Kontrowersja i prowokacja w reklamie – część pierwsza

Data wpisu14 grudnia 2010 Ilość komentarzy8
Reklama towarzyszy nam zawsze i wszędzie. Świat on line i off line jest wypełniony ogromną liczbą komunikatów komercyjnych zachęcających nas do zrobienia, wypróbowania, skosztowania, kupowania, wejścia na stronę, profilu na fejsie i tak bez endu.


Billboardy, plakaty, ulotki rozdawane przed metrem, smsy zwykłe i głosowe, maile, listy i banery w necie – to wszystko szturmem wdziera się do naszego życia i nieproszone, bez pukania, wchodzi na nasze salony. Jakie są konsekwencje takiego stanu rzeczy?

Ludzie czując się coraz bardziej osaczeni wytworzyli w sobie potężne mechanizmy obronne, np.: „ślepotę banerową” w internecie. To spore zagrożenie dla marketerów wydających krocie na tradycyjne i niestandardowe nośniki reklamowe. Marketingowcy sięgnęli więc głębiej do swojego arsenału. Coraz częściej walczą o uwagę potencjalnych klientów próbując wywołać kontrowersje.


Czy w świecie zmęczonym natłokiem informacji prowokacja i kontrowersja w reklamie mają szansę powodzenia? Czy w ten sposób można nakłonić klienta do działania?

Moim skromnym zdaniem to metoda jest skuteczna tylko do wywoływania „szumu medialnego” i dyskusji w sieci. Jeżeli taki jest cel twórcy prowokacyjnego przekazu to ok, jeżeli zaś chce w ten sposób zaangażować klientów to chyba nie tędy droga…

Dosyć teoretyczny rozważań, przejdźmy do konkretów! Dzisiaj pierwszy odcinek serii na temat kontrowersyjnych reklam. Zdjęcie zrobione w Warszawie publikuję, dzięki uprzejmości mojego Taty (który je dla mnie pstryknął)! Ocena reklamy: hasło „Ściemniamy profesjonalnie” przykuwa uwagę i skłania, by dowiedzieć się więcej.

Umieszczenie go na tylnej szybie samochodu to także niezły pomysł. Intryguje odbiorcę, który próbuje domyśleć się o co chodzi. Jedyny minus to dorozumiany call to action, czyli nr telefonu (w domyśle – zadzwoń). Wydaje mi się, że lepiej byłoby podać adres strony internetowej. Numer telefonu dużo trudniej zapamiętać, zwłaszcza jeżeli ma się go przed oczami tylko przez kilka sekund. A co Wy myślicie o tej konkretnej reklamy? Czy uważacie kontrowersję i prowokację za skuteczne narzędzia marketingowe? Jestem ciekaw Waszych opinii!

Jeszcze w grudniu kolejna część serii „Kontrowersja i prowokacja w reklamie”! Mam kilka fajnych fotek do zaprezentowania (trochę bardziej hardcorowych niż zdjęcie powyżej)…
Jacek Lipski

Jacek Lipski

Marketer z ponad 16 letnim doświadczeniem. Od grudnia 2015 r. działa pod marką B&L Consulting jako niezależny konsultant i szkoleniowiec w obszarze strategii marketingowych dla MŚP i startupów. Doświadczenie zdobywał również w lubelskiej agencji reklamowej Vena Art oraz w korporacyjnych działach marketingu i komunikacji w Warszawie i Gliwicach. Wykładowca na UMCS Lublin oraz WSB w Chorzowie, Gdańsku i Opolu.