Darek Figura

Wywiad z Darkiem Figurą, Prezesem Fundacji Teatrikon

Czy organizacje non-profit prowadzą działania marketingowe? A może marketing w ogóle nie jest im do szczęścia potrzebny? Na te i kilka innych, równie trudnych, pytań odpowiedział mi Darek Figura z lubelskiej Fundacji „Teatrikon”. Zapraszam do lektury pierwszego wywiadu z cyklu „Marketing w małej firmie i startupie” w 2017 r.

Tak dla przypomnienia. W ramach cyklu „Marketing w małej firmie i startupie” na blogu w minionym roku pojawiły zapisy moich rozmów z Grzegorzem Olifirowiczem („Gamifikacja w biznesie”), Justyną Domaszewicz (Manager kawiarni Le’Żak), Łukaszem Łukawskim (biuro nieruchomości 4-te piętro), Kamilem Maciągiem (Prezes Fundacji „TYGIEL”), Renatą Sabą (studio projektowe „Renata Pisze”), a także tekst na temat świetnego podejścia do obsługi klienta w nałęczowskim hotelu „W krainie Alicji”. W następnych tygodniach opublikuję kolejne 9 wywiadów, które – podobnie jak poprzednie – opracowuję na potrzeby mojej pierwszej książki „Marketing w małej firmie i startupie” (do końca lutego muszę to „epokowe dzieło” w końcu skończyć). Przejdźmy jednak do rzeczy czyli do rozmowy z Darkiem Figurą na temat znaczenia marketingu w organizacji non-profit.

Zacznijmy od kilku najbardziej oczywistych pytań. Kiedy powstała Fundacja Teatrikon?
Jako Fundacja działamy od 28 stycznia 2010 r., natomiast jako grupa od 2008 r. Wtedy powstała nasza nazwa. Potrzebowaliśmy jej dla projektu, który realizowali licealiści, z którymi pracowałem przy Festiwalu Teatralnym „Zwierciadła”. Teatrikon to skrót od teatralnego przekraczania Rubikonu. Przez 2 lata działaliśmy zatem jako grupa nieformalna, z której następnie wyrosła Fundacja.

Czym zajmuje się Teatrikon?
Teatrikon logo
Zajmujemy się rozwojem młodzieży. Można powiedzieć, że uwalniamy potencjał młodzieży w zakresie twórczym oraz kulturalnym, a także wspieramy przy realizacji własnych pomysłów. Najlepiej zdefiniował to mój kolega. Powiedział kiedyś, że Teatrikon to fundacja, która wynikła z potrzeby tego, że kiedy sami byliśmy w wieku młodzieżowym mieliśmy wiele problemów ze zrobieniem pewnych rzeczy. Mieliśmy fajne pomysły, chcieliśmy coś robić, mieliśmy zapał do działania, ale cały czas coś nam stawało na drodze. Nie było niestety nikogo do kogo można było pójść po radę i pomoc. Taką rolę spełniamy teraz my.


Czyli wartością, którą dostarczacie swoim młodym odbiorcom, jest wsparcie w realizacji ich pomysłów?
Myślę, że to jest bardziej transfer wiedzy i doświadczeń. Podam Ci przykład dosyć śmiesznej sytuacji. W 2010 r. nasza koleżanka z Fundacji zajęła się sponsoringiem. Prowadziła szkolenia dla licealistów i miała naprawdę fajne wyniki. Wyobraź sobie, że przeszkolony przez nią 16 czy 17 latek szedł na rozmowę do prezesa jakiejś firmy i wykorzystując to, czego się nauczył na szkoleniach, zazwyczaj otrzymywał dofinansowanie. To były kwoty rzędu 500 czy 1 000 zł, ale to mniej istotne. Po 2 czy 3 latach okazało się, że mamy problemy z pozyskiwaniem sponsorów. Wiesz dlaczego? Bo szkoły i młodzież, którzy z nami współpracowali, budowali swoje oferty sponsoringowe na bazie naszej i skutecznie wykorzystywali je w praktyce. Traktuję to jako nasz sukces. Okazało się bowiem, że dając ludziom pewną wiedzę i know-how, oni są w stanie później realizować swoje pomysły bez naszej pomocy.

Druga wartość to coś co określiłbym mianem tutoringu. Chodzi o rodzaj wsparcia dla podopiecznych. Nie wtrącasz się w to co robią, ale starasz się podpowiadać i nakierowywać.

