Dlaczego ludzie kochają social media?

Para trzymająca się za ręce

Fenomen. Rewolucja. Przełom. Trzęsienie ziemi. Upadek starego świata, powstanie nowej, wspaniałej rzeczywistości. Akt destrukcji będący jednocześnie aktem kreacji prawdziwie „globalnej wioski”. Social media mają wiele imion. Równie wiele powodów stoi za ich popularnością. Czym zasłużyły sobie na takie uwielbienie? Dlaczego pokochaliśmy społecznościówki? I czy to uczucie jest odwzajemnione?

 

Ostatni wywiad ze spiritus movens „Humans of Lublin” oraz szkolenie z mediów społecznosciowych, jakie prowadziłem w programie „Kreatywny Biznes”, dały mi mocno do myślenia. Zacząłem zastanawiać się nad fenomenem social media. Co sprawia, że ludzie z jednego krańca świata interesują się poczynaniami tych z drugiego końca planety? Na pewno naturalna ludzka ciekawość, ale to tylko część odpowiedzi.

Jakie są pozostałe przyczyny eksplozji popularności mediów społecznościowych? Dlaczego ludzie pokochali social media? Powodów jest co najmniej kilka.

 

No more secrets
W kontekście ostatnio ujawnionych rewelacji Snowdena i wcześniejszych newsów WikiLeaks Assange’a nurtowało mnie kilka kwestii. Co pcha użytkowników social media do rezygnacji z prywatności?  Co kieruje ludźmi świadomie i bez żadnego skrępowania, w czysto ekshibicjonistycznym szale, odzierającymi swoje życie ze wszelkich tajemnic?

Nietrudno zauważyć, iż tak jak kiedyś zatarła się granica pomiędzy sacrum a profanum, tak teraz social media zasypały przepaść pomiędzy tym co publiczne i tym co prywatne. „Mur berliński” pomiędzy światem off line i on line ostatecznie upadł.

Życie toczące się on-line nie uznaje tajemnic i sekretów. Odkryta kurtyna. Pełna transparentność. Jawność i pełny dostęp do informacji. Na naszych oczach powstał nowy „wspaniały świat” bez barier i granic. Ta mocno przekoloryzowana i naiwna wizja przekonała do społecznościówek wielu z nas.


Uwielbienie historii
Kolejnym powodem prowadzącym ludzi w objęcia social media było nasze, datujące się od czasów prehistorycznych, uwielbienie historii oraz opowieści. Na początku przekazywano je przy ogniskach i malowano na ścianach jaskiń, przekazywano w pieśniach śpiewanych przez wędrownych minstreli. Później zapisywano je w księgach, jeszcze później drukowano, opowiadano w radio i telewizji.

Na końcu opowieści trafiły do sieci i społecznościówek, które okazały się dla nich wymarzonym środowiskiem rozwoju.

Społecznościowe mechanizmy wirusowości sprawiły, iż historie rozpowszechniały się w sieci z niespotkaną nigdy wcześniej w historii siłą. Granice geograficzne nie były dla nich żadną przeszkodą. Podobnie bariery kulturowe i językowe.

Najciekawsze jest to, że ewolucja sposobu przekazywania historii zatoczyła koło. Idea pisma obrazkowego z czasów prehistorycznych przeżywa swój renesans w XXI wiecznym świecie social media. Wystarczy spojrzeć na Facebooka czy Pinteresta.


Dostęp do wiedzy i informacji

Zamiłowanie do historii to nie wszystko. Przepływ idei (Wikipedia), dostęp do wiedzy (Coursera, Akademia Khana), możliwość komunikacji omijającej cenzurę (Arabskie Rewolucje), wspólna praca nad projektami i pomysłami (WordPress, Mozilla), crowdsourcing, crowdfounding – lista edukacyjnych benefitów social media wydaje się nie mieć końca.

Social media zmieniły warunki naszej pracy i nauki. Umożliwiły tworzenie międzykontynentalnych grup projektowych, co jeszcze 20 lat wydawało się możliwe tylko w filmach z gatunku science fiction.
Co ważniejsze, pozwoliły na dostęp do wiedzy bez wychodzenia z domu. To co kiedyś było ograniczone tylko do bibliotek, teraz jest dostępne na wyciągnięcie ręki, z prawie każdego miejsca na Ziemi. Google, ze swoim w części społecznościowym algorytmem wyszukiwania (o wyższym miejscu w wynikach wyszukiwania decyduje popularność danej strony), wpłynęło na demokratyzację dostępu do wiedzy, niegdyś zastrzeżonej dla wybranych.


