Renata Saba

Wywiad z Renatą Sabą ze studia projektowego „Renata Pisze”

Rysowane filmy oraz materiały reklamowe. Warsztaty z letteringu i sketchnotingu dla dorosłych i dzieci. Czy można zbudować na tym biznes? W najnowszej odsłonie cyklu „Marketing w małej firmie i startupie” udowodnię Wam (a właściwie zrobi to moja rozmówczyni), że to jak najbardziej możliwe. Poznajcie arcyciekawą historię Renaty Saby, właścicielki studia projektowego „Renata Pisze”.

Na początek zobaczcie jak wygląda jeden dzień z życia Renaty!



Renata, jak to było że odeszłaś z etatu i założyłaś własną firmę?
Z jednej strony można powiedzieć, że to było nagle, bo z dnia na dzień mnie olśniło. Ale do tego olśnienia potrzebowałam dziesięciu lat. Tak długo przygotowywałam się do tego i obawiałam się, czy dam radę. Ciągle było blisko, ale jednak się cofałam, bo jak się nie uda, to co zrobię?

A czym się zajmowałaś przez te dziesięć lat, w trakcie których myślałaś o własnej firmie?
Prowadziłam równolegle i pracę etatową i tak naprawdę moją firmę, tylko tak trochę nieformalnie. Dorabiałam sobie po prostu. Więc normalnie w pracy 8 godzin jako dekorator, a po godzinach, w weekendy robiłam różne zlecenia typu grafika, malarstwo, dekoracje weselne, florystyka, projektowanie folderów, logo czy oklejanie autobusów.

Naprawdę oklejałaś autobusy?
Tak, musiałam nawet te autobusy odśnieżać, bo obsypane śniegiem oklejać się nie dały. Później kierowcy zabierali je na suszarnię, bo do zimnej blachy niczego nie przykleisz. Do tej pory pamiętam jak musiałam wykleić autobus kawą Celmar. Kojarzysz tę kawę? Ma takie charakterystyczne ziarenka. Musiałam je wycinać nożyczkami, bo ploterów wtedy jeszcze nie było. Bardzo uciążliwa robota, bo każde ziarenko miało tak z 10 centymetrów.

Wyczytałem w Twoim biogramie, że przez te 10 lat pracowałaś w Leclercu. Czym się tam zajmowałaś?
Byłam dekoratorem do zadań specjalnych. Do moich zadań należało projektowanie dekoracji świątecznych, okazjonalnych, rocznic otwarcia sklepu, wypisywanie plakatów i afiszy, projektowanie gazetek oraz współpraca z agencjami reklamowymi.

To byłaś bardziej projektantem niż dekoratorem?
To było stanowisko jednoosobowe, więc byłam kierownikiem dekoratorni. Takim kierownikiem, który wszystko musi robić sam.

Pogadajmy teraz o Twojej firmie czyli „Renata pisze”. Jak doszło do jej powstania?
Głównie zajmuję się pisaniem, dlatego właśnie marka nazywa się „Renata pisze”. Teraz muszę Cię trochę rozczarować. Nazwę marki wymyśliło za mnie życie. Kiedyś musiałam wypisać plakat w Leclercu z hasłem „kiełbasa zwyczajna 9,99 zł”. W tym czasie do pracowni wszedł mój mąż i zaczął nagrywać telefonem moją pracę. Pomyślałam więc, by zrobić z tego żart i dopisałam pod spodem „nawet bardzo zwyczajna”. Mój mąż wrzucił to następnie na Facebooka. Bardzo szybko posypały się komentarze w stylu „o, jak fajnie pisze, że szybko, ładnie”, co trochę mnie zaskoczyło. Sam wiesz, że jak od 15 lat robi się coś codziennie, to człowiek popada w rutynę. Nie dostrzega wyjątkowości swojej pracy. Nie spodziewałam się aż takiego poruszenia, więc w głowie zakiełkowała pierwsza myśl, że potrafię i może warto by coś z tym zrobić.

