TOP 10 najlepszych seriali – poleca blog „Marketing, książki i życie”.

poster Ripper StreetHistorie. Ludzie je kochają. Opowiadali je sobie od zawsze. Przy ognisku w jaskini. Na szlaku wędrówki w lesie. Na pokładzie łodzi. W ten sposób przekazywali sobie informacje. Dzielili się przeżyciami, doświadczeniami i wiedzą. Rozwój środków masowej komunikacji nie zmienił tych zwyczajów. Zmianie uległ tylko sposób przekazywania historii. Najpierw książki i gazety. Później radio i telewizja. W końcu internet, a wraz z nim media społecznościowe.

Tym razem wyjątkowo nie będę pisał o tych ostatnich. Ani o marketingu. Zajmę się telewizją, a konkretnie serialami, które nie tylko moim zdaniem są współczesnym sposobem na opowiadanie historii. Stąd zapewne bierze się fenomen ich popularności. To plus fakt, iż seriale kręcone w ostatnich latach są na dużo wyższym poziomie niż produkcje filmowe, sprawia, że oglądamy je wszyscy.

 

Serialowe odkrycia ostatnich miesięcy
Dzisiaj skreślę kilka słów o serialach, które odkryłem w ciągu kilku ostatnich miesiącach. Po kilkuletniej przerwie wróciłem do starego nałogu. Będąc nastolatkiem (i nieco później też) uwielbiałem oglądać w TV amerykańskie seriale kryminalne i polityczne. „Miami Vice”, „Nash Bridges”, „Ulice San Francisco”, “Prezydencki Poker” – spędziłem z nimi wiele wieczorów.

W późniejszych czasach zarzuciłem swoje hobby. Częściowo z braku czasu, częściowo rozczarowany mierną ofertą polskiej TV. Nasze rodzime seriale, poza nielicznymi wyjątkami w rodzaju „Gliny” i „Ekipy”, „Oficera” i częściowo „Paradoks”” oraz „Czasu honoru”, to generalnie gnioty, które nie nadają się do oglądania. Nie wspominam tu rzecz jasna o tasiemcach typu „Ż jak Żenada” czy „Miłość na wysypisku”, bo to odrębna kategoria miernoty („klasa sama w sobie”).

Do tej pory zastanawiam się za to, dlaczego nasze stacje telewizyjne nie zauważyły odrodzenia po 1989 r. polskiej literatury kryminalnej. Retrokryminały Marka Krajewskiego z Eberhardem Mockiem (saga wrocławska) i Jerzym Popielskim (saga lwowska), a także te autorstwa Marcina Wrońskiego z lubelskim komisarzem Zygą Maciejewskim, to gotowe materiały na scenariusze wciągających seriali. Cóż, pewnie lepiej zajmować się kręceniem badziewia na bazie cudzych pomysłów np. ”Komisarz Alex” (vide „Komisarz Rex”), ale to już materiał na osobny post.

Poza miernotą oferty rodzimych TV – nie lubię dopasowywać się do cudzej ramówki – dlatego do seriali wróciłem dopiero w czasach internetu. W końcu mogłem sam tworzyć swój prywatny rozkład jazdy.

W ostatnich miesiącach będąc zmuszonym do bardziej stacjonarnego trybu życia (błogosławiony stan mojej Żony) znalazłem sporo naprawdę fajnych pozycji, którymi chciałbym się z Wami podzielić. Większość na pewno znacie, ale kilka na być może Was zaskoczy. Oto lista rekomendacji, z mocną nadreprezentacją seriali kryminalnych, jak na autora fan page’a „Lubię polskie kryminały” przystało.

