„Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu” Julian Assange – recenzja klubowa MKŻ nr 4

cypherpunks okładka
Zdecydowanie przerost treści nad formą. Manifest najbardziej znanego aktywisty i bojownika o wolność cyberprzestrzeni jest mało rewolucyjny. Assange ujawnia sporo nieznanych faktów o powszechnej inwigilacji w sieci, ale robi to w sposób mało przekonujący. Zarówno jemu jak i pozostałym współautorom książki trudno odmówić wiedzy i kwalifikacji, ale umiejętności przekazania wiedzy już tak. Hermetyczny język, nadużywanie specjalistycznego słownictwa to wszystko kładzie się cieniem i obniża wartość „Cyperphunks”. Jeżeli autorzy planowali dotrzeć z przekazem do szerszej publiczności to moim zdaniem ponieśli porażkę.

 

 

Książka stanowi zapis rozmów Assange’a z kluczowymi postaciami środowiska „cypherpunks” czyli ruchu ruchu promującego powszechne korzystanie z kryptografii jako sposobu na zabezpieczenie sieciowej wolnej przed zaciekłym atakiem instytucji rządowych i korporacji polującej na nasze dane.
 

Strategiczna inwigilacja
„Cyperpunks” przynosi wiele smutnych refleksji. Otwiera oczy na kilka bardzo niepokojących zjawisk. Przede wszystkim na powszechną praktykę rejestrowania całości naszej sieciowej aktywności na wszelki wypadek. Dane rejestrują rządy, wojsko, służby wywiadowcze i korporacje. Dzięki wykorzystaniu najnowszych osiągnięć techniki zbieranie i magazynowanie olbrzymich ilości danych stało się w XXI wieku łatwe, proste i niespecjalnie kosztowne.

Myślisz, że to Cię nie dotyczy? Amerykańska NSA (Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego) bez problemu wyciągała dane od Facebooka, Google lub AT&T. Zwykle w ilościach hurtowych. Inne równie demokratyczne kraje zachowywały się podobnie.


Prywatność w internecie nie istnieje
Prywatność w sieci dawno temu stała się fikcją. Króluje tzw. „strategiczna inwigilacja”. To po prostu „przechwytywanie wszystkiego co transmitują satelity komunikacyjne, i wszystkiego co przechodzi przez włókna optyczne”.

Po co to robić? „Bo nigdy nie wiadomo, kto okaże się podejrzany”. Najważniejszym uzasadnieniem dla praktyk inwigilacyjnych jest przecież ochrona ludzi przed tzw. „czwórką jeźdźców Apokalipsy” (terroryzm, pornografia dziecięca, pranie pieniędzy, handel narkotykami).

Po wydarzeniach 11 września, atakach w Londynie i Madrycie ludzie bez cienia wahania zrezygnowali z prywatności i paru innych demokratycznych swobód. W hierarchii wartości wyżej postawili bezpieczeństwo, co raczej nie jest wielkim zaskoczeniem. Szkoda tylko, że zamiast palec oddaliśmy od razu naszym nadzorcom obydwie ręce.

 

Metadane mają głos
Argument o „czterech jeźdźcach Apokalipsy” stracił siłę nośną? Nasi nadzorcy od razu przygotowali wymówkę, iż tak naprawdę zapisują i kontrolują głównie nie samą treść komunikacji, ale tzw. „metadane” („dane o danych”. Czym są metadane? Posłużmy się przykładem zwykłego e-maila.

Treść e-maila to dane. Metadane to wszystkie informacje związane z e-mailem. Kto go wysłał? Kiedy? Na jaki adres? Z jakiego adresu IP? Kto go otrzymał? Niby nic wielkiego, ale dysponując przyzwoitym oprogramowaniem analitycznym metadane stają się zwykłymi danymi. Na ich podstawie bez problemy można odtworzyć np. sieć kontaktów inwigilowanej osoby.

 


Czytać czy nie czytać
Sporo napisałem już o samej treści książki, która ukazała się w wydawnictwie OnePress. Wróćmy zatem do początku. Dlaczego książka Assange’a jest w mojej opinii lekko rozczarowująca? O hermetycznym języku już wspominałem. Kolejna kwestia to skrzywiony obraz świata odmalowany w książce.

Skrajna nieufność autorów do systemów sprawowania władzy i państwa w szczególności za bardzo pachniała mi momentami anarchizmem. Za mocno skręcała w kierunku tzw. „teorii spiskowych”.

Zastrzegam oczywiście, że to moja subiektywna opinia. Warto sprawdzić czy mam rację i sięgnąć po książkę. Na pewno nie jest to najłatwiejsza lektura. Kto jednak powiedział, że w życiu wszystko musi przychodzić łatwo? Droga do wiedzy jest niekiedy niezwykle wyboista.


6 – ocena książki w skali 1/10

 

To pisałem ja – bloger II klasy
Jacek Lipski

 

Ps. zdaję sobie, że państwa demokratyczne mogą być najbardziej niedoskonałą formą, w jakiej funkcjonują ludzkie zbiorowości. Niestety do tej pory nikt nie wymyślił niczego lepszego. Możemy im nie ufać, ale nie mamy wyjścia. Jesteśmy na nie skazani. Czy nam się to podoba czy nie.

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. „Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu”. Polska premiera książki Juliana Assange’a coraz bliżej
  2. „E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu” Tomasz Cisek i Paweł Nowacki – recenzja książki
  3. „Przechytrzyć social media” Evan Bailyn – recenzja klubowa MKZ nr 3
  4. “Grywalizacja” Paweł Tkaczyk – recenzja klubowa MKZ nr 1
  5. „Skuteczne social media” Anna Miotk – recenzja klubowa MKZ nr 2

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.