Ale dalej nic nie zrobiłam, aż do momentu, gdy koleżanka (właścicielka restauracji), która zobaczyła mój żartobliwy plakat na Facebooku, napisała do mnie z prośbą o przygotowanie „pisanej reklamy” balu sylwestrowego. I to był mój pierwszy klient.

Dlaczego miałbym się rozczarować? To świetna historia.
No bo wiesz… Ludzie zawsze mówią, że trzeba mieć plan i dążyć do jego realizacji. Ja nie mam żadnego planu, za to idę tam gdzie mnie życie pchnie.

Jakiś cel pewnie jednak miałaś, gdy zakładałaś firmę?
Pewnie. Mój cel to się nie zastanawiać, czy mam za co żyć.

Cel konkretny i mierzalny. Opowiedz mi teraz proszę, co robisz by zrealizować ten cel. Czym zajmujesz się w swojej firmie?
To jest głównie produkcja filmów reklamowych. Nazywam je reklamowymi, ale one według mnie nie są do końca reklamowe. Wiem od klientów, że odbiorcy nie postrzegają ich jako reklamy, a raczej jako pewną opowieść o firmie, zdarzeniu, marce lub produkcie. Moje filmy świetnie sprawdzają się również do tłumaczenia trudnych procesów. Np. robiłam taki projekt wyjaśniający ideę budżetu obywatelskiego 2016. Zlecenie dostałam z Urzędu Miasta Lublin, a film był skierowany do 16-latków. Chodziło o to, by uświadomić dzieciaki, że mogą decydować o tym na co wydać miliony z kasy miejskiej, tak by miasto działało jeszcze lepiej.

Możesz podać jeszcze inne przykłady Twoich realizacji?
Tak. Zgłosił się do mnie kiedyś właściciel sieci wypożyczalni samochodów w całej Polsce. Otwierał akurat kolejny punkt w Lublinie i chciał to zakomunikować swoim klientom. Na początku miał pewne obiekcje, czy forma filmu jest odpowiednio poważna dla firmy obecnej na rynku od 20 lat, ale mój scenariusz go przekonał.

Super. A jak doszło do tego, ze zaczęłaś prowadzić szkolenia?
Też sobie tego nie zaplanowałam. Ludzie, którzy obejrzeli moje firmy, zaczęli mnie zagadywać – „Ty, jak fajnie piszesz, nauczysz mnie?”. Od słowa do słowa, zgłosiło się kilka osób i przeprowadziłam pierwsze szkolenie. Później do szkoleń z pisania doszedł jeszcze rysunek, bo w Polsce warsztaty z flipowania stały się bardzo modne.

Te szkolenie nie są łatwe. Jestem plastykiem z wykształcenia, dlatego patrzę na świat zupełnie inaczej. Jak rysuje świat to ma on być prawdziwy: proporcje, perspektywa, itp. A w trakcie takiego szkolenia trzeba o tym wszystkim zapomnieć. Uczestnicy muszą cofnąć się do poziomu pięciolatka, bo dziecko nie kombinuje, ale rysuje po prostu to co widzi. Tak naprawdę, by wziąć udział w szkoleniu, wystarczy więc że umiesz narysować kółko, trójkąt, kreskę i falę.

Czas zatem na najtrudniejsze pytanie, z gatunku tych, które zawsze zadaję. Jakbyś spróbowała określić, jaką wartość oferujesz klientom? Dlaczego klienci przychodzą do Ciebie, a nie do konkurencji?
Przychodzą, bo daję im coś innego niż sztampową reklamę. Na pewno wiesz, że społeczeństwo jest ślepe na takie reklamy. Jak lecą w TV w trakcie filmu, wychodzimy do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Nikt nie zwraca na nie uwagi. Z kolei moje prace nie są postrzegane przez odbiorców jako reklama, więc pewnie dlatego cieszą się tak dużym powodzeniem.