 

TOP 10 ulubionych seriali blogu „Marketing, książki i życie”

1. “Gra o tron” dramat/fantasy
Gra o tron
Bezapelacyjny zwycięzca notowania. Genialna ekranizacja powieści George’a R. R. Martina inspirowanej średniowieczną „Wojną Dwóch Róż” pomiędzy rodami Lanncasterów i Yorków. Wówczas stawką był tron angielski. W powieści i serialu gra toczy się o Żelazny Tron. Kto zwycięży, obejmie panowanie nad Siedmioma Królestwami Westeros. Kto przegra, umrze.

Producent serialu (HBO) odtworzył w serialu powieściową wizję świata rodem z najgorszych proroctw Machiavellego i Hobbesa. Świata gdzie dobro, szlachetność i prawość przynoszą śmierć tym, którzy hołdują tym wartościom. Świata bezwzględnej walki o władzę zdominowanego przez wojny, zdrady, intrygi i „Krwawe gody” (fani serialu wiedzą o co chodzi).

Jak dla mnie „Gra o tron” to serialowe dzieło najwyższej próby. Z niecierpliwością oczekuję czwartego sezonu. Pozwolę sobie też przy okazji wrzucić kamyczek do ogródka polskiej kinematografii. Polską wersją „Gry o tron” mogłaby być sensowna ekranizacja wiedzmińskiego pięcioksiągu Sapkowskiego. Mogłaby, ale pewnie nigdy nie będzie…
l

2. „Sherlock” kryminał
SherlockBBC potrafi robić świetne seriale i basta. Sir Artur Conan Doyle na pewno byłby dumny z „Sherlocka”. To kolejna ekranizacja przygód genialnego detektywa, tym razem przeniesiona do współczesnego Londynu.

Dlaczego warto oglądać „Sherlocka”?
Po pierwsze, ze względu na genialną kreację Benedicta Cumberbatcha w roli Holmesa. Aktor idealnie dobrany do roli. Jego charyzma oraz sposób interpretacji roli (Holmes jako swoisty celebryta Londynu XXI wieku) stanowi najlepszą wizytówkę serialu.

Po drugie dla niesamowitego klimatu opowieści. Tworzy ją specyficzny sposób filmowania, przejmująca muzyka oraz świetny scenariusz. Zwłaszcza ten ostatni robi ogromne wrażenie. Podziwiam wciągające, mocno zawikłane historie do opowiedzenia, których BBC nie potrzebowało fajerwerków i efektów specjalnych.

Po trzecie, by poznać pozostałych bohaterów historii. Jedynego przyjaciela Holmesa, dr Johna Watsona – lekarza i weterana wojny w Afganistanie, który zamiast pamiętnika (jak w oryginale u Conan Doyle’a) prowadzi poczytnego bloga. Ekscentrycznego brata Holmesa Mycrofta pracującego w tajnych służbach Jej Królewskiej Mości. Postrzeloną Ms. Hudson, gospodynię detektywa z Baker Street 221B. Niezrównoważonego psychicznie arcywroga – dr Morriaty. Dziwaczną Molly Hooper, patalog z Bartholomew’s Hospital. Nierozgarniętego detektywa Lestrada ze Scotland Yardu. Każda z wymienionych postaci to prawdziwe indywiduum wzbogacające serial.

Właśnie wystartował długo wyczekiwany 3 sezon „Sherlocka”, który polecam Waszej uwadze. Na zakończenie krótka uwaga techniczna. Sezony „Sherlocka” są dużo krótsze niż w klasycznych serialach. Liczą sobie tylko po 3 odcinki. Rekompensuje to ich długość. Poszczególne odcinki trwają 1,5 godziny.
l

3. “House of Cards” political fiction
1380424_610735995615837_1992146807_n
Najlepsze political fiction od czasów „Prezydenckiego Pokera”. Kevina Spacey jako cyniczny kongresman Frank Underwood naprawdę wymiata. W duecie ze swoją zimną i nastawioną na sukces żoną (Robin Wright), a może raczej partnerką biznesową (ich układ trudno nazwać małżeństwem z miłości), prowadzi w Waszyngtonie bezwzględną walkę o władzę. Biada tym, którzy wejdą im w paradę. Biada prezydentowi USA, który w pierwszym odcinku pominął go przy obsadzie obiecanego wcześniej stanowiska Sekretarza Stanu (odpowiednik naszego Ministra Spraw Zagranicznych). Underwood w pogoni za swoim celem nie cofnie się przed niczym. Nawet przed morderstwem.

