Kampania (przed)wyborcza w Polsce i USA – rok 2011

Kampania prezydencka w USA. Kampania parlamentarna w Polsce. Co je łączy? Obydwie wystartowały w ostatnich dniach. Co je dzieli? Kampania Obamy rozpoczyna się 19 miesięcy przed wyborami, a kampania polskich parlamentarzystów pół roku przed wyborami. Nasi politykierzy jak zawsze przypomnieli sobie o wyborcach za pięć dwunasta. Kiedy w końcu zrozumieją, że kampania rozpoczyna się dzień po wyborach?


Polską i amerykańską politykę dzieli prawie wszystko. Marketing polityczny w rodzimym wydaniu jest marną kopią tego zza Wielkiej Wody. Powodów jest wiele: niższy poziom rozwoju cywilizacyjnego i zamożności społeczeństwa, odmienna mentalność, dużo krótsza tradycja demokratycznej walki o głosy i specyficzny system wyborczy w Stanach.

Mając na uwadze wyżej wymienione czynniki nie wymagam od naszych rodzimych „trybunów ludowych” prowadzenia kampanii w profesjonalnym „amerykańskim stylu”. Mam prawo wymagać jednak od nich czegoś innego. Otwartej, aktywnej komunikacji z wyborcami od pierwszego dnia po wyborach aż do samego końca kadencji. Co otrzymuję w zamian? Pozwól, że opowiem Ci historię…

Wzloty i upadki PO

Kiedy PO na fali społecznego niezadowolenia po rządach PIS przejęło władzę myślałem, że doczekaliśmy się w końcu w krajowej polityce partii z komunikacją polityczną z prawdziwego zdarzenia. Takiej, która rozumie że z dialog z wyborcami trzeba prowadzić przez całą kadencję. Niestety, myliłem się. Partia dowodzona przez Donalda Tuska bardzo szybko osiadła na laurach i dołączyła do panteonu swoich niechlubnych poprzedników, zapominając na wiele miesięcy o wyborcach.

Zarówno liderzy PO jak i partyjne doły żyły w przeświadczeniu, że słupki poparcia na odpowiednio wysokim poziomie zapewni im strach wyborców przed powrotem PIS do władzy. Dzięki temu platformersi poczuli się zwolnieni z obowiązku komunikacji z wyborcami. Przez wiele miesięcy sytuacja nie zmuszała ich do zmiany tego stanu rzeczy, bo Polska jako jeden z nielicznych krajów przeszła przez światowy kryzys gospodarczy praktycznie nietknięta. Po co więc politycy PO mieli tracić czas na inicjowanie dialogu i przekonywania do własnych racji? Szkoda czasu na zbędny wysiłek.

Zaniedbania w sferze komunikacji z wyborcami zemściły się okrutnie na początku roku wyborczego. Polityka informacyjna przy reformach szkolnictwa i służby zdrowia, a przede wszystkim przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej oraz zmian w OFE sprawiły, że spora część wyborców spojrzała na PO krytycznym okiem. Niektórzy wyborcy przestali bać się PIS. Inni zaczęli łaskawiej spoglądać na SLD. Celebryci i intelektualiści, czyli naturalne zaplecze PO, powiedzieli i napisali mnóstwo cierpkich słów o działaniach partii Tuska. W rezultacie poparcie zaczęło spadać na łeb i szyję.

Zdezorientowany premier zarządził ofensywę komunikacyjną. Opublikował kilka sążnistych artykułów w prasie opiniotwórczej (vide teksty w „Gazecie Wyborczej” i „Polityce”). Nakłonił Ministra Finansów Jacka Rostowskiego do debaty z prof. Balcerowiczem, największym oponentem zmian w OFE. Groził palcem spekulantom odpowiedzialnym za wzrost cen w Polsce. Spotkał się w studiu telewizyjnym z celebrytami-krytykami z Marcinem Mellerem i Zbigniewem Hołdysem na czele. Dzisiaj zaś odpowiadał na pytania internautów na czacie zorganizowanym przez Onet. Imponujący rozmach można by powiedzieć, pytanie tylko dlaczego tak późno?

