzieć, że zachwyca swoją urodą. Jak większość ukraińskich miast, Jałta jest dosyć zaniedbana. Poza ulicami centrum, straszy brudnym i mało estetycznym obliczem. Nie zachwyca też architekturą. Poza częścią reprezentacyjną, Jałta została zbudowana trochę bez ładu i składu. Niskie budynki przeplatają się z wysokimi, stare z nowymi. Prowadzone nad ziemią rury kanalizacyjne tworzą przedziwny labirynt. Brak planowania przestrzennego rzuca się w oczy. Jałta jest jak żywy organizm. Można odnieść wrażenie, jakby to miasto żyło własnym życiem. Jakby budowało się samo, bez ingerencji człowieka. Jałta nie jest piękna. To raczej miasto z charakterem. Miasto, które wiele widziało i przeżyło. Dla mnie prawdziwym symbolem Jałty nie jest pałacyk w Liwadii, miejsce konferencji Wielkiej Trójki. Prawdziwy symbol Jałty to pomnik Lenina sąsiadujący z restauracją McDonald’s. To znak nowych czasów na Ukrainie. Symbol zmian, do jakich doszło w tym odległym zakątku Europy. Nie znajdziecie tego w żadnym innym miejscu na świecie.

„Jałta właściwa”

W Jałcie na pewno nie można się nudzić. Miasto oferuje rozliczne atrakcje dla spragnionych wrażeń turystów. Na początek warto pospacerować po reprezentacyjnym bulwarze miasta. Przemierzając trasę od pomnika Lenina do Gogola, polecam odwiedzić dwie najbardziej oryginalne knajpy w całej Jałcie. Obydwie znajdują się na pokładach statków. Restauracja Złote Runo na statku Argo oraz restauracja Hispaniola oferują możliwość wypicia drinka w niezwykłej atmosferze. Ceny wysokie, ale widok na całą zatokę gratis. Prospekt Lenina nie różni się niczym od podobnych miejsc na zachodzie Europy. Tylko szyldy pisane cyrylicą przypominają nam, że nie jesteśmy w Chorwacji lub na Lazurowym Wybrzeżu. Mijając palmy rosnące na bulwarze, można zwątpić w opowieści miejscowych o padającym w zimie śniegu. Koniecznie musimy tu wpaść po zmroku. Na prospekcie Lenina kwitnie jałtańskie życie nocne. Wokół pełno świateł, mnóstwo ludzi, słychać szum pogrążonego w ciemności morza. Na pewno przeżyjemy niezapomniane chwile.

Poza prospektem Lenina, Jałta posiada wiele innych atrakcji. Miłośnicy delfinów powinni odwiedzić miejscowe delfinarium. Pokazy odbywają się 3-4 razy dziennie. Bilet wstępu kosztuje 40 hrywien. Po skończonym pokazie, za dodatkową opłatą, można zafundować sobie zabawę w basenie z tymi sympatycznymi ssakami. Zwolennikom bardziej kulturalnych rozrywek polecam wizytę w muzeum Antona Czechowa. Mieści się ono w domu na ulicy Kirowa 112. Przez wiele lat Czechow przyjeżdżał do Jałty w celach leczniczych. W tym domu napisał słynny „Wiśniowy sad”.

Z jałtańskich zabytków architektonicznych warto zwrócić uwagę na pałac emira Buchary. Położony na ulicy Sewastopolskiej budynek powstał na początku XX wieku. Zbudowano go w stylu mauretańskim. Godny obejrzenia jest także sobór św. Joanny Złotoustej, zlokalizowany na Polikurowskim Wzgórzu. Najłatwiej dostać się tam od ulicy Tołstoja. Pozostałe atrakcje turystyczne znajdują się poza miastem.

Okolice miasta

Poza tzw. Jałtą właściwą istnieje wiele miejsc, których nie możemy pominąć. Należą do nich: Liwadia, Jaskółcze Gniazdo oraz Aj-Petri. Wspomniana już Liwadia leży w odległości 4 kilometrów od Jałty. Najłatwiej dotrzeć tam marszrutką z dworca głównego. Dojazd zajmuje nie więcej niż 15 minut. Naszym celem jest piękny kompleks pałacowy. Na parterze znajdują się eksponaty związane z konferencją Wielkiej Trójki, a na górze – z historią carskiej Rosji. Największe wrażenie robią zbiory zgromadzone na parterze. Zachowano oryginalny układ wnętrz i całe umeblowanie. Trudno uwierzyć, że to właśnie przy tych niepozornych dębowych stołach ważyły się losy Europy i reszty świata. Można zrobić sobie zdjęcia przy krzesłach zajmowanych niegdyś przez Churchilla, Roosevelta i Stalina, a także obejrzeć pomieszczenia sypialne amerykańskiego demokraty. Niestety zwiedzanie odbywa się w sporym pośpiechu. Jeżeli nie jesteśmy w zorganizowanej grupie, mamy tylko 20 minut. Sprawę utrudnia również brak angielskich tłumaczeń na pierwszym piętrze. Na szczęście opłata za wstęp nie jest wygórowana. Bilet kosztuje 30 hrywien. Za możliwość robienia zdjęć trzeba dopłacić 5 hrywien.

