eurobasket 2017

Eurobasket 2017 czyli dlaczego Polakom nie wyszło

Miało być tak pięknie. Trener Mike Taylor z entuzjazmem powtarzał w wywiadach, że wyjście z grupy to cel minimum. Niestety naszym koszykarzom udało się wygrać tylko 1 mecz i pożegnali się z turniejem już w fazie grupowej. To regres w stosunku do poprzedniego Eurobasketu, gdy wyszliśmy z grupy. Drużynie na pewno należy się szacunek za walkę, pytanie jednak co poszło nie tak?

W trakcie turnieju czytałem sporo tekstów na blogach i portalach sportowych, a także śledziłem dyskusje na Facebooku. Z większością komentatorów jednak się nie zgadzam. Po pierwsze, brak awansu z grupy wcale nie jest kompromitacją. Niestety bez solidnych fundamentów daleko się w koszykówce nie zajedzie. Wyjaśnię to w dalszej części tekstu. Po drugie, nie uważam że jesteśmy w koszykówce europejskim średniakiem. Eurobasket w obecnej rozszerzonej formule (aż 24 drużyny) zaburza obraz całości. Do średniaków europejskich zaliczyłbym tylko zespoły, które regularnie zajmują miejsca 5-16. Na poprzednim turnieju załapaliśmy się do 16-tki, ale to był tylko przebłysk. Trudno tu więc mówić o regularności (poprzednio byliśmy na pozycji średniaka w roku 1997 na turnieju w Hiszpanii, gdzie zajęliśmy 7 miejsce). W mojej ocenie jesteśmy od paru lat w czołówce europejskiej II ligi.

Spróbuję teraz rozłożyć cały występ „biało-czerwonych” na Eurobaskecie 2017 na czynniki pierwsze. Nie uważam się wprawdzie za eksperta w temacie, niemniej jednak jestem w stanie pokusić się o w miarę sensowną analizę z poziomu mocno zaawansowanego obserwatora. Takiego który oglądał każdy Eurobasket od 1997 roku, przez wiele lat grał w koszykówkę (bardzo krótko na poziomie wyczynowym, do dnia dzisiejszego w ligach amatorskich) i ma spore doświadczenie analityczne (na co dzień jestem analitykiem marketingowym). Przejdźmy zatem do części merytorycznej. Analizę podzieliłem na 4 części. Pierwsza dotyczy pracy sztabu trenerskiego, druga występów poszczególnych graczy, trzecia drużyny jako całości, a czwarta to zbiór wniosków na przyszłość dotyczący kadry i całej dyscypliny.


Ocena pracy sztabu trenerskiego

Na plus na pewno należy zaliczyć atmosferę w kadrze oraz utrzymanie szkieletu drużyny i koncepcji gry. Mike Taylor zapewnia ciągłość pracy i stabilność, więc tu nie można mieć większych zastrzeżeń. Na poziomie seniorskim nie można przecież wymagać od trenera, żeby nauczył zawodników gry w koszykówkę. Z dostępnych graczy naprawdę trudno było ulepić coś więcej.

Czas najwyższy przyznać, że z koszykówką w Polsce jest naprawdę mizernie. Mamy zaledwie 1 zawodnika w NBA (Marcin Gortat zrezygnował jednak z gry w kadrze po ostatnim turnieju) i tylko 2 w lidze ACB (druga najlepsza liga na świecie – do tej pory grał w niej Waczyński i Gielo, od najbliższego sezonu dołączą do nich Ponitka, Karnowski i będący w szerokiej kadrze Michalak). Nasi gracze nie grają w Eurolidze i poza tegorocznym występem Karnowskiego w finale NCAA nie robią furory w amerykańskiej lidze akademickiej. Większość występuje w słabej polskiej lidze, której poziom moim zdaniem z roku na rok jest coraz niższy (widać to chociażby po wynikach polskich zespołów w pucharach, miernym poziomie ściąganych obcokrajowców, z których co lepsi są wyciągani przez zespoły z mocniejszych lig w trakcie sezonu). Na horyzoncie nie widać też przełomu, który może wnieść młodsze pokolenie. W tym roku wszystkie drużyny młodzieżowe solidarnie przegrały walkę o awans do dywizji A (czasem przegrywając nawet z tak „nie-koszykarskimi” nacjami jak np.: Brytyjczycy). Ostatni sukces naszych młodzieżowców to słynne wicemistrzostwo świata zespołu Jerzego Szambelana (MŚ do lat 17 w 2010 r.), w którym z obecnej kadry grali Ponitka, Karnowski, Gielo oraz Matczak, Szymkiewicz i Michalak (obecni w tegorocznej szerokiej kadrze reprezentacji seniorskiej). Przypominam też, że z powodu kontuzji na Eurobasket nie pojechał Maciej Lampe, czyli człowiek który naprawdę potrafi zrobić w naszej grze różnicę (jak dla mnie to największy i jeden z najbardziej niespełnionych talentów polskiej koszykówki w ostatnich 15 latach).