Czy długo pracowaliście nad koncepcją wartości oferowanej młodym ludziom przez Fundację Teatrikon?
Tak, bardzo długo ją dopracowaliśmy. Wizja Fundacji tworzyła się chyba przez pierwsze 4 lata jej istnienia. Mieliśmy sformułowane cele, ale z konkretnie brzmiącą wizją było o wiele trudniej. Dopiero po paru latach zrozumieliśmy, że wizją jest „młodzież gotowa odpowiadać na wyzwania jutra”. Czyli, że nie chodzi nam o uczenie konkretnych rzeczy, ale o pokazywanie narzędzi i kształtowanie pewnej postawy. Boli nas mocno, że w obecnym systemie edukacji i wychowania brakuje takiego myślenia. Nie uczy się młodych ludzi zadawania odpowiednich pytań. To rodzi spore problemy, zwłaszcza teraz. W liceum oraz na studiach kształtują się przecież postawy, które przyjmujemy w życiu. Jeżeli dostarczamy wtedy młodzieży bardzo prostych odpowiedzi to nie dziwmy się, że nie potrafią otworzyć się i słuchać innych. Stąd pewnie taka popularność rozwiązań skrajnie prawicowych oraz lewicowych.

Pogadajmy teraz proszę o marketingu. Czy marketing jest Wam w ogóle potrzebny w organizacji non-profit?
Na początku mówiliśmy raczej w Fundacji o PR lub promocji. Natomiast to chyba raczej jest marketing, bo zależy nam głównie na budowaniu relacji, tworzeniu własnej pozycji rynkowej oraz decydowaniu o tym, jak jesteśmy na tym rynku postrzegani. Ważne jest także budowanie rozpoznawalności, a z tym idzie nam całkiem nieźle. Dzięki temu łatwiej namawiać nam do współpracy szkoły, choć nie wszystkie.

Ta rozpoznawalność nie jest regułą wśród organizacji non-profit. Ostatnio nawet śmiałem się, że są fundacje, które obracają, dziesięcio- czy nawet dwudziestokrotnie większymi budżetami, a które zupełnie nie istnieją w świadomości ludzi i nie pojawiają się w ich rozmowach. W przypadku Teatrikonu to byłoby niemożliwe. Chcemy tworzyć zmianę, a więc musimy działać marketingowo, by zachowywać transparentność dla naszych odbiorców oraz rozprzestrzeniać naszą wizję. Cały czas jednak dosyć krytycznie oceniamy nasze marketingowe działania.

Skąd to krytyczne podejście?
Nie jesteśmy do końca zadowoleni z naszych działań marketingowych. Dobrym przykładem może być nasz projekt „Lokomotywy”, który realizujemy od 2010 r. Projekt ewoluuje, mamy opracowaną świetną metodologię, całość wychodzi bardzo fajnie, natomiast brakuje nam jednej, dosyć istotnej rzeczy. Nigdy nie zadbaliśmy, by choć raz wydać jakąś fajną publikację opisującą i podsumowującą ten projekt oraz wszelkie działania, które w jego ramach zrealizowały uczestniczące szkoły.

A w międzyczasie, w 2015 r., startuje program „Zwolnieni z teorii”, gdzie fundacja z Warszawy realizuje działania bardzo podobne do naszych. Po prostu zachęca młodych ludzi, żeby zrobili jakiś dowolny projekt w swojej szkole lub najbliższym otoczeniu, opisali go, wysłali do nich, a w nagrodę dostaną certyfikat i mogą powalczyć o indeks na jakąś uczelnię. Najbardziej uderzyło mnie porównanie naszych „Lokomotyw” ze „Zwolnionymi z teorii”. U nich nie było żadnego wsparcia bezpośredniego ani szkoleń, a u nas wszystko było dopracowane w ciągu minionych 5 lat. Nigdy natomiast nie wpadliśmy na to, że można tak fajnie „sprzedać” pomysł i zapewnić sobie sponsorów na kolejną edycję. Tego nam mocno brakuje w Teatrikonie, w dużej mierze dlatego że przez 6 lat istnienia Fundacji marketingiem zajmowało się kolejno 6 osób: Justyna, Wiola, Paulina, Gosia, Monika, a teraz Grzesiek Olifirowicz. Ewidentnie brakuje więc w tym ciągłości.

6 osób przez 6 lat? Niezły ruch w interesie…
Tak, bo każda z nich prędzej czy później znajdowała stałą pracę, często nawet w marketingu instytucji kultury, np. Paulina w Warsztatach Kultury.

