Sens życia marketera

Sens życia marketera – wersja Anno Domini 2015

Facebook tnie zasięgi. Klienci oczekują coraz wyższych poziomów konwersji w ramach kurczących się budżetów. Młodsze pokolenia konsumentów są coraz bardziej „odporne” na reklamę. Jak żyć w takim świecie? Niełatwo, zwłaszcza gdy w głowie po raz kolejny pojawia się niepokojące pytanie o sens pracy w marketingu.

W 2010 r. napisałem krótki post o zbliżonym tytule. Poprzednio nie miałem okazji go rozwinąć, bo nie miałem zbyt wiele do powiedzenia. Minęły 4 lata, zgromadziłem spory bagaż marketingowych doświadczeń więc nadszedł czas by „dokończyć dzieła zniszczenia” i podzielić się z Wami ponurymi przemyśleniami. Co mnie do tego skłoniło? Katalizatory były dokładnie trzy. Podaję je w kolejności od najmniej do najbardziej istotnego.


Pierwszy katalizator to spojrzenie na branżę z drugiej strony barykady
, którego „doświadczam” od ponad 2 lat po transferze z warszawskiej „korpo” do lubelskiej agencji reklamowej. Drugi to odchylająca klapki z oczu literatura czyli duet B.J Mendelson („Social media to ściema”) & Noami Klein („Doktryna Szoku” plus pierwsze rozdziały „No Logo”). Trzecim jest przyjście na świat mojego długo wyczekiwanego Synka (w chwili pisania tekstu Tymek ma już 15 miesięcy), które najmocniej zaważyło na zmianę optyki mojego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość

Nie ma co owijać w bawełnę. Po niemal 8 latach przygody z marketingiem moja początkowa fascynacja i neoficka gorliwość, z jaką pochłaniałem kolejne książki, blogi, „white papers” i periodyki branżowe, mocno przygasła. Od kilku miesięcy coraz częściej nachodzą myślę coraz częściej o sensie pracy w marketingu…albo jego braku

Spokojnie, bez obaw. Kryzysu wieku średniego jeszcze u siebie nie zdiagnozowałem (w 34 roku życia to zdecydowanie za wcześnie). Po prostu zastanawiam się jaki sens i znaczenie dla innych ludzi ma praca marketera. W jaki sposób to uchwycić i zdefiniować?

W innych zawodach sprawa jest w miarę jasna i prosta. Lekarz ratuje życie (w przerwach od wypełniania „papierków” narzucanych przez NFZ), policjant ściga przestępców (jeżeli akurat nie obcięto mu przydziału na benzynę), inżynier buduje drogi i mosty (o ile jego firma nie padła w trakcie realizacji przetargu publicznego z mocno zaniżoną wartością zamówienia), ksiądz (przynajmniej w założeniu) leczy dusze. A co zatem z marketerem, specem od komunikacji i reklamy? Czy sens jego egzystencji ogranicza się do kreowania potrzeb i przekonywania ludzi, by kupowali rzeczy których tak naprawdę wcale nie potrzebują?

W gruncie rzeczy, wbrew temu co nam się wydaje i co zdarza nam się wmawiać całemu świata, nie robimy nic wielkiego. Staramy się tylko sprzedać klientom towar ładnie opakowany w ich emocje i oczekiwania. Sprzedajemy im nadzieję na bycie kimś innym, choć przez krótki moment swojego życia. Moment, który w większości wypadków nigdy nie nadejdzie…


Pewnie dlatego coraz częściej mam nieodparte wrażenie, że w XXI marketer stał się handlarzem marzeń.
Oferuje ułudę, za którą klient płaci ciężko zarobioną gotówką. Obiecuje mu złote góry świata XXI wiecznej ekonomii, gdzie – tak jak pisze Noami Klein w „No Logo” – najwięksi gracze nie produkują niczego co ma realną wartość, zamiast tego zajmując się jedynie tworzeniem wszechwładnych marek.

Czy bycie częścią tego świata jest resztą mojego planu na życie? Czym tak naprawdę będę mógł się pochwalić swojemu małemu Synkowi, gdy za parę lat zapytam mnie co robię, gdy wychodzę z domu do pracy? Dziesiątkami napisanych tekstów, wymyślonych haseł i zrealizowanych kampanii? Setkami dobrze zoptymalizowanych reklam na Facebooku? Zwiększoną sprzedażą rzeczy, których nikt nie potrzebuje? Zbudowanymi markami, które nie są nikomu potrzebne do szczęścia? Czy taki właśnie jest sens mojej egzystencji na tej planecie?


Z dnia na dzień moje wątpliwości są coraz większe i silniejsze
. Podejrzewam, że biorą się w dużej mierze stąd, iż zawsze pracowałem dla firm i marek komercyjnych. Mam cichą nadzieję, iż w przypadku marketerów i „komunikatorów” zatrudnionych w organizacjach pożytku publicznego lub działach CSR (nawet tych korporacyjnych) sprawa wygląda zupełnie inaczej.


Wiara w lepsze jutro, w możliwość sensownego uprawiania wybranego zawodu, wraca do mnie, gdy oglądam takie akcje jak kampania dla fundacji Rak’n’Roll:

…gdy podziwiam kreacje takie jak przygotowane dla LICRA

campagne-licra-3

…czy też piszę o akcjach w rodzaju #DlaDzieciakow (akcja zorganizowana w zeszłym roku przez Karola Zielinskiego z Pay Lane).


Liczę w skrytości ducha, że kiedyś będzie mi dane zorganizować podobne przedsięwzięcie. Chyba tylko to jeszcze trzyma mnie w branży. Szansa na zrobienie czegoś zajebistego, co będzie miało realne znaczenie i pozytywny wpływ na życie innych. Jak widać naiwny młodzieńczy idealizm jeszcze do końca we mnie nie umarł…


W sens pracy marketera powątpiewałem ja

bloger i marketer II klasy – Jacek Lipski

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Sens życia marketera
  2. „Run Forest Run” czyli kilka refleksji z życia Accounta

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.