„Zakamarki marki” Paweł Tkaczyk – recenzja książki

"Zakamarki marki" okładka książki Pawła TkaczykaMarketing. Zero teorii. Sama praktyka. Polski autor w polskich realiach. Najbardziej aktualna wiedza. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki. Tę długą litanię komplementów można przeczytać na okładce książki Pawła Tkaczyka. Czy „Zakamarki marki” zasługują na każde z wyżej wymienionych określeń? W mojej ocenie niekoniecznie…

 

Paweł Tkaczyk „zwykł mówić o sobie (cytuję, sam tego nie wymyśliłem), że „zarabia na życie opowiadaniem historii”. Jego książka „Zakamarki marki” też opowiada swego rodzaju historię. Szkopuł w tym, że poszczególne odsłony tej historii są sobie nierówne i wyraźnie brakuje zakończenia.

 

Czytając „Zakamarki marki” miałem wrażenie, iż znajduję się na łódce rzucanej po ocenie przez fale olbrzymiego sztormu. Upraszczając, książka jest nierówna. Rozdziały świetne takie jak „Relacja klient – marka” przeplatają się ze słabymi jak np. „Nowy marketing”. Fajne podrozdziały w typie „Test Sinatry”występują razem z tymi ewidentnie nieudanymi np. „Marka to wizerunek, a nie logo!”. Kompletnym rozczarowaniem jest, mający pełnić chyba formę puenty całej opowieści, rozdział Case study” kończący książkę. Pobieżnie przedstawione analizy przypadków raczej nie skłaniają czytelnika do głębszej refleksji.

 

Podsumowując, „Zakamarki marki” pozostawiają po sobie mieszane uczucia. Odkładając książkę na półkę, odczuwałem spory niedosyt. Przyznam szczerze, iż odbierając książkę z Paczkomatu spodziewałem się dużo więcej. Książkę na pewno warto przeczytać, zwłaszcza jeżeli dopiero rozpoczyna się przygodę z reklamą i marką, ale na pewno nie od niej rozpoczynałbym edukację marketingową. O wiele wyżej oceniam książki Jacka Pogorzelskiego „Mity marketingowe” i „(R)ewolucja marki”, które recenzowałem na łamach blogu ‚Marketing, książki i życie”. 

Pozdrawiam

Jacek Lipski

 

Ps. jeżeli Paweł Tkaczyk wydawałby w przyszłości uzupełnione wznowienie „Zakamarków marki” z miłą chęcią przeczytałbym w rozdziale „Case study” opis kampanii promocyjnej niniejszej książki. Obserwowałem kampanię w sieci i muszę przyznać, że do dzisiaj jestem pod dużym wrażeniem.

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. „(R)ewolucja marki” – recenzja książki Jacka Pogorzelskiego
  2. „WordPress 3. Instalacja i zarządzanie” recenzja książki Łukasza Wójcika
  3. „Marketing bez tabu czyli jak to robią najlepsi” Richard Hall – recenzja
  4. Seminarium „Zarządzanie architekturą marki” – ocena
  5. „Zakupologia” Martin Lindstrom, recenzja

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.

  • X.

    Przyglądałem się kampanii promującej książkę i byłem pod wrażeniem, ale nadal nie byłem pewien czy to nie jest sam marketing.

    Chyba właśnie utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że to było sztuczne dmuchanie bańki zainteresowania książką i autorem, którzy nie są tacy „och i ach” jak autor by chciał.

    Dziwi mnie tylko kółko wzajemnej adoracji, które skupiło się tylko na dobrych stronach i jakoś zapomniało wspomnieć o wadach, które Ty rzetelnie przedstawiasz.

    Żenada.

    • http://www.jaceklipski.pl Jacek

      Tak źle chyba nie było. Ta książka jest przyzwoita, nie żałowałem jej zakupu i czasu poświęconego na przeczytanie. Kilka rzeczy można się z niej nauczyć. W kampanii promocyjnej przedstawiano ją jednak jako książkę wybitną, którą każdy marketingowiec powinien przeczytać. Z tym się nie zgadzam. Na blogu zrecenzowałem już 30 książek i mogę powiedzieć, że np. książki Jacka Pogorzelskiego są o wiele lepsze. Problem w tym, że nie były tak mocno promowane i pewnie mało osób o nich słyszało.