Spróbujmy w takim razie podsumować tę część rozmowy. Co Twoim zdaniem jest największym wyzwaniem dla Teatrikonu w kwestii marketingu? Wspominałeś, że często robicie fajne rzeczy, ale zapominacie by informacja o nich dotarła do odbiorców.
Tak, to nawet prowadzi do dosyć zabawnych sytuacji, że nawet nie zdajemy sobie sprawy jak fajne rzeczy robimy. Ostatnio dowiedzieliśmy się od dziewczyny, która pisze doktorat na temat mediów społecznościowych używanych przez organizacje pozarządowe, że mamy super prowadzone social media. Nigdy tak tego nie ocenialiśmy…

Potwierdzam, robicie to naprawdę dobrze. Wracając jednak do mojego pytania. Wspominałeś również o braku ciągłości działań związanym z częstymi zmianami osób odpowiedzialnych za marketing. Czy nie pomogłoby Wam przygotowanie corocznej strategii działań marketingowych? Myślę o kartce papieru ze spisem celów oraz najważniejszych działań, do której można pod koniec roku wrócić, by sprawdzić co się udało, a czego się nie udało zrobić. Każdy nowy marketingowiec mógłby wracać do tych kartek i dzięki temu łatwiej byłoby zachować ciągłość działań.
Hmm… jakieś dokumenty tworzyliśmy, ale na pewno ich nie analizowaliśmy wstecznie. Niestety koniec roku to bardzo niefortunny okres dla wszystkich organizacji pozarządowych. Wiem, bo znajomi z Fundacji „5 Medium” czy „Sempre a Frente”, które też pracują z młodzieżą, mają podobnie. Kalendarz jest dla nas bezwzględny. Pracując zgodnie z kalendarzem szkolnym, działania często zaczynamy w styczniu, do końca grudnia musimy je skończyć, a do 30 stycznia rozliczyć z grantodawcą. Do 30 marca trzeba zrobić podsumowanie wszystkich wydatków dla Urzędu Skarbowego. Następnie od kwietnia zaczynają się kolejne projekty. Do tego mamy u siebie głównie studentów, więc w grę wchodzi też sesja, itd. Chyba właśnie dlatego odpuszczaliśmy sobie tę analizę wsteczną. Myślimy jednak, żeby zacząć to robić, także z naszymi projektami. Nie mamy nawet w tej chwili pełnej listy wszystkich zrealizowanych projektów, na którą byśmy mogli spojrzeć z perspektywy 5 lat działalności. Wszystkiemu winna rzecz jasna ciągła „bieżączka”.

Ok, rozumiem. Sam często zmagam się z „bieżączką”. Nie myśleliście, żeby od czasu do czasu wziąć kogoś z zewnątrz? Kogoś kto spojrzałby krytycznie na Wasze działania i powiedział np. „to i to jest super, pochwalmy się światu”.
Może nie zatrudniamy audytorów zewnętrznych, ale takie osoby pojawiają się u nas od czasu do czasu. Poza tym to nie jest tak, że chodzimy ze spuszczonymi głowami i niczym się nie chwalimy. Powoli rozwijamy markę naszych warsztatów. Mamy też plebiscyt „Stacje Kultury”, który jest w dużej mierze wypełniony działaniami marketingowymi. Z jednej strony dajemy lubelskim szkołom możliwość porównania się i współzawodnictwa, a z drugiej wykorzystujemy wydarzenie do odpowiedniego pozycjonowania naszej organizacji.

Powoli będziemy też wychodzić z mroku z naszym Festiwalem Teatralnym „Zwierciadła”. Dopiero zaczynamy się nim chwalić, bo to jest obecnie nasz najmocniejszy i największy zasięgowo projekt. Realizujemy go w 6 województwach, ma sprawdzoną formułę, dlatego też chcemy go uczynić trochę takim teatralnym TEDx-em. Myślimy o przygotowaniu konkretnych formatów dla tej marki i oferowaniu całości licencji przyznawanej danej szkole czy też organizacji. Potrzebujemy jednak minimum roku, by dojść do tego punktu. Marka musi bowiem najpierw zaistnieć w świadomości odbiorców, a z tym nie jest w tej chwili najlepiej.

A jak oceniasz projekt LIS-a (Lubelski Inkubator Społeczny), który realizowaliście w 3 kwartale 2016 r.? Głosowania nie udało się wygrać.
LIS był dla nas gorzkim doświadczeniem, ponieważ głosowanie facebook’owe, w którym przegraliśmy, było po prostu nie fair. Jest wiele dowodów na to, że system do oddawania głosów był oszukiwany.

