„Together” czyli Król James wraca do Cleveland – genialny spot sportowy Nike
Nigdy nie przepadałem za LeBronem Jamesem. Klasy sportowej nie mogę mu odmówić (choć porównywanie go do Jordana uważam za mocno przesadzone), ale co do tej pozaboiskowej zawsze miałem spore wątpliwości. Niesławny występ telewizyjny sprzed paru lat, w trakcie którego aż dwie godziny zajęło mu wyduszenie z siebie że odchodzi z Cleveland do Miami, do tej pory jest dla mnie przykładem żałosnej „pseudo-pijarowskiej” szopki. Dzisiaj muszę jednak przyznać, że LeBron zaimponował mi ostatnio z 2 powodów.
Powód nr 1 – po kilku sezonach spędzonych w Miami Heat zdecydował się na powrót do domu. Mógł wybrać prawie każdą drużynę w lidze, ale zdecydował się na powrót do „Kawalerzystów”, którzy w ostatnich sezonach byli jedną z najgorszych ekip w NBA. Pamiętając okoliczności, w których odchodził, oraz negatywne odczucia, jakimi darzyło go mnóstwo fanów z Ohio, można mu tylko pogratulować odwagi (zwłaszcza w pierwszym sezonie gry w Heat LeBron był niemiłosiernie wygwizdywany w trakcie spotkań z Cavs).
Powód nr 2 – zaimponowało mi najnowsze sportowe video, jakie LeBron wypuścił razem z Nike przed startem obecnego sezonu. To prawdziwy majstersztyk. I nie mówię tutaj o technicznej perfekcji wykonania spotu, ale o jego przesłaniu. To rodzaj hołdu oddanego miastu i jego mieszkańcom, których reprezentuje drużyna. Bo koszykówka to coś więcej niż tylko gra…
Nie będę ściemniał. „Jaram” się tym spotem niemiłosiernie. Oglądałem go kilkanaście razy i jeszcze mi się nie znudził. Tłumaczę to sobie tym, że sam przez wiele lat bawiłem się w koszykówkę (rzecz jasna na raczej półamatorskim poziomie) i ten rodzaj przekazu trafia do mnie o wiele łatwiej niż do kogoś, kto nie miał bliższych związków z basketem.
Emocje, jakie budzi we we mnie atmosfera przedmeczowej koncentracji i lekka, elektryzująca nerwowość, która poprzedza moment wejścia na parkiet to rzeczy absolutnie niemożliwe do opisania w jakikolwiek sposób. To rodzaj metafizycznego przeżycia, które można doświadczyć tylko znajdując się w określonym czasie, miejscu i sytuacji. Żaden spot, film czy gra komputerowa tego nie zastąpi.
W spocie „Together” nie chodzi jednak o imitowanie tej atmosfery (choć producenci spisali się tu bez zarzutu). Bardziej chodzi o generalne przesłanie spotu, którym jest podkreślenie nierozerwalnego związku drużyny z miastem, które reprezentuje. „Kawalerzyści” to zespół, którego siła i twardość bierze się z tej metropolii.
To zespół, który wie dla kogo i po co gra. Zespół, który za każdym razem wychodząc na parkiet, musi dawać z siebie absolutnie wszystko. Dlatego, że są to winni temu miastu. Tym ludziom, którzy w nich wierzą za każdym razem wypełniając trybuny na hali i zasiadając przed telewizorami. Drużyna i miasto stanowią jedność. Nie wierzycie mi na słowo? Pogadamy jak obejrzycie spot…
Za każdym razem, gdy oglądam ten spot, przechodzą mnie ciarki. Być może niejeden z Was będzie narzekał na patetyczność tej produkcji, ale by ją najlepiej zrozumieć trzeba spędzić nieco czasu w USA.
Ja zaliczyłem ośmiomiesięczny „tour” w 2 odsłonach, także miałem okazję poznać siłę „lokalnego patriotyzmu” Amerykanów. U nich drużyny sportowe, nie tylko te zawodowe (wystarczy wspomnieć napisy na tablicach z nazwami miast uzupełnione o np. „Home of Spartans”, itp.), stanowią prawdziwe wizytówki miast. Na ich zawodnikach ciąży zatem obowiązek godnego reprezentowania społeczności, w ramach których funkcjonują. Ludzi chcą być dumni ze swoich drużyn, co oznacza nie ladę presję wywieraną na sportowcach, sztabach trenerskich i właścicielach.
Zastanawiam się czy gdzieś w Polsce jest drużyna tak silnie identyfikująca się z lokalną społecznością, którą reprezentuje, i co więcej potrafiąca tę identyfikację w odpowiedni sposób wyrazić. Znacie jakieś przykłady z naszego podwórka? Podrzucicie mi coś w komentarzach?
To pisałem ja – bloger i koszykarz II klasy
Jacek Lipski
Spodobał Ci się wpis?
Polecam sprawdzić też
#DawajPolska czyli parę słów o Eurobaskecie 2015
Mistrzostwa Europy w kosza zakończone. Emocje opadły, złość po porażce z Hiszpanami mi przeszła, więc mogę w końcu napisać coś rozsądnego. Wbrew temu co pisali niektórzy komentatorzy uważam, że to był dobry występ Polaków. Powinniśmy się z niego cieszyć, a nie bez końca krytykować Marcina Gortata. Dlaczego tak uważam?
„March Madness” czyli koszykarskie wydarzenie o którym w Polsce możemy tylko pomarzyć…
Pierwszy wpis po najdłuższej przerwie w blogowaniu. Sześć tygodni – nowy rekord mojej grafomańskiej abstynencji. Usprawiedliwieniem jest jak zawsze praca – kto pracuje w agencji reklamowej ten zrozumie. Na dziś dosyć wymówek, wróćmy do tematu dnia. Kojarzycie „March Madness”? Dzisiaj parę słów na temat fenomenu amerykańskiej koszykówki uniwersyteckiej. Spojrzenie okiem fana basketu oraz marketera.
10 listopada 2014
0
24 września 2015
0