Nie mam też większych zastrzeżeń do pracy Taylora w trakcie turnieju. Przyzwoicie prowadził zespół (choć miewał często problemy z ustawieniem rotacji), nawet w tej feralnej końcówce pechowo przegranego meczu z Finlandią (przegraliśmy po 2 dogrywkach, choć w regulaminowym czasie wygrywaliśmy 9 pkt. na 90 sekund przed końcem meczu). Tutaj ewidentnie zawiedli zawodnicy, którzy nie potrafili wykonywać poleceń trenera, zarówno w obronie (Taylor wyraźnie mówił na każdym czasie, że mają nie przekazywać w obronie, a zawodnicy robili dokładnie odwrotnie), jak i w ataku (m.in.: wyrzut z autu Koszarka prosto w ręce Markkanena, 5 spudłowanych wolnych w dogrywce, błąd 5-sekund Gielo). Jak ktoś jest masochistą to podrzucam mu zapis tego „popisu” z Finami do ponownego obejrzenia.

Dla mnie ta końcówka to największa porażka polskiej koszykówki od czasu przegranego ćwierćfinału z Grecją w 1997 r. (prehistoria, więc podrzucam stosowny link dla tych którzy nie widzieli).

O ile jednak nie mam pretensji o końcówkę z Finlandią i pracę w trakcie turnieju to wyraźnie dostrzegam błędy Taylora i sztabu popełnione na etapie selekcji zawodników. Kardynalnym błędem strategicznym było zabranie na Eurobasket 2017 tylko 2 rozgrywających. Po kontuzji Slaughtera grę w meczach z Francją i Grecją musiał prowadzić osamotniony Koszarek, co rywale skwapliwie wykorzystywali. Pomysł na rozgrywanie przez Ponitkę uważam za mocno chybiony. Zdecydowanie za słabo kozłuje plus nie jest w stanie ustać w obronie niższym i szybszym zawodnikom, co widać było szczególnie w starciu z Heurtelem z Francji. Kompletnie za to nie rozumiem, dlaczego na Eurobasket nie pojechał, zamiast przetrzymywanego na ławce Gruszeckiego, zawodnik na pozycję nr 1. Z punktu widzenia przyszłości polskiej koszykówki  powinien to być Daniel Szymkiewicz, obecnie najciekawszy gracz jakiego mamy na tej pozycji (sorry, Mazurczak z II ligi greckiej to jakieś nieporozumienie). Powinien pojechać choćby po to by oswoić się z Eurobasketem, lecz moim zdaniem tu zabrakło myślenia strategicznego.

Podsumowując, ze względu na słaby wynik (jedyne zwycięstwo z pół-amatorami z Islandii to żaden sukces) oraz błędy selekcyjne oceniam pracę sztabu trenerskiego na 2 w skali od 1 do 5 (gdzie 1 to ocena najsłabsza, a 5 najlepsza). 