Lubelski Inkubator Społeczny
Z drugiej strony LIS wywołał mnóstwo pozytywnych emocji. W głosowanie zaangażowało się wiele osób spoza Fundacji i teraz cały czas myślimy jak ten potencjał wykorzystać. Zastanawiamy się nad odpaleniem akcji crowdfundingowej, by samodzielnie pozyskać chociaż część funduszy na otworzenie Inkubatora. Wiem też, że będą dostępne środki grantowe na innowacje społeczne i myślę, że powinniśmy się również o nie ubiegać.

Crowdfunding nie jest łatwy. Trudno zbudować odpowiedni zasięg kampanii i jeszcze chyba trudniej sprawić, żeby ktoś te przysłowiowe 5 zł Wam przelał. Rozdawanie „lajków” w głosowania na Facebooku jest o wiele łatwiejsze.
Na pewno będziemy musieli popracować nad skonstruowaniem jasnego obrazu, czym ma być ta przestrzeń w Lubelskim Inkubatorze Społecznym. Przy głosowaniu internetowym to nie był problem, bo przywiązanie ludzi do samej postaci naszego „liska” powodowało, że wchodzili z nim w interakcje i głosowali. Przypuszczam, że pewnie połowa z nich oddawała głosy dlatego, że polubiła liska i stwierdziła, że „o, fajnie, będziemy pomagać liskowi, który szuka pieniążków”. Natomiast przy crowdfundingu tak się nie da. Musimy zbudować jasną wizję tego miejsca, co będzie trudne bo ono z założenia nie może mieć konkretnego programu.

Jak w takim razie Wasz Inkubator Społeczny miałby działać?
To ma być bezpłatna przestrzeń, gdzie może przyjść każdy kto ma fajny pomysł i brakuje mu miejsca do jego realizacji. Nad konkretną formułą jeszcze myślimy. Jednym z pomysłów jest „przestrzeń zderzania ludzi”. Czyli dajemy przestrzeń, gdzie możesz prowadzić biuro, organizować spotkania i wydarzenia. Miejsce, gdzie regularnie spotykają się różne osoby. Zderzają się ze sobą, robią szybkie burze mózgów i warsztaty, generują pomysły, a następnie je realizują.

Rozumiem. Zmieńmy teraz troszkę temat. Zawsze uważałem, że chociażby ze względów marketingowych każda organizacja non-profit powinna mieć swoją twarz. Dla mnie twarzą Teatrikonu jest właśnie Darek Figura. Czy to jest ważne z Twojego punktu widzenia? Pomaga Wam w działaniach? A może przeszkadza?
Pomaga, ale to jest znowu coś, z czym ja osobiście starałem się przez lata walczyć. Przez długi czas próbowałem wypychać do mediów ludzi z Fundacji, którzy odpowiadali za poszczególne projekty oraz marketing. Oni się jednak zmieniali, a ja cały czas byłem w Teatrikonie, dlatego też stałem się twarzą organizacji. Nie do końca mi to pasuje, bo np.: gdy dostałem nagrodę za działalność kulturalną „Żurawie” to cały czas podkreślałem, że traktuję ją jako wyróżnienie dla naszego środowiska pracującego z młodzieżą. Nie lubię po prostu sytuacji, gdy przypisuje mi się wszystkie zasługi, bo nigdy nie staram się budować wszystkiego pod siebie.

Muszę jednak przyznać, że w niektórych sytuacjach bycie twarzą Teatrikonu wiele spraw ułatwia. Dużo rzeczy możemy łatwiej i szybciej załatwić. Wystarczy mi odezwać się np. : do znajomych dziennikarzy, którzy mnie kojarzą z Fundacją i z tym co robię. To jednak jest dla mnie sporym wyzwaniem, bo od dawna kusi mnie rzucenie lub wycofanie się nieco w głąb Fundacji. Zresztą zawsze było mi bliżej do chowania się nieco z tyłu, bo tak koordynowałem np. pierwszą edycję „Nocy Kultury” w Lublinie. Skupiałem się wtedy raczej na administrowaniu relacjami pomiędzy różnymi ludźmi.

Ostatnie pytanie. Macie w Teatrikonie jakieś ciekawe plany rozwojowe na przyszłość? O LIS-ie już wspominałeś, ale na pewno jest coś jeszcze.
Tak, w tym momencie realizujemy z Teatrem Starym trzyletni projekt „Scena Lublin”, który napisaliśmy na 700-lecie miasta. Kontynuujemy „I Lub You” (portal młodzieżowy) oraz rozwijamy „LubelUp!” (aplikacja miejska) i „Lublin Jams” (warsztaty). Moim marzeniem jest też wypracowanie w najbliższym roku marki „Zwierciadeł” i zaoferowanie formatu w formie licencji. Ponadto jednym z naszych priorytetów jest uniezależnienie Fundacji od grantów, co chcemy osiągnąć poprzez zwiększenie ilości realizowanych działań odpłatnych oraz współpracę z darczyńcami.