Nie mogę się już doczekać drugiego sezonu (emisja bodajże w lutym) i kolejnych soundbitów Underwooda, z których część weszła już do języka powszechnego stając się kanwą tysięcy memów internetowych. Ostatnio w Polsce sukces serialu próbował zdyskontować nawet bank BZ WBK angażując Kevina Spacey do nowej kampanii reklamowej.
l

4. “Forbrydelsen” kryminał
Forbrydelsen
Duńska klasyka. Obydwa sezony na niezwykle wysokim poziomie. W pierwszym sezonie duńska policjantka z Kopenhagi Sara Lundt prowadzi śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa 19-letniej Nany Larsen. W drugim szuka zabójcy osób zamieszanych w zbrodnię wojenną popełnioną przez duńskich żołnierzy w Afganistanie.

„Forbrydelsen” to, obok szwedzkiego „Wallandera” (chociaż brytyjska wersja z Kennethem Branagh też była niczego sobie), najlepszy skandynawski serial kryminalny, jaki oglądałem. Niezwykły chłód i spleen, rezygnacja z efektów specjalnych na rzecz świetnego aktorstwa oraz scenariusza, subtelnie przemycane wątki społeczne (np. kryzys społeczeństwa wielokulturowego), wyraziste tło polityczne historii (w obydwu sezonach politycy odgrywają główne role) – tylko Skandynawowie potrafią kręcić takie rzeczy.

Serial doczekał się już amerykańskiej wersji w postaci „The Killings” (całkiem niezłe, ale do pierwowzoru mu daleko, podobnie jak w przypadku „Mostu na Sundzie” i „The Bridge”).

l

5. “Luther” kryminał/dramat
Luther
Kolejny świetny serial BBC z genialnym detektywem w roli głównej. Luther (Idris Elba) to wybitny śledczy pracujący w londyńskiej policji. Bezgranicznie oddany swojej pracy, która jest celem jego życia oraz największym przekleństwem. Rozwiązanie każdej kolejnej sprawy staje się jego obsesją, nie pozwalając mu na luksus posiadania normalnego życia.

DCI John Luther to postać, której odpowiednika na próżno szukać w innych serialach. Idris Elba pokazał pełnię swoich możliwości i przede wszystkim dla niego należy obejrzeć ten serial. Na pewno nie będziecie zawiedzeni. Zwróćcie też uwagę na „femme fatale” Luthera – demonicznie genialną Alice Morgan!

 

6. “Person of Interest” thriller
Person of Interest
Jak dla mnie głównym bohaterem serialu jest tzw. „Maszyna”. To wszechwładny system bez przerwy inwigilujący mieszkańców USA. Jego zadaniem jest wykrywanie zagrożeń terrorystycznych. Efektem ubocznym działania systemu jest identyfikowanie osób, które życie jest narażone na niebezpieczeństwo wskutek planowanego przestępstwa oraz tych, które popełnienie przestępstwa dopiero planują.

Twórca „Maszyny” tajemniczy milioner Harold Finch zatrudnia byłego agenta CIA Johna Resse’a do przeciwdziałania przestępstwom w Nowym Yorku. W każdym odcinku system podaje Finchowi nazwisko osoby zamieszanej w przestępstwo. Niestety próbując mu zapobiec nigdy nie wiedzą, czy dana osoba jest ofiarą czy też sprawcą.

Może to nie jest zbyt ambitna produkcja, ale ja lubię ten serial. Poza ciekawymi postaciami (Finch, Resse, detektywi Carter i Fusco, Shaw i „Root”) kręci mnie w nim coś, czego do końca nie potrafię zdefiniować. Wydaje mi się, że to dyskretny wpływ Nowego Yorku będącego tłem akcji.