Oceny indywidualne

a) Rozgrywający
– Łukasz Koszarek, ocena: 1,75/5
W polskiej lidze legenda. W reprezentacji od lat niezastąpiony, choć do europejskiego poziomu dużo mu brakuje. Atuty Łukasza są powszechnie znane (asysty, rzut z dystansu), wady również (brak szybkości i dynamiki, słabość fizyczna, słaba gra w obronie ze względu na niewielką waleczność i agresywność). Niestety ten turniej nie był dla niego udany. Oprócz ostatniego meczu z Grecją grał bojaźliwie i niespokojnie, mało wykorzystywał swój rzut (oddawał piłkę nawet w sytuacjach gdy prosiło się o rzut), nie potrafił wspomóc zespołu w momentach, gdy nie szło i przede wszystkim dawał się niemiłosiernie ogrywać w obronie. Dragic, Heurtel, Kopponen, Clathes i Sloukas mijali go jak pachołek na treningu lub rzucali sprzed nosa z dystansu. Ponadto żaden z kibiców nie zapomni mu asysty do Markkanena w meczu z Finami, która dała przeciwnikom dogrywkę. Tak doświadczony gracz nie może sobie pozwolić na błędy rodem z ligi kadetów. Jeżeli ma dalej grać w kadrze to co najwyżej jako 2-3 rozgrywający,

– AJ Slaughter: ocena 3/5
Aj zagrał przyzwoity turniej. Wypada tylko żałować, że z powodu kontuzji nie grał w meczach z Francją oraz Grecją. W końcówce meczu z Finami i dogrywce praktycznie sam trzymał wynik, podczas gdy reszta zespołu bała się wziąć odpowiedzialność za zdobywanie punktów. Ocenę naturalizowanego Amerykanina obniżają irytujące straty, które popełniał, choć moim zdaniem wynikają one z faktu grania na złej pozycji. AJ nie jest i nie będzie jedynką. To zdecydowanie dwójka i na takiej właśnie pozycji powinien grać w kadrze.

b) Obwodowi
– Mateusz Ponitka, ocena 3/5
Dobry turniej Mateusza. Świetnie grał pod deską, zdobywał sporo punktów z szybkiego ataku, wejść pod kosz i gry bez piłki. Niestety zabrakło kropki nad i. Gracz kreowany na lidera reprezentacji musi brać na siebie odpowiedzialność w końcówkach, a tego Mateusz nie robił. Przeszkadza mu w tym przede wszystkim słaby kozioł oraz niestabilny rzut z dystansu. Jeżeli popracuje nad tymi 2 mankamentami i zdobędzie doświadczenie w lidze hiszpańskiej to na kolejnym Eurobaskecie (dopiero w 2021 r.) będzie graczem na którego od lat czekamy (przebije Macieja Zielińskiego, którego bardzo przypomina mi stylem gry).

– Adam Waczyński, ocena 2,5/5
Najlepszy strzelec z poprzedniego Eurobasketu mozolnie wracał do formy po kontuzji. Nieźle grał w szczególności w spotkaniach z Finlandią oraz Francją, przyzwoicie z Grecją. Na pewno mielibyśmy z niego o wiele więcej pożytku, gdyby zespół potrafił zagrać pod niego. Waczyński powinien głównie szukać miejsca do rzutu po dobrych zasłonach, zamiast męczyć się z kozłowaniem. Niska kultura gry polskiej drużyny oraz nieumiejętność penetracji i odrzucenia Koszarka znacząco obniżyły ilość punktów, które Waca zdobył na turnieju.

– Michał Sokołowski, ocena 2/5
Dobre zmiany w meczach z Francją i Grecją. Przyznam jednak, że oczekiwałem od niego impulsu z ławki w każdym meczu. Umiejętności oraz charakter predestynują go do lepszej gry. Potrzebna jest też większa regularność i doświadczenie na poziomie międzynarodowym. Szkoda, że gracz zdecydował się na kolejny sezon w słabej polskiej lidze. Tutaj większych postępów raczej nie zrobi.

– Przemysław Zamojski, ocena 1,75/2
Nie grał zbyt wiele, bo zbyt dużo nie wnosił. Rzadko trafiał za 3 punkty, przeciętnie spisywał się w obronie. Popełniał proste błędy (np. pudło spod kosza w meczu z Francją). Na tej pozycji potrzebujemy lepszego gracza. U Przemka przede wszystkim razi mała regularność w rzutach z dystansu i słaby kozioł. Wydaje mi się też, że jego czas w kadrze powinien powoli dobiegać końca. Lepszy i młodszy już nie będzie, czas stawiać na bardziej perspektywicznych graczy (np.: Michalaka albo Matczaka).