Takie są plany, ale przeszkodą są zbyt małe zasoby ludzkie. Nie możemy zejść poniżej pewnego poziomu, a cały czas borykamy się z problemem ciągłych rotacji. Studenci, na których opieramy swoją działalność, przychodzą i odchodzą. Zastanawiamy się więc czy nie zmienić modelu działalności czyli zrezygnować z realizacji wielu drobnych projektów na rzecz kilku dużych. W perspektywie kilku lat zastanawiam się też, czy nie zostawić Fundacji innymi ludziom i nie zacząć działać w innej przestrzeni. Do tej pory konsekwentnie odmawiałem instytucjom kultury, które proponowały mi dołączenie do swoich zespołów. Cały czas się jednak zastanawiam czy praca w Urzędzie Miasta lub w którejś z miejskich instytucji i dysponowanie stałym oraz pewnym budżetem nie byłoby lepszym rozwiązaniem na stabilną pracę z młodzieżą, która umożliwia przeprowadzanie realnych zmian. Od 2 lat zastanawiam się np.: czy nie powinniśmy oddać naszych „Lokomotyw” jakiejś jednostce Urzędu Miasta, bo dzięki temu moglibyśmy mieć pewność, że każdego roku znajdzie się budżet na ich realizację.

Nie byłoby Ci żal zostawić tego wszystkiego co przez lata budowałeś?
Jestem jedyna osobą, która jest w Fundacji od samego początku. Oprócz mnie najdłuższy staż ma Ola, ale z racji, że jesteśmy małżeństwem pewnie tę decyzję też podjęlibyśmy wspólnie. Wiele osób z Rady pamięta również początki Fundacji, ale nie są oni bezpośrednio zaangażowani w realizację projektów. Cały czas zastanawiam się co stałoby się z Fundacją, gdybym ja oraz pozostali ludzie z Zarządu zdecydowali się na realizację swoich planów i działań gdzie indzie. Ciągle nie mam na to pytanie odpowiedzi, ale też ciągle spotykam na swojej drodze ludzi, którzy przekonują mnie, że warto inwestować nasze siły w rozwój Teatrikonu.

Dziękuję za rozmowę.

 


Darek Figura – animator kultury, artysta amator, trener, filolog ukraiński. Prezes Zarządu Fundacji TEAM Teatrikon. Pomysłodawca i wieloletni koordynator Spotkań Teatralnych „Zwierciadła”. Były współpracownik Warsztatów Kultury w Lublinie, gdzie przez 2 lata koordynował Nocy Kultury oraz współkoordynował 4 edycje programu szkoleniowego Inkubator Animacji Kultury. Stypendysta Ministra Edukacji Narodowej (2009), Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2013) oraz Prezydenta Miasta Lublin (2015). Laureat Lubelskich Wyróżnień Kulturalnych „Żurawie” 2012 w kategorii animacja kultury. Zapalony działacz, uczestnik wielu projektów animacyjnych, doświadczony w pracy z młodzieżą oraz w koordynowaniu prac projektowych. Absolwent kursu dla kadr kierowniczych organizacji pozarządowych „NGO Master”. Współzałożyciel społecznego Domu Kultury „Narnia”. Członek Lubelskiego Stowarzyszenia Fantastyki „Cytadela Syriusza”, Rady Programowej Teatru im. H. Ch. Andersena w Lublinie, Społecznej Rady Pracodawców działającej przy Wydziale Pedagogiki UMCS Lublin oraz Rady Działalności Pożytku Publicznego Miasta Lublin. Od 2015 r. prowadzi własną działalność trenersko-menadżerską pn. „Dobra robota! Dariusz Figura”.


Z Darkiem Figurą rozmawiał

Logo Jacek Lipski

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Wywiad z Kamilem Maciągiem, Prezesem Zarządu w Fundacji na rzecz promocji nauki i rozwoju TYGIEL
  2. Wywiad z Justyną Domaszewicz, managerem kawiarni Le’Żak
  3. Wywiad z Łukaszem Łukawskim, właścicielem biura nieruchomości 4-te Piętro
  4. Wywiad z Renatą Sabą ze studia projektowego „Renata Pisze”

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.