 

7. “Ripper Street” kryminał
poster Ripper StreetJak mniemam, najmniej znany serial w całym zestawieniu. Dzieło BBC, które chyba nie było emitowane przez żadną polską stację. Trafiłem na ten serial w sieci zupełnym przypadkiem. Zakochałem się prawie od razu. Pewnie dlatego, że zawsze lubiłem filmy rozgrywające się w wiktoriańskiej Anglii.

Tak więc mamy rok 1889. Jesteśmy w zapadłej i niebezpiecznej dzielnicy Londynu zwanej Whitechapel (East End), która przeżywa traumę po niedawno zakończonych atakach Kuby Rozpruwacza. Porządku usiłuje pilnować Dywizja H – posterunek policji, który nie cieszy się ani dobrą sławą, ani szacunkiem mieszkańców.

Usiłują to zmienić, owładnięty poczuciem misji i borykający się z tragedią rodzinną (śmierć córki), inspektor Edmund Reid oraz brutalny sierżant Bennet Drake. Partneruje im amerykański chirurg i patalog, kapitan Homer Jackson związany z właścicielka domu uciech „Long Susan”.

Walka z narastającą falą przestępczości nie będzie łatwa. Mieszkańcy Whitechappel, doprowadzeni przez dziki kapitalizm na skraj nędzy, nie darzą zaufaniem stróżów prawa. Przestępcom, nader często korzystającym z ochrony przeróżnej maści politykierów i kombinatorów, a czasem samym pracującym w policji (np. Stone), trudno udowodnić winę. W “Ripper Street” sprawiedliwość nie zawsze triumfuje…

Co najbardziej pociąga mnie w serialu „Ripper Street”? Realizm moralny. Tutaj nikt nie jest do końca dobry, ani zły. Prawie każdy ma dwa oblicza. Szlachetne i nikczemne. Zupełnie jak w prawdziwym życiu. Dominuje szarość, a nie najczęściej spotykany w filmach, czarno-biały przekładaniec charakterologiczny

l

8. “Newsroom” serial obyczajowy
NewsroomMocno niedoceniana produkcja HBO. Opowiada historię pracowników fikcyjnej stacji telewizyjnej. Szef działu informacji Charlie Skinner, tzw. „anchor” Will McAvoy (główny prezenter), wydawca Mackenzie Machalle oraz pozostali pracownicy tytułowego Newsroomu wspólnie rzucają wyzwanie trendowi tabloidyzacji dominującemu na amerykańskim rynku mediów.

Dlaczego lubię „Newsroom”? Momentami czuję klimat „Prezydenckiego pokera”, pewnie z powodu tego samego producenta (Aaron Sorkin). Poza tym to produkcja z wyraźnym przesłaniem, a takie doceniam najbardziej.

Serial pokazuje świat mediów w dobie podzielonej Ameryki i rosnącej w siłę „Tea Party” (skrajne skrzydło republikanów). Nakręcony na fali frustracji poziomem debaty we współczesnych mediach. Przebija z niego tęsknota za prawdziwym i niezależnym dziennikarstwem, solidnym i rzetelnym sprawdzaniem faktów oraz obiektywizmem. Bije niechęć do szaleńczej pogoni za newsem i trywializacją serwisów informacyjnych. Jeżeli więc macie ochotę obejrzeć coś ambitniejszego, z czystym sumieniem mogę polecić Wam „Newsroom”.

 

9. “Broadchurch” kryminał
BroadchurchKawał porządnego, angielskiego kina kryminalnego. Tytułowe Broadchurch to małe nadmorskie miasteczko, w którym zostaje popełnione morderstwo. Jego ofiarą pada mały chłopiec, Danny Price.