– Karol Gruszecki, brak oceny
Karol rozegrał w turnieju zbyt małą liczbę minut, by można było ocenić jego grę. Po 2 sezonach grzania ławy w Stelmecie powinien odbudować formę w Toruniu. O kadrze może myśleć dopiero jak wróci mu pewność siebie wynikająca z ogrania.

c) Podkoszowi
– Damian Kulig, ocena 2,3/5
Świetny ostatni mecz z Grecją, ale cały turniej przeciętny. Fatalnie rzucał z dystansu, co w meczach przed turniejem było jego mocną stroną. Nie do końca to jednak wina Damiana. Wydaje mi się, że wystawianie go na centrze to zły pomysł. Damian jest za niski, by radzić sobie w z takimi gigantami jak np.: Vidmar. Zbyt dużo siły tracił na walkę w obronie z większymi rywalami, stąd pewnie słaba skuteczność w ataku. Tu warto również dodać, że Damian nie czuje się najlepiej grając tyłem do kosza. Dużo lepiej gra przodem, bo jego naturalna pozycja to jednak czwórka, a nie piątka.

– Aaron Cel ocena 1,75/5
Słaby występ Aarona. Oceny nie podnosi nawet świetny mecz z Francją. Łatwo dawał ogrywać się w obronie, był nieskuteczny w ataku. Prawie nie zbliżał się bliżej obręczy, zbyt często uciekając na obwód. Jak dla mnie to nie jest zawodnik na pierwszą piątkę. Powinien wchodzić z ławki.

– Przemysław Karnowski, ocena 1,4/5
Beznadziejna postawa Przemka. Na tle doświadczonych i równie dużych rywali wyszły wszelkie jego braki, tj.: mała mobilność, brak dynamiki i zwrotności, nieumiejętność gry na prawą rękę i zbyt mała szybkość w obronie i ataku. Zawodnik wracał po kontuzji, ale to żadne usprawiedliwienie. Od człowieka, który grał w finale NCAA i aspirował do gry w NBA, oczekujemy znacznie więcej. Miał być podkoszowym dominatorem, a to raczej rywale skakali mu po głowie. Wystarczy przypomnieć jak np.: przećwiczył go Vidmar, Seraphin czy Bouroussis. Nie zmienia to jednak faktu, iż Przemek będzie naszym podstawowym środkowym przez wiele najbliższych lat. Mocno wierzę, że parę sezonów w ACB uczyni z niego znacznie lepszego gracza, choć raczej trudno mi sobie wyobrazić że kiedyś zagra w NBA. Za Oceanem preferują teraz wysokich kompletnych, tj.: zdolnych ustać w obronie rozgrywającym i grożących rzutem za 3 pkt.

– Tomasz Gielo, ocena 2,9/5
Największe zaskoczenie in plus turnieju. Bez kompleksów wchodził z ławki, trafiał z dystansu, zbierał i grał w obronie. Całkiem nieźle też radził sobie z Markkanenem w obronie (w regulaminowym czasie gry), choć byłoby lepiej, gdyby zespół lepiej funkcjonował i pomagał w „defensie”. Przed nim jeszcze dużo pracy, ale wydaje się że docelowo powinien trafić do pierwszej piątki (musi jeszcze poprawić budowę fizyczną i popracować nad grą z piłką).

– Adam Hrycaniuk, ocena 1,2/4
Adam jest na pewno doświadczonym i solidnym ligowcem. Problem w tym, że nie powinien grać w kadrze, bo to nie jego poziom. W ataku statystuje i łapie „offensy”, a w obronie głównie fauluje. W jego miejsce powinniśmy zabrać jakiegoś bardzo młodego wysokiego, który oswajałby się z turniejem. Nie widzę też powodu, żeby nadal go powoływać do reprezentacji.


