Polska szkoła (de)motywacji

kciuk opuszczony w dółPolacy są narodem pesymistów i smutasów. Przynajmniej taka opinia panuje o nas za granicą. Południowcy zauważają, że rzadko się uśmiechamy. Amerykanie zarzucają nam brak pozytywnego podejścia do życia. Osobiście nie zgadzam się z tą obiegową i mocno krzywdzącą opinią. W zbyt dużej mierze bazuje na stereotypach. Przyznaję jednak, że „nasi krytycy” mogą mieć trochę racji. Z czego wynika nasza ogólnonarodowa skłonność do pesymizmu i ciągłego narzekania? Odpowiedzi szukałbym tam, gdzie zaczyna się życie społeczne każdego Polaka. Na myśli mam polską szkołę. Szkołę, która nie motywuje, a raczej demotywuje…

 

O polskim systemie edukacji napisano bardzo wiele gorzkich słów. Obsesja na punkcie testów, reforma goniąca reformę, programy nauczania z XIX wieku, nauczanie teorii zamiast praktyki, itp. Za najlepszy komentarz do jakości naszego systemu kształcenia może służyć miejsce naszych uczelni w ogólnoświatowym rankingu szkół wyższych. Najlepsze szkoły z Polski zwykle zajmują zaszczytne miejsce w okolicach trzeciej setki.

 

Nie o tym zamierzam dzisiaj pisać. Po co kopać leżącego. Chciałbym zwrócić uwagę na inną, równie ważną kwestię związaną z polskim systemem edukacji. Ten aspekt to marnowanie talentów. Dla mnie to największy problem naszego szkolnictwa. Nie potrafimy wyławiać i troszczyć się o jednostki wybitne.

 

Mieszkając przez ponad 8 miesięcy w USA miałem okazję zobaczyć zupełnie inne podejście. Amerykanie, z których systemu edukacji na poziomie szkół średnich ciągle się śmiejemy, biorą sobie za punkt honoru identyfikowanie i obejmowanie specjalnymi programami rozwojowymi utalentowanych jednostek już od najmłodszych lat. W Polsce nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, ani nie zauważyłem.

 

Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Polska szkoła, moim skromnym zdaniem, ma problem z indywidualnościami. Nie potrafi zrozumieć ludzi, którzy w jakiś sposób odstają od normy. Lekceważy ich i spycha na margines, nie bacząc na to że wśród tej grupy często znajdują się ponadprzeciętne jednostki. Polski system edukacji zwykle tłamsi indywidualności, zamiast je rozwijać.

 

Na czym polega tłamszenie indywidualności w polskiej szkole? Na specyficznym systemie motywowania, a raczej demotywowania. Ten system jest skoncentrowany na wytykaniu błędów, zamiast skupiać się na podkreślaniu pozytywów i sukcesów. Na dołowaniu, a nie dodawaniu skrzydeł.

 

Nigdy nie mogłem tego zrozumieć. Być może dlatego, że sam przeżyłem coś podobnego w latach szkolnych na własnej skórze. Do jednostek wybitnych się nie zaliczałem, niemniej jednak po dziś dzień pamiętam różnicę pomiędzy reakcją szkoły na moje błędy a reakcją na sukces.

 

W ramach kary za złe zachowanie w trakcie wycieczki do Częstochowy o mały włos nie wyleciałem ze szkoły w klasie maturalnej. „Łaskawie” obniżono mi sprawowanie na naganne. W ramach nagrody, kiedy kilka miesięcy później jako kapitan i lider szkolnej reprezentacji koszykówki doprowadziłem ją do FINAL FOUR Mistrzostw Lublina Szkół Średnich (wówczas najlepszy wynik od 10 lat), nie dostałem od dyrekcji swojej szkoły nawet dyplomu. Nie pomogła nawet matura zdana na same piątki…    

 

Pozdrawiam

Jacek Lipski

Ps. zaskoczony/a tematyką postu? Zadajesz sobie pewnie pytanie co to ma wspólnego z tematyką blogu marketingowego? To moja mała słodka tajemnica, którą zdradzę dokładnie 03 września!

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Polska kampania wyborcza 2011 – nuda, marazm oraz brak polotu. Spoty i knoty!

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.