Pragnienie ekspresji
Homo faber XXI wieku ma olbrzymie pole do popisu. Znacznie szersze niż jego odpowiednik z minionych stuleci. Kiedyś możliwość publikacji własnych tekstów, prezentowania zdjęć, obrazów i fotografii była zastrzeżona dla wąskiej grupy twórców-artystów. Świat mediów był zdominowany przez dziennikarzy. Wejście na arenę mediów społecznościowych zniszczyło doszczętnie ten ustalony od wieków porządek.

Dziennikarze stracili monopol na zdobywanie informacji i publikowanie własnych opinii.
Zamknięte galerie i muzea przestały być jedyną alternatywą dla publikowania własnych prac.

Prasa drukowana zaczęła przegrywać konkurencję z internetowymi portalami, blogami i Facebookiem. Nakłady zaczęły lecieć na łeb i szyję. W grudniu 2012 r. w USA doszło do prawdziwej rewolucji. Potężny niegdyś „Newsweek” wydał swoje ostatnie papierowe wydanie, w całości przechodząc na wersję elektroniczną.

Telewizja rozpaczliwie walczy o zachowanie swojej pozycji. Ma potężnego konkurenta. Ludzie XXI wieku, którzy cenią sobie niezależność, są znużeni ramówką, na którą nie mają żadnego wpływu. Chcą ramówki, która dopasuje się do ich trybu życia, a nie odwrotnie. Tę potrzebę wypełnił You Tubu oraz inne serwisy video (Vimeo).

Inne social mediowe serwisy video dały ponadto ludziom możliwość, o której nikomu jeszcze parę lat nikomu się nie śniło. Możliwość tworzenia własnych programów i własnej telewizji. Wystarczy spojrzeć chociażby na to co robi Max Kolonko ze swoim „Mówię jak jest”.

W czasach nam współczesnych każdy kto chce być twórcą nie jest skazany na przysłowiowe pisanie do szuflady. Swoje teksty może publikować na blogu lub Facebooku, prace graficzne lub zdjęcia na Fotce, Behance, Instagramie lub Flickrze. Filmy video bez problemu wrzuci na You Tube, Vime lub Vine.

Nawet pieniądze przestały być problemem. Do dyspozycji są serwisy crowdsourcingowe w rodzaju Wspieram.to, Wspieramkulture.pl czy Bessfund.com.


Lans

Niejedno ma imię. Bywa nazywany personal brandingiem, tworzeniem własnego wizerunku w sieci. To zjawisko znane od początków cywilizacji. Człowiek jest istotą społeczną, dlatego zawsze zależało mu na opinii, jaką cieszył się w swoim otoczeniu.

Social media dały mu do ręki potężną broń. Możliwość łatwego tworzenia obrazu swojej osoby w oczach innych. Konstruujemy go starannie wybierając i selekcjonując zdjęcia oraz informacje publikowane w mediach społecznościowych.

Kreujemy się na ekspertów, ludzi sukcesu, chwalimy się kolejnymi zakupami, zdobyczami i osiągnięciami. Odrzucamy i desperacko ukrywamy aspekty naszego życia, które nie pasują do budowanego wizerunku. Niczym wytrawni korporacyjni PR-owcy komunikujemy tylko pozytywy np. zakup nowego domu lub samochodu, nowa praca, fotki z wakacji w Egipcie.

Wszystko po to, by choć na chwilę stanąć w świetle reflektorów. By choć na chwilę przykuć uwagę otoczenia internetowych społeczności egocentryków zainteresowanych głównie samymi sobą. Dostrzegł to szwedzki filozof Alexander Bard pisząc, że „uwaga jest jednym z najcenniejszych dóbr we współczesnym świecie”. Najskuteczniejszym lekiem na deficyt uwagi otoczenia stały się media społecznościowe.


Lekarstwo na samotność

Ciekawość, tajemnica, historia, wiedza, ekspresja i lans – to w miarę oczywiste przyczyny popularności social media. Czy w 100 proc. wyjaśniają ten fenomen? Moim zdaniem nie, listę należy rozszerzyć.

Jeżeli sięgniemy głębiej, gdzieś głęboko pod powierzchnią kryją się trzy praprzyczyny, do których rzadko docierają badacze mediów społecznościowych. Pierwsza z nich to samotność. Wszechogarniająca pustka, którą każdy z nas stara się wypełnić przez cale swoje życie. Wypełniamy ją innymi ludźmi, dobrami materialnymi, karierą, przekonaniem o rosnącym statusie społecznym. To działa, ale tylko na krótką chwilę.