Do rozwiązania sprawy zostaje skierowany detektyw inspektor Alec Hardy. Jest nowy w mieście i na posterunku. Śledztwo ma być formą rehabilitacji za poprzednią wpadkę w podobnej sprawie. Hard’emu partneruje lokalna policjantka Ellie Miller, mocno niezadowolona z faktu, iż to nie ona kieruje dochodzeniem.

Największą wartością filmu są pełne wzajemnych złośliwości dialogi pary głównych bohaterów oraz ciekawie zarysowany aspekt socjologiczny. Ten ostatni dotyczy wpływu zbrodni na życie lokalnej społeczności. W trakcie śledztwa na jaw wychodzą skrzętnie skrywane tajemnice mieszkańców Broadchurch. Ich życie, nawet po wykryciu sprawcy (absolutne zaskoczenie), nigdy nie będzie już takie same. Delikatna równowaga społeczna została zniszczona. Senna i idylliczna atmosfera Broadchurch na zawsze odchodzi w przeszłość.

 

10. „Mad Men” serial obyczajowy
Historia pracowników agencji reklamowej Sterling Cooper. Akcja dzieje się w Nowym Yorku w latach 60. Poprzez pryzmat losów głównego bohatera, dyrektora kreatywnego Dona Drapera oraz copywriterki Peggy Olson (wcześniej sekretarki), serial pokazuje specyfikę pracy w reklamie oraz zmiany społeczne i obyczajowe zachodzące w społeczeństwie amerykańskim w tamtych czasach.

Bardzo dobre kino, nie tylko dla przyszłych i/lub obecnych marketingowców i PR-owców.

l

Poza pierwszą dziesiątką
Tuż za pierwszą dziesiątką uplasowało się jeszcze kilka ciekawych produkcji, na które również warto zwrócić uwagę. Co mam na myśli?

  • „The Killing” – wspomniana wcześniej amerykańska wersja duńskiego „Forbrydelsen”,
  • „Elementary” – amerykańska wersja Sherlocka Holmesa z Aidanem Quinnem i Lucy Liu,
  • “The Black List” – fajna sensacja z James Spyderem,
  • “Arrow” – dla miłośników seriali o komiksowych superbohaterach,
  • “Borgen” – obiecujące duńskie „political fiction”,
  • “Those who kill” – duńska seria o policyjnej jednostce ścigającej seryjnych morderców (tylko dla ludzi o mocnych nerwach),
  • “The Fall” – dobry kryminał z Gillian Anderson (znaną głównie z „X-Files”).

Do głowy przychodzi mi jeszcze jeden serial, o którym wspomnę osobno. Oglądaliście może „Scandal”?

Scandal

To historia Olivi Pope, byłej rzeczniczki prasowej prezydenta USA, która po niespodziewanym odejściu z Białego Domu zakłada własną firmę. Specjalizuje się w wyciąganiu znanych osób z wizerunkowych kłopotów i gaszeniu kryzysów medialnych. Serial zająłby pewnie na mojej liście miejsce w okolicach pierwszej piątki, gdyby nie jeden znaczący fakt. Scenarzysta za mocno odjechał w kierunku spiskowej teorii dziejów, czego nie mogę strawić.

Nie zatrzymuję Was już dłużej. Prognozy pogody zapowiadają, że “Winter is coming” (podobno w drugiej połowie stycznia), także okazji do “serialowania” na pewno nie zabraknie. Życzę miłego oglądania!

 

Pozdrawiam
Podpis Jacek Lipski

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Jacek Lipski

Marketer z ponad 15 letnim doświadczeniem. Od 2015 r. niezależny konsultant specjalizujący się w doradztwie strategicznym i marketingowym dla MŚP oraz startupów. Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in.: w agencji reklamowej Vena Art w Lublinie oraz w korporacyjnych działach komunikacji marketingowej (Żagiel S.A. w Warszawie) oraz komunikacji wewnętrznej (Vattenfall Distribution Poland w Gliwicach).