Legenda o Czarnym Romanie. Projekt „Urban Legends” Goethe Institute. Mity i legendy miejskie…i co to ma wspólnego z marketingiem?

PumpkinLudowe powiedzenie mówi, że w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy. Czy ta prawda dotyczy również tzw. „legend miejskich” (urban legend)? Czy pokutujący w USA mit o kierowcy mordującym autostopowiczów i szaleńcu dodającym przed Halloween ostrza do ciasteczek mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością? A zekranizowana opowieść o „Blait Witch”? Zwykle podobne historie są wyssane z palce, co w niczym nie przeszkadza ich popularności rosnącej pod każdą szerokością geograficzną.

Legendy miejskie nie są wyłączną specjalnością zachodnich kultur i społeczeństw. W PRL-owskiej Polskiej i ZSRR z ust do ust krążyła przerażającą historia o czarnej wołdze, której kierowca poluje nocą na młode dziewczyny. W czasach nam współczesnych legendy mają się jeszcze lepiej niż w przeszłości. Znalazły świetny wzmacniacz w postaci social media, o tym jednak kiedy indziej. Dzisiaj kilka słów o projekcie Instytutu Goethego. Jego redaktorzy podążyli śladami miejskich legend. Natrafili również na trop warszawskiej legendy o „Czarnym Romanie”.

 

Czarny Roman

Na pewno zadajesz sobie teraz pytanie, kim do cholery jest Czarny Roman? Nie wiesz kto zacz? Spokojnie, nie jesteś sam. Przez 4 minione lata mieszkałem w Warszawie i nigdy o nim nie słyszałem. Śpieszę zatem z wyjaśnieniem (cytat z opisu filmiku na You Tube i strony organizatora akcji).

„Po warszawskich ulicach od lat krąży Czarny Roman. Chód ma szybki, styl bycia niebanalny. Raz jest w dobrym humorze i wtedy prawi komplementy lub błogosławi. Czasami jednak straszy apokalipsą lub wykrzykuje tajemnicze proroctwa: o dacie naszej śmierci czy złowrogim mordercy. Kim jest naprawdę? Reliktem minionego systemu: niegdyś bogatym cinkciarzem, dziś bankrutem? Okradzionym i porzuconym mężem? A może naukowcem, który uległ poważnemu wypadkowi”?

 

Więcej informacji o „Czarnym Romanie” zdradzi nam Sylwia Chutnik, pisarka, działaczka społeczna, przewodniczka miejska po Warszawie. Czytałem parę jej tekstów w „Polityce”. Opowiada z równą swadą jak pisze, więc warto poświęcić chwilę na obejrzenie filmiku.

 

 

Projekt Goethe-Institut

Projekt, w ramach którego odkryto na nowo opowieść o warszawskim „Czarnym Romanie”, prowadzono w 19 krajach, na 4 kontynentach. Redaktorzy internetowi Instytutu podążyli śladem urban legends. Wzorowali się na Braciach Grimm. Szczegółowe informacje o projekcie wraz z mapką legend miejskich znajdziesz na stronie Instytutu. 

 

Co to ma wspólnego z marketingiem

Na pewno zadajesz sobie teraz pytanie, skąd przyszedł mi do głowy pomysł na wpis o legendach miejskich. Co to niby ma wspólnego z marketingiem? Otóż mity miejskie są moim skromnym zdaniem świetnym przykładem budowania i opowiadania historii. Każdy spec do komunikacji powinien spojrzeć na nie i zastanowić się przez chwilę, co decyduje o sukcesie przekazu „urban legends”. Skąd u nich taki potencjał wirusowy? Dlaczego są tak łatwo zapamiętywane przez odbiorców? Skąd bierze się ich żywotność?

Większość odbiorców na pewno zdaje sobie sprawę z ich absurdalności. Dlaczego więc przekazuje je dalej? Część odpowiedzi kryje się w ich tajemniczości. Zauważcie, że legendy miejskie są zwykle szeptane na ucho, a nie opowiadane publicznie. Tworzy to od razu kontekst, w jakim odbieramy przekaz. Trzeba również zwrócić uwagę na inny aspekt przekazywania „legend miejskich”.

Każda z nich w jakiś sposób dotyka słuchacza. Zwykle opowiada się o zdarzeniach, które są w jakiś sposób z nim związane np. przytrafiły się niedaleko od miejsca zamieszkania, ludziom których znamy lub osobom znanym osobie opowiadającej. W ten sposób od razu tworzy się więź pomiędzy historią a odbiorcą. Nic w tym dziwnego, człowiek jest z natury egocentrykiem. Interesuje go to, co jest z nim w jakikolwiek sposób związane, co dotyczy go nawet pośrednio.

Z wyżej wymienionych powodów wierzymy i będziemy wierzyć w przeróżne legendy miejskie. Nieważne, że większość z nich jest kompletnie irracjonalna. Nasza psychika jest równie irracjonalna, o czym pisał Dan Ariely w świetnej książce „Potęga irracjonalności” (polecam), dlatego też legendy miejskie rozprzestrzeniają się w ludzkich społecznościach z prędkością światła. Po więcej informacji o wirusowości „urban legends” odsyłam do fantastycznej książki braci Heath „Made to Stick: Why Some Ideas Survive and Others Die”.

 

Marketerze – ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem

Tak, Drogi Marketerze. To słowa skierowane właśnie do Ciebie.

Co może Ci grozić ze strony tzw. legend miejskich? Na początku postu pisałem o amerykańskiej legendzie o szaleńcu „pakującym” ostrza do ciasteczek na Halloween. Niedawno podobną historię przeżyła firma Nestle. Czytałem o tym w książce „Rewolucja social media” Michała Sadowskiego. Poszło o szkło rzekomo znajdujące się w kaszkach dla dzieci. Cała historia (wydumana zresztą) miała swój początek na Facebooku…

 

To pisałem Ja – bloger II klasy

Jacek Lipski

 

Ps. blog „Marketing, książki i życie” ma swój fan page na Facebooku. Dołącz do grona ponad 400 Czytelników i włącz się do dyskusji. Zapraszam.

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Marketingowcy zajmują się w firmie wszystkim, niekoniecznie marketingiem…
  2. Co mają wspólnego Jarosław Kaczyński i sok Tropicana?

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.