Ogólna ocena drużyny

Cel minimum (czyli wyjście z grupy) nie został zrealizowany, dlatego ocena jest negatywna – 2/5. Warto jednak przyjrzeć się mocnym i słabym stronom polskiego zespołu, tak by móc wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Mocne strony zespołu:
– młody wiek kluczowych zawodników: Ponitka, Karnowski, Gielo, Waczyński i Sokołowski mają bez problemu szansę doczekać kolejnej wielkiej imprezy, w której być może zagramy (na awans do Mistrzostw Świata nie liczę, więc myślę o kolejnym Eurobaskecie w 2021 r.),
– w miarę poukładany przez Taylora system gry w ataku i obronie,
– dobra atmosfera w kadrze.

Słabe strony zespołu:
– brak boiskowego lidera-rozgrywającego, który potrafiłby sam ciągnąć drużynę w trudnych momentach jak np.: Dragic Słowenię czy Schroder Niemcy,
– brak klasowego gracza na pozycję nr 5, który zabezpieczałby obręcz w obronie i potrafił dobrze grać tyłem do kosza w ataku (najwięcej zbiórek w zespole ma Ponitka, który jest graczem obwodowym, polscy wysocy generalnie nie ma mają nawyku atakowania tablicy przeciwnika),
– brak agresywności w obronie (przede wszystkim rozgrywający nie mają nawyku wywierania presji na gracza z piłką, rzadko też próbujemy łapać przeciwnika w pułapki, podwojenia, itp.),
– niska kultura gry w ataku (długie przestoje wynikające z tzw. „stojanowa” czyli rozgrywający klepie w miejscu, a reszta stoi i mu się przygląda, to widać było szczególnie w meczu z Finlandią, gdzie sporą część akcji rozgrywaliśmy daleko za linią rzutu za 3 pkt),
– nieumiejętność utrzymania koncentracji oraz nerwów na wodzy w kluczowych momentach (vide przegrane końcówki z Finami i Francuzami oraz ostatnia kwarta w meczy z Grekami),
– brak mentalności zwycięzców (vide mecz z Francuzami, w pierwszej połowie grali z nami na chodzonego, wystarczyło wtedy wcisnąć trzeci bieg, a na drugą połowę schodzilibyśmy z 15 pkt. przewagą, którą łatwiej byłoby obronić),
– zbyt mała liczba graczy z doświadczeniem z silniejszych lig (Koszarek, Gruszecki, Hrycaniuk, Zamojski i Sokołowski poza krótkimi epizodami całe kariery spędzili w słabej polskiej lidze),
– brak doświadczonego trenera „z nazwiskiem”, który mógłby przeciętny zespół wznieść na wyższy poziom.


Wnioski na przyszłość

Co zatem wynika z tej przydługiej analizy? Jak dla mnie wniosek jest oczywisty i nie odkrywam tu raczej Ameryki. Biorąc pod uwagę wyniki kadry na dwóch ostatnich Eurobasketach, marne osiągnięcia zespołów młodzieżowych, niski poziom polskiej ligi należy stwierdzić, iż z takim stanem posiadania nie jesteśmy w stanie wyjść z europejskiej II ligi. Widać jak na dłoni, że brakuje nam podstaw czyli sensownego systemu szkolenia za którym muszą stać finanse (wynagrodzenia trenerów grup młodzieżowych w Polsce to skandal). Ewidentnie brakuje też systemu opieki nad rozwojem najbardziej utalentowanych graczy. Jeżeli PZKOSZ nie weźmie się za budowę takiego systemu plus nie zapewni jego finansowania to niestety będzie coraz gorzej. Za wzór można postawić chociażby Finlandię, z którą rywalizowaliśmy w grupie. Kraj bez tradycji koszykarskich, który postawił mocno (od 2009 r.) na szkolenie i dosyć szybko wychował gracza, który z wysokim numerem draftu (7) poszedł w tym roku do NBA (Markkanen – Chicago Bulls).