      Kółko wzajemnej adoracji? Nie wiem, mogę wypowiadać się tylko za siebie. Recenzując książki zawsze piszę prawdę, choćby nie była ona popularna. Opisałem swoje wrażenia po przeczytaniu książki ‚Zakamarki marki” i zdania nie zmienię.

      Pozdrawiam
      Jacek

      Ps. dziękuję za komentarz!

  • Mateusz

    Wreszcie znalazł się ktoś kto potrafił wytknąć wady książki pana Tkaczyka, który jak już wspomniano wyżej na siłę (wraz z innymi osobami z towarzystwa wzajemnej adoracji) promował swoją książkę wręcz na biblię marketingowca, przy okazji dosyć nachalnie kreując się na jednego z największych specjalistów w Polsce, co irytowało mnie chyba najbardziej.

    Jestem zdania, że jeśli coś jest dobre, to obroni się samo, a zbyt przesadne promowanie produktu i lekceważenie negatywnych opinii tylko od niego odpycha.

    Brawa za odwagę i rzetelność, Twój blog ląduje w moich RSS’ach :)

    Pozdrawiam

    • http://www.jaceklipski.pl Jacek

      Dzięki za komentarz i dorzucenie mojego blogu do RSSa. Czy to było wytykanie wad? Nie jestem pewien. Raczej napisałem szczerze o swoich odczuciach po lekturze. Po to zresztą odpaliłem swój blog 1.5 roku temu.

      Ps. co do Twojego stwierdzenie, że dobra rzecz obroni się sama, to raczej nie jestem aż takim optymistą. W dzisiejszych czasach, kiedy książki piszą wszyscy, bez przemyślanej strategii marketingowej dobry produkt przepadnie wśród setek mu podobnych. Smutna prawda…

  • Tymek

    Trafiłem na linka do powyższej recenzji w serwisie Goldenline. Zwykle trafiałem na serię lukrowanych recenzji, bo Paweł Tkaczyk jest znaną marką w branży reklamowej. Więc z zainteresowaniem wszedłem tutaj w nadziei, że trafię na serię trafnych, rzeczowych i niekoniecznie pozytywnych opinii. Rozsiadłem się wygodnie w moim ludwikowym fotelu i co…i zanim zdążyłem się podrapać po nosie było już po recenzji. To prosta analogia do walki Gołoty z Lewisem. Ledwo siadłem na kanapie otworzyłem butelkę ulubionego piwa, a było już po…
    Nie wiele w w powyżej recenzji autora przemyśleń i wniosków popartych konkretnymi faktami. Zbyt krótko, panie Jacku, za krótko!
    Ktoś tu napisał, że książka promowana była jak biblia. Sporo w tym racji. Nie rozumiem tego przesadnego lukru na całej branży reklamowej nad tą pozycją. To wąska grupa wzajemnej adoracji. Zrób mi dobrze, ja dobrze też…zrobię. Mam nadzieje, że nie nadejdzie dzień w którym otworzę lodówkę, a tam…Paweł Tkaczyk:)

    • http://www.jaceklipski.pl Jacek

      Dzięki za komentarz, lubię i doceniam szczerze wypowiedzi! Nie pozostaje mi nic innego jak tylko…posypać głowę popiołem. Analogia do walki Gołoty z Lewisem jest jak najbardziej uzasadniona. Być może trochę na wyrost nazwałem mój post recenzją. To raczej jest garść przemyśleń po lekturze. Średnio się do tego postu przyłożyłem, ponieważ z natury wolę rozwodzić się dłużej nad książkami, które zyskały moje uznanie, niż na tymi, które go nie zyskały. Faktycznie, post jest zbyt krótki i zbyt mało analityczny, by można go było nazwać recenzją.

      Wezmę sobie do serca Twojej uwagi. Pisząc kolejną książkową recenzję postaram się dużo dokładniej „odrobić pracę domową”!

      Pozdrawiam i przepraszam za rozczarowanie!

  • Pingback: Podsumowanie roku 2011 | Marketing, książki i życie()

  • Pingback: “Grywalizacja” Paweł Tkaczyk – recenzja klubowa MKZ nr 1 | Marketing, Books&Life()

  • Pingback: 12 pytań do Marty Bąk, Project Managera bezpłatnego magazynu „Marketing i Biznes” | Marketing, Książki & Życie()