Kiedy gasną wszystkie światła, cały misternie budowany świat naszych złudzeń i iluzji, wali się w gruzy. Dopiero wtedy dostrzegamy, że nasze wysiłki nie zdają się na nic. Włączamy wtedy Facebooka i w otchłani krążących na naszej tablicy statusów próbujemy zabić demona samotności.

Nomadzi cyfrowi najczęściej walczą z tą plagą XXI wieku zakładając kolejne profile w SM i angażując się w kolejne sieciowe aktywności. Zaopatrują się w kolejne generacje niezawodnej broni. Pecety, laptopy, notebooki, smartfony, tablety. W założeniu mają stanowić niezawodny oręż walki z samotnością.

 

Always connected
Druga praprzyczyna, nie mniej istotna niż samotność, to przemożna chęć do ciągłego pozostawania „in touch”. Człowiek XXI wieku powinien być ciągle dostępny, ciągle w kontakcie. 24/7, 365 dni w roku. Smartfon w parze z laptopem tworzą naszą nierozerwalną wieź ze światem zewnętrznym. Dzięki nim, a może przez nie, jesteśmy ciągle „connected”.

Za tym wszystkim stoi strach.

Boimy się zostać pominięci. Boimy się, że coś gdzieś nam umknie, wypadniemy z małego kręgu wtajemniczonych. Ustawicznie trzymamy się głównego nurtu wydarzeń. Chcemy być uczestnikiem, choćby biernym, ale obecnym.

Nigdy nie chcemy być na uboczu, poza sieciowym mainstreamem. Jeżeli coś gdzieś dzieje się bez naszej obecności i udziału, czujemy się wykluczeni. Zupełnie jak dzieci których rówieśnicy nie zaprosili do zabawy w chowanego.

 

Moda i trendy
Jest jeszcze trzecia i ostatnia praprzyczyna przyczyna. Chyba najbardziej znana i zarazem najbardziej oczywista. To moda. Coraz częściej jesteśmy obecni w socialu, bo to jest trendy. Bo tak wypada. Bo wszyscy tam sobą. Bo jak kogoś nie ma na Faceboku to nie ma go w ogóle.

Na jednostki nie będące w socialu patrzymy podejrzliwie. W najlepszym razie jak na dziwaków i odludków. W najgorszym jak na ludzi mających coś wstydliwego do ukrycia.

W ślad za modą idzie chwytliwa ideologia. Socjologowie, psycholodzy, kulturoznawcy i marketerzy tworzą Pokolenia X, Y czy Z. Generacje iPad, geeków, nerdów, hipsterów i social media ninja. Wszystko jest więc zbadane, udokumentowane i zaszufludkowane. Teoretycznie rozumiemy ten fenomen od A do Z.


Jak długo potrwa miłość
Ciekawość, tajemnica, historia, wiedza, ekspresja, samotność, „connection” i moda. Dziewięć czynników stanowiących przyczyny naszego gwałtownego i głębokiego afektu do social media. Nie sposób określić ich wagi ani znaczenia, ponieważ działają wspólnie, wspierając się nawzajem.

Można tylko zastanawiać się jak długo potrwa ich działanie. Jak długo potrwa ludzka fascynacja social media działającymi w obecnej formie? Wydaje mi się, że to trend którego nie da się odwrócić.

Odwracanie kierunku biegu rzeki to trudne zadanie. Każda rzeka jednak z czasem zmienia lekko swoje koryto. Tak być może będzie z mediami społecznościowymi. Z czasem zacznie nas coraz bardziej irytować brak prywatności, co pewnie doprowadzi do powstania nowych narzędzi. Facebook nie jest wieczny. W świecie social media imperia mają zazwyczaj krótki żywot (vide MySpace i Nasza Klasa).

Jedno wydaje się pewne. Świat oplątany siecią mediów społecznościowych nigdy nie będzie już taki jak kiedyś. Raz na zawsze stracił aurę tajemniczości. Świetna wiadomość? A może katastrofa? Ocenę zostawiam Wam…

 

To pisałem ja – bloger II klasy
Jacek Lipski

 

 

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Nawróceni na social media
  2. Darmowe e-booki o social media – poleca Chris Brogan
  3. „Przechytrzyć social media” Evan Bailyn – recenzja klubowa MKZ nr 3
  4. Burger King zaskakuje Majorów – social media marketing na Foursquare!
  5. Kto chce książkę „Skuteczne social media” lub „Najlepsze kampanie marketingu cyfrowego”?

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.