Czyli wartością jest to, że dajesz klientom możliwość odróżnienia się od konkurencji?
Na rynku, tak. Właśnie tak.

A gdybyś miała zdefiniować co w Twoim biznesie najważniejsze, to co by to było?
Najważniejsze jest, żeby klient dostał to, czego oczekuje, nawet jeżeli nie wie czego oczekuje. By miał poczucie, że otrzymuje ode mnie coś wartościowego.

Często zdarza się, że klienci przychodzą do Ciebie i nie wiedzą czego się spodziewać?
Bardzo często. Przede wszystkim boją się, że muszą sami napisać scenariusz do filmu, bo nie wiedzą jak się do tego zabrać. A ja zawsze powtarzam – „zapomnij o scenariuszu, napisz do mnie list jak do głupiej cioci, której chcesz opisać swoją firmę”. Ja to oczywiście wszystko sprawdzam i weryfikuję, przede wszystkim w Internecie. Na bazie listu oraz researchu powstaje pierwszy scenariusz. Idę z nim do klienta i robimy tzw. „sito”. Sprawdzamy czy niczego ważnego nie pominęłam i wyrzucamy rzeczy mniej istotne. To bardzo istotny etap, ponieważ najczęściej nie znam się na branżach moich klientów np. teraz robię film o uszczelnianiu basenów oraz szamb. Następnie pracuję nad kolejną wersją scenariusza, a dopiero po jej akceptacji przez klienta, dodaję grafikę (rysunki).

Czy takiej firmie jak Twoja marketing jest potrzebny?
Wydaje mi się, że ja nie reklamuje swojej firmy. Wystarczy, że pokazuję światu moje filmy i to wystarcza.

Na pewno? Masz stronę internetową i fan page….
Mam. Ale nie wrzucam tam rzeczy o sobie, tylko najczęściej coś, co zrobiłam dla klientów.

Szczerze mówiąc, to jest forma reklamy. Pokazujesz po prostu siebie przez pryzmat prac tworzonych dla klientów.
Chyba masz rację.

Wiem, że nie lubisz planować, ale czy zdarza Ci się myśleć, w którym kierunku chcesz rozwijać swoją firmę? W którym miejscu chciałbyś być np. na rok?

Nie mam pojęcia. Jak mi nawet przyjdzie do głowy coś takiego, głupia myśl, że może by coś tak sobie zaplanować coś, to raczej staram się ją odganiać.

Dlaczego?
Moje życie pokazuje, że jak coś planuję, to nic nie idzie. A kiedy coś idzie to właśnie z rozpędu tak, ze środka gdzieś, z duszy. Muszę wtedy wyłączyć myślenie i działać intuicyjnie.

To chyba najciekawsza odpowiedź na to pytanie, jaką dostałem od kilku lat…
Ja się nawet boję, że jak zacznę myśleć, to mi wszystko runie.

Dziękuję za rozmowę.

Renata Saba
Właścicielka studia projektowego „Renata Pisze”. Plastyczka, projektantka form użytkowych, kreatorka. Stosuje nietypową formę reklamy: filmy pisane ręcznie. Maluje, projektuje i wykonuje szyldy, plakaty, afisze. Namawia wszystkich do używania rąk do pisania i rysowania – skutecznego  sposobu porozumiewania się.

Więcej informacji i portfolio Renaty znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej.

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Wywiad z Kamilem Pręciukiem i Grzegorzem Olifirowiczem z lubelskiego studia gier Mutated Byte
  2. Wywiad z Łukaszem Łukawskim, właścicielem biura nieruchomości 4-te Piętro
  3. Wywiad z Justyną Domaszewicz, managerem kawiarni Le’Żak
  4. Wywiad tygodnia z Kingą Gruszecką, twórcą fan page’a „Humans of Lublin”

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.