Od razu jednak studzę entuzjazm. Budowa systemu szkolenia nie trwa tydzień czy miesiąc, a wyniki nie będą nawet za rok. To wieloletni proces, więc czekając na sukcesy musimy uzbroić się w cierpliwość (choć z tym generalnie w polskim sporcie trudno, bo efektów oczekuje się od ręki). Jednocześnie powinniśmy „wypychać” najlepiej rokujących graczy możliwie wcześnie do gry i nauki w USA (vide decyzja Igora Yoki-Bratasza, jednego z najlepiej rokujących rozgrywających w młodszych rocznikach).

Oprócz budowy systemu szkolenia i finansowania koniecznie trzeba wprowadzić zmiany w PLK czyli zmniejszyć liczbę drużyn do 12 (nie mamy tylu dobrych zawodników w Polsce, by obsadzić 17 drużyn, w konsekwencji w PLK występuje mnóstwo przypadkowych Polaków i trzeci sort obcokrajowców), znieść regułę o koniecznej obecności 2 Polaków cały czas na parkiecie (na miejsce na boisku trzeba sobie zasłużyć, a nie dostawać je za paszport, ta reguła przy rozdętej do granic możliwości lidze sprawiła, że przeciętniakom z polskim paszportem trzeba płacić kosmiczne pensje nieadekwatne do ich poziomu sportowego), zlikwidować dzikie karty we wszystkich ligach (o awans do wyższej ligi trzeba walczyć na boisku, a nie przy zielonym stoiku) i opracować system wspierania takich zespołów jak Asseco Gdynia (docelowo polska liga powinna składać się z 1-2 zespołów „pucharowych” oraz pozostałych działających jak Asseco, które stawia głównie na młodych Polaków, a nie na wymienianych co sezon najemników, docelowo kluby powinny ściągać max. 2 obcokrajowców którzy są przynajmniej o 2-3 klasy lepsi od graczy miejscowych, tak by Ci mieli się od kogo uczyć). Ponadto trzeba popracować nad stroną marketingową ligi, bo jest ona na katastrofalnie niskim poziomie (nie będę się nad tym rozwodził, bo to materiał na osobny artykuł, transmisje meczów PLK w kanałach sportowych Polsatu, które ogląda max. 30 tys. np.:  to klęska).

Ostatnia kwestia. Szanuję Mike’a Taylora za jego dokonania, bo dosyć dobrze poukładał zespół, choć nie miał do tego najlepszych klocków. Wydaje mi się jednak, że nie jest on w stanie wycisnąć z zawodników, których mamy, czegoś więcej. Do tego potrzebujemy znacznie bardziej doświadczonego i utytułowanego trenera. Co taka osoba może zdziałać z przeciętną drużyną pokazuje przykład Mike’a Fratello, który w 2013 r. doprowadził Ukrainę do 6 miejsca na Eurobaskecie (największy sukces w historii), co gwarantowało również udział w Mistrzostwach Świata 2014 (pierwszy i jedyny raz w historii ukraińskiej koszykówki). Nie będzie to oczywiście łatwe do zrobienia. Taylor ma ważny kontrakt przedłużony jeszcze przed Eurobasketem, a PZKOSZ raczej nie ma środków na jego zerwanie i opłacenie nowego trenera z wyższej półki.

Reasumując, albo w PZKOSZ i PLK znajdzie się grupa ludzi, którzy będą chcieli wprowadzić radykalne zmiany, albo koszykówka pozostanie w Polsce sportem niszowym i będzie już tylko gorzej (inne nacje koszykarskie nie stoją w miejscu), tj. będziemy musieli grać w preeliminacjach do Eurobasketu (w przeszłości mieliśmy już takie epizody, bodajże w roku 1996).  

Pozdrawiam i do usłyszenia w tym temacie za 4 lata (jeżeli uda nam się awansować na Eurobasket 2021)!

Logo Jacek Lipski

 

 

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. O najwspanialszej drużynie świata czyli dlaczego podziwiam polskich piłkarzy ręcznych
  2. Wesołych i apolitycznych Świąt czyli dlaczego historia lubi się powtarzać
  3. Podsumowanie mijającego roku i kilka nieśmiałych planów na 2017
  4. #DawajPolska czyli parę słów o Eurobaskecie 2015
  5. Ostatnie dni na zgłaszanie prac do Konkursu Biuletynów Firmowych 2017

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.