#DawajPolska czyli parę słów o Eurobaskecie 2015

Mistrzostwa Europy w kosza zakończone. Emocje opadły, złość po porażce z Hiszpanami mi przeszła, więc mogę w końcu napisać coś rozsądnego. Wbrew temu co pisali niektórzy komentatorzy uważam, że to był dobry występ Polaków. Powinniśmy się z niego cieszyć, a nie bez końca krytykować Marcina Gortata. Dlaczego tak uważam?

Po pierwsze dlatego, że pierwszy raz od 6 lat wyszliśmy z grupy, a każdy mecz graliśmy z rywalami jak równym z równym (nawet z Francuzami). Zaraz ktoś powie, że Rosja i Bośnia były w słabych składach, a Izrael i Finlandia to przeciętniacy. Moim zdaniem to błędny tok myślenia. W europejskiej koszykówce nie ma już słabeuszy. Poziom mocno się w ostatnich latach wyrównał, bo praktycznie każda drużyna grająca na Eurobaskecie ma w drużynie graczy z doświadczeniem zdobytym na parkietach najmocniejszych lig europejskich, Euroligi, NCAA lub NBA. Pamiętajmy też, że spora grupa naszych kadrowiczów gra w polskiej lidze, która przy całym szacunku, do najlepszych w Europie nie należy. Śmiem twierdzić nawet, że jest jedną ze słabszych lig.

Po drugie, widać było że w polskiej drużynie jest chemia, a ławka rezerwowych istnieje nie tylko w teorii. W poprzednich latach tego nie widziałem.

Po trzecie widać było pomysł na grę, zarówno w ataku jak i w obronie. Na poprzednich turniejach bywało z tym różnie.

Po czwarte dlatego, że w końcu zauważyłem postęp młodszych graczy. Waczyński (największe zaskoczenie in plus, genialny turniej), Ponitka (świetny mecz z Rosją), Karnowski (trochę nierówny, ale mecz z Finami i Hiszpanami super) i Kulig (mimo słabego początku) pokazali swoją prawdziwą wartość. To oni będą stanowili o sile naszej koszykówki reprezentacyjnej w następnych sezonach. Najbardziej liczbę na Ponitkę. Powiem szczerze, że 2 „paki” Ponitki z meczu z Rosjanami przypominały mi akcje Macieja Zielińskiego Eurobasketu 1997.


Co mi się nie podobało w trakcie turnieju i tuż po jego zakończeniu
? Na pewno forma Marcina Gortata, ale słabsze turnieje zdarzają się każdemu, nawet zawodnikom z NBA. Na pewno moim zdaniem nie zasłużył jednak na taką falę krytyki, jaka spadła na niego w internecie. Marcin nie grał najlepiej, ale może pora w końcu zrobić, że on na poziomie NBA jest solidnym zawodnikiem i tyle. To nie jest gwiazda jak np. Pau Gasol czy Dirk Nowitzki i nigdy nią nie będzie, w dużej mierze dlatego że za późno zaczął grać w koszykówkę (w wieku 17 lat).

Poza tym w najlepszych sezonach w NBA na dobre występy Gortata pracowali tacy rozgrywający jak Steve Nash czy John Wall. W polskiej kadrze takiej klasy rozgrywającego nie ma. Slaughter zagrał przyzwoity turniej, ale jego współpraca z Gortatem do najlepszych nie należała. O wiele lepiej szło to Ponitce.

Pozostając w temacie wysokich nie podobało mi się też to, co czytałem w komentarzach „domorosłych” ekspertów koszykarskich na Facebooku na temat Przemka Karnowskiego. Początek turniej miał słaby, ale zwłaszcza w meczu z Finlandią pokazał na co go stać. Czy podoba się to jego krytykom czy nie, ten człowiek moim zdaniem będzie następnym Polakiem w NBA. Przed nim mnóstwo pracy, ale widać że ze z sezonu na sezon jest coraz lepszy.

Na pewno też nie podobała mi się czwarta kwarta meczu z Hiszpanią. Totalna niemoc, jaka ogarnęła zespół, który trzy kwarty bił się jak równy z równym z utytułowanym zespołem, przypomniała mi ten cholerny mecz z Grekami na Eurobaskecie w 1997 r. Wtedy było jeszcze gorzej, bo prowadziliśmy 10 pkt i mieliśmy ogromną szansę na wejście do pierwszej czwórki turnieju. Polski zespół jednak stanął, Grecy zaczęli trafiać trójkę za trójką, Kijewski na ławce stracił głowę i w rezultacie przegraliśmy i odpadliśmy z rywalizacji.

Z Hiszpanami nie prowadziliśmy tak wysoko, ale niemoc w 4 kwarcie była podobna. Być może trochę zabrakło nam siły, być może na Gasola nie było mocnych w tym turnieju, ale jak dla mnie powrócił jeden z demonów naszego basketu. Brak charakternych graczy obwodowych, zwłaszcza rozgrywających, którzy gdy drużynie nie idzie, potrafią wziąć ciężar gry na siebie i pociągnąć zespół do przodu. Wydaje mi się, że do takich sytuacji idealnie pasuje tylko jeden gracz z naszej kadry. Ten, którego na Eurobaskecie akurat zabrakło.

Wiecie o kim mowa? Na pewno – Dardan Berisha to w mojej ocenie największa porażka trenerska Taylora. Próba przestawienia go na jedynkę była niewypałem, bo to urodzony strzelec, a jeszcze większym zastąpienie go Robertem Skibniewskim. Szanuję Roberta jako gracza i człowieka, ale dla mnie poziom jego umiejętności stawia go co najwyżej na poziomie solidnego ligowca. Na kadrę to zdecydowanie za mało.

Dardan jest trudnym zawodnikiem, ale wydaje mi się że takiego gościa zawsze warto mieć w składzie. Dlaczego? Przypomnijcie sobie słynną akcję z Eurobasketu na Litwie. Końcówka meczu z Turcją…


Reasumując, Mike Taylor odwalił kawał naprawdę dobrej roboty. Jeżeli ten pomysł na zespół będzie kontynuowany, czego nie robiliśmy w poprzednich latach wymieniając raz za razem trenerów, wizje budowy drużyny i kluczowych zawodników, mamy szansę na coraz lepsze wyniki. Nie od razu Rzym zbudowano, więc musimy się trochę uzbroić w cierpliwość.

EuroBasket 2015 recenzowałem ja
– bloger II klasy, Jacek Lipski


Autor zdjęcia tytułowego:
Adam Romański, PZKOSZ
Ps. byłbym zapomniał. Żeby nie było żadnych wątpliwości – król EuroBasketu 2015 był tylko jeden. Pau Gasol, czapki z głów!

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. MoM #3 czyli parę słów o lubelskim spotkaniu „Merytorycznie o Marketingu”
  2. Let’s go Heat czyli słów kilka o video-trailerze rodem z NBA

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.