Z Liwadii łatwo złapać marszrutkę do Jaskółczego Gniazda. Istnieje też możliwość dopłynięcia statkiem wycieczkowym z Jałty. Opcję morską warto rozważyć ze względu na wspaniałe widoki. Rejs trwa około 35 minut. Bilet w jedną stronę kosztuje 35 hrywien. Musimy jeszcze dopłacić 5 hrywien za zwiedzanie. Jaskółcze Gniazdo to położony na wysokiej skale miniaturowy zameczek, zbudowany na początku XX wieku dla niemieckiego przemysłowca, barona Steingela. W stylizowanej na średniowieczny zamek rycerski budowli znajduje się obecnie restauracja. Największą wartością Łastoczkino Gniezdo są widoki rozpościerające się z jego tarasu. To jedno z najlepszych miejsc widokowych na Krymie. Świetna okazja na zrobienie niepowtarzalnych fotografii.

Kolejna obowiązkowa pozycja dla każdego odwiedzającego Jałtę to góra Aj-Petri. „Aj-Petri” w języku greckim oznacza św. Piotra. Góra i jej okolice dają turystom możliwość wytchnienia od mocno skomercjalizowanej Jałty. Piękne krajobrazy oraz kontakt z przyrodą poprawią humor największym malkontentom. Na Aj-Petri najłatwiej dostać się od strony Mischoru. Dojedziemy tam marszrutką z Jałty. Na sam szczyt możemy wjechać kolejką linową lub wynająć kierowcę. Obydwie opcje mają swoje zalety i wady. Bilet kolejką w jedną stronę kosztuje 40 hrywien, podróż taxi – około 50. Wagoniki kolejki są niesamowicie zatłoczone. W sezonie trzeba liczyć się z koniecznością spędzenia 2-3 godzin w długiej kolejce. Z kolei taxi to zabawa dla ludzi o silnych nerwach. Ukraińscy kierowcy jeżdżą jak wariaci. Po drodze możemy jednak poprosić kierowcę o przystanek przy Uczan-Su. „Padająca woda” to największy wodospad na Krymie. Ma aż 98 metrów wysokości. Trzeba jednak uważać. W czasie upalnego lata wodospad wysycha, o czym nie informuje się turystów skwapliwie płacących za bilety. Wybór należy do Was. O niedogodnościach podróży zapomnicie natychmiast po wjechaniu na szczyt. Widok z Aj-Petri rekompensuje wszystkie nieprzyjemności. Przed naszymi oczami rozciąga się panorama całego wybrzeża. Cudowny pejzaż barw. Szarość skał roztapiająca się w błękicie morza. We wschodniej części grzbietu bieleją dachy obserwatorium astronomicznego. Na pobliskich skałach tkwią dwie samotne flagi. Poza wspaniałymi widokami mamy również szansę na zrobienie zakupów na znajdującym się obok stacji kolejki minibazarze. Poza kupnem pamiątek koniecznie należy spróbować tatarskiej kuchni i zrobić sobie zdjęcie z małpką, sokołem lub małym tygrysem.

Jeżeli zamierzamy spędzić w Jałcie więcej czasu, warto zajrzeć także do Oreandy, Massandry, Polany Bajek, Nikickiego Ogródu Botanicznego, Gurzufu i Ałupki. Dużą frajdą, zwłaszcza dla dzieci, będzie wizyta na Polanie Bajek. Muzeum narodowej sztuki dekoracyjnej zgromadziło ponad 200 rzeźb przedstawiających postacie z bajek i legend. Znajdziemy tu także gabinet luster i mini zoo.

Jałta Reaktywacja

To już koniec naszej wycieczki po Jałcie. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Was do odwiedzenia tego niezwykłego miejsca. Dosyć już rozpamiętywania dawnych krzywd. Najwyższy czas wybaczyć i zapomnieć. W XXI wieku Jałta nie musi nam się kojarzyć z goryczą zdrady największych sojuszników. Zapamiętajmy Jałtę jako wspaniały czarnomorski kurort, gdzie wiecznie żywy Lenin spogląda na McDonald’s. Historia bywa złośliwa. Nie tylko dla Polaków. Pamiętajmy słowa piosenki jednego z największych współczesnych polskich poetów, nieodżałowanego Jacka Kaczmarskiego:

„…Nie miejcie więc do Trójcy żalu, wyrok historii za nią stał.
Opracowany w każdym calu – każdy z nich chronił, co już miał…”.

I tak rozumieć trzeba Jałtę!

 

Tekst został opublikowany na nieistniejącym już portalu „Singiel w podróży” w 2007 roku.

Logo Jacek Lipski

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Krym – dyskretny urok wschodu
  2. Ślub, wesele, podróż do Turcji – przerwa w blogowaniu do 14 września!
  3. Jeremy Lin Story czyli historia człowieka, który spełnił swoje marzenia

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.