O najwspanialszej drużynie świata czyli dlaczego podziwiam polskich piłkarzy ręcznych

58968_566303296794820_891241187_nReprezentację szczypiornistów oglądam regularnie od 2004 roku. Zaczynałem, gdy Bogdan Venta objął kadrę prezentującą wówczas poziom co najwyżej przeciętny. Oglądałem jej stały marsz w górę.  Wicemistrzostwo i trzecie miejsce na świecie. Pierwsza czwórka Mistrzostw Europy. Występ na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Podziwiałem kadrowiczów zdobywających trzecie miejsce w Lidze Mistrzów w barwach Vive Kielce. Uczestniczyłem też w gorszych chwilach. Widziałem najsłabszy występ na ME 2012 w Szwecji. Patrzyłem jak zmieniają się trenerzy i zawodnicy.

Niezależnie od osiąganych wyników i atmosfery wokół kadry, zawsze gdy przychodził czas wielkiego turnieju, niezawodnie zasiadałem przed telewizorem. Dlaczego?

Bo nie mogłem sobie odmówić przyjemności oglądania ludzi dla których nie ma rzeczy niemożliwych i nieosiągalnych. Sportowców, którzy nie znali granic i barier. Herosów z krwi i kości osiągających na parkiecie to co krytykom, ekspertom i widzom wydawało się nierealne. Co raz przekraczającym własne możliwości. Dążącym do celu bez względu na okoliczności. Spełniającym marzenia bez oglądania się na resztę świata. Śniącym swój sen o potędze bez cienia wątpliwości.


Uwielbiałem patrzeć na drużynę, która potrafiła czynić cuda.
Najbardziej podziwiałem ich nigdy niezaspokojoną ambicję i motywację do walki. Walki o każdy centymetr parkietu, bez oglądania się na tablicę wyników, zegar nieubłaganie odmierzający czas do końca spotkania i klasę, najczęściej dużo bardziej utytułowanego przeciwnika.


W odróżnieniu od piłkarzy czy koszykarzy nasi szczypiorniści nigdy nie przegrywali meczów w szatni.
Nie kłaniali się w pas przed gwiazdami piłki ręcznej z Niemiec, Francji, Chorwacji, Danii czy Hiszpanii. Każdy z tuzów wiedział, że mecz z Polakami oznacza ciężką przeprawę. To nie spacerek. Polscy szczypiorniści zawsze walczyli i walczą do końca.


Chcecie dowodów? Wystarczy przypomnieć sobie mecz z Norwegią i jego 15 sekund, które przeszły do historii nie tylko polskiej piłki ręcznej.
Przemowa Wenty stanowi teraz kanon powszechnie powtarzany na szkoleniach dla trenerów i managerów ze wszelkich branż.

 

Z bardziej aktualnych wydarzeń przypomnijmy też sobie końcówkę niedawnego meczu z Białorusią. Kilka minut przed końcem przegrywaliśmy 4 bramkami. Mecz zakończył się… naszym zwycięstwem.

Zwrot „poddajemy się” nigdy nie funkcjonował w świadomości polskich szczypiornistów. Nigdy nie poddał się Karol Bielecki, który nadal gra w kadrze, pomimo utraty jednego oka (w trakcie meczu). Nie poddał się Bartek Jaszka. W 2009 r. w meczy o brązowy medal z Duńczykami grał ze złamaną ręką. Nie poddawał się Grzegorz Tkaczyk, walczący z kontuzjami. Wzorem waleczności byli i są Sławek Szmal, bracia Lijewscy oraz Jureccy. Nie poddał się Piotr Wyszomirski, który wchodząc z ławki zatrzymał we wtorek szwedzki potop i zyskał tytuł „Polskiego Ministra Obrony Narodowej”.

To właśnie dzięki ambicji i motywacji do walki tych zawodników oraz ich kolegów polska kadra była w stanie wywalczyć sobie i utrzymać miejsce w światowej czołówce. Podczas gdy siłą innych reprezentacji były indywidualności np. Karabatic (Francja) czy Balic (Chorwat), u nas najważniejsza była drużyna i jej „team spirit”. Grupa o niebo silniejsza niż prosta suma umiejętności poszczególnych zawodników. Każdy trener marzy, by prowadzić taki zespół. Każdy zawodnik marzy, by w nim zagrać.

Charakter polskiej kadry szczypiorniaka decydował o tym, że biliśmy im brawo nawet po przegranych meczach. Podobnie było w trakcie ciągle trwającego turnieju. Przegraliśmy awans do czwórki z Chorwatami. Jutro zagramy tylko o 5 miejsce z Islandią.

Niezależnie od wyniku, dla mnie polscy szczypiorniści są już zwycięzcami. Wygrali najtrudniejszą bitwę – tę o serca kibiców. Nie wiem, jak wy ale ja za każdym razem odczuwam dumę, gdy widzę ich wychodzących na parkiet. Szkoda, że w tej znacznie bogatszej i popularniejszej dyscyplinie nie mamy takich „charakterników”. Mundial w RIO nie pozostałby wtedy tylko w sferze marzeń.

 

Pozdrawiam i trzymam kciuki za piątkowe zwycięstwo
Podpis Jacek Lipski

 

 

Źródło zdjęcia: fan page „Kocham Ręczną”

 

Ps. materiał autorstwa Szymona. Za co kochamy naszych szczypiornistów?

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Piosenki o polskich miastach. Jak muzyka współtworzy miejską opowieść?

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.

  • mariuszwozniak.eu

    Szacun kolego przede wszystkim dla tej ekipy, ale również dla Ciebie za tekst 😉 Fajnie się czyta. Motywuje. Aż człowiek by w szczypiorniaka pograł 😉

    • Jacek

      Zdecydowanie szacun dla nich. Zawsze mnie motywuje ich postawa.
      Dzięki za miłe słowo. 🙂

  • mariuszwozniak.eu

    szkoda, że dzisiaj nie poszło. Ale nie zawsze można wygrywać. W sporcie zawsze były i będą najważniejsze emocje.

    • Jacek

      Niestety, pudło Jureckiego z łatwej pozycji, niepotrzebne kroki skrzydłowego i gapiostwo Kuchczyńskiego w przedostatniej akcji zdecydowały o porażce. Inna sprawa, że 6 miejsce w Europie to chyba max. tego co możemy osiągnąć. Po odejściu na emeryturę poprzedniego pokolenia (Tkaczyk, Lijewski, Siódmiak, Jurasik) zrobiła nam się luka pokoleniowa. Nie bardzo jest kim ją wypełnić.
      Co nie zmienia faktu, że zawsze będę kibicował tej drużynie. Choćby za to, że zawsze walczą o zwycięstwo. Bez względu na przeciwnika.