Kontratak opozycji

Marazm i bierność komunikacyjna w poprzednich miesiącach doprowadziła Tuska i dowodzoną przez niego partię do skrajnie trudnej sytuacji. Stoją pod ścianą zmuszeni do gwałtownej, często desperackiej obrony. Opozycja nie zasypia gruszek w popiele. Lider PIS Jarosław Kaczyński przestał ograniczać się do organizowania comiesięcznych szopek z krzyżem pod Kancelarią Prezydencką i przeszedł do ofensywy. Zaczął pisać bloga, wydał raport o stanie państwa, polemizował z artykułami premiera w prasie i wziął udział w spektaklu dla mediów pt. „Kaczyński na zakupach”. Ocena efektywności tych akcji to zupełnie inna sprawa, ale bierności liderowi PIS w żadnej mierze zarzucić nie można.

Do pracy wzięli się również spin doktorzy największej partii opozycyjnej. Oto wybrane efekty ich działań, w kolejności chronologicznej:

Lutyspot „Cuda się skończyły”. Kreskówka z „Donaldinho” ogołacającym lodówkę polskiej rodziny. Mierna produkcja. I znowu lodówka w roli głównej?  To staje się nudne…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Aaz9QVf1z8c[/youtube]

 

Marzec spot „To wciąż Ci sami specjaliści od miraży”. Krytyka zmian w OFE proponowanych przez PO. Nazwanie Tuska, Bieleckiego i Balcerowicz „specjalistami od miraży” obiecujących Polakom złote góry na emeryturze. Message? „Czas na odważne decyzje”. Niezbyt mocne.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=_5dOPeewRbQ&feature=player_embedded[/youtube]

 

Kwiecieńelegia „Puste miejsce”. Zero słów, tylko obrazy z życia nieżyjącego prezydenta Kaczyńskiego. W finale pojawia się napis „dokończmy jego dzieło”. Poruszający spot, świetnie wpisuje się w klimat nadchodzącej rocznicy katastrofy w Smoleńsku.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=f4E12dFhyW4&feature=player_embedded[/youtube]

 

Do boju ruszyło również SLD, które zwęszyło swoją szansę na zdobycie głosów wyborców zmęczonych odwiecznym konfliktem PO-PIS. Grzegorz Napieralski, wzorem Tuska i Kaczyńskiego, opublikował w prasie swój „manifest polityczny”. Marek Wikiński zorganizował szopkę medialną na stacji benzynowej. Motyw przewodni? „Benzyna kosztuje aż 5 zł”.

Lewicowi spin doktorzy wzięli się również za kręcenie filmów:

Marzecspot „Koniec żelaznej Julii”. Wyliczenie spektakularnych porażek Pani Minister. Bez ładu, bez składu i bez sensu.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=EfneV8U2lSY[/youtube]

 

Kwiecień – spot „By żyło się lepiej”. Idiotyczna muzyka, znowu „odgrzewany kotlet” z pustoszejącą lodówką. Krytyka drogiej benzyny i cukru za 6 zł. Całość ratuje finał, w którym główna bohaterka podnosi z ziemi pomiętą ulotkę PO z ich hasłem z poprzednich wyborów „By żyło się lepiej”. Niezła robota. Nawiązuje w domyśle do stylistyki clintonowskiej „Ekonomia, głupcze!”.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=9v4zHbWm_Ug[/youtube]

 

To wszystko, jeżeli chodzi o głównych graczy. Pozostałe partie nie odegrają większej roli we wrześniowej kampanii, więc nie zamierzam o nich pisać. Nie bardzo byłoby nawet o czym. PSL jak zawsze siedzi cicho. PJN zajmuje się tropieniem zdrajców we własnych szeregach. Na razie udało im się zdemaskować tylko Bielana. Palikot trochę zamilkł, być może dlatego że opozycji parlamentarnej media w prime time z zasady nie pokazują.

Morał historii

Zapytasz zapewne czytelniku, jaki jest morał tej przydługiej historii i co to ma wspólnego z kampanią w USA? Już wyjaśniam. Morał jest taki, że w każdej komunikacji, a politycznej w szczególności, nie można sobie pozwolić na żaden przestój, a kampanii nie rozpoczyna się na kilka miesięcy przed wyborami tylko o wiele wcześniej. Barack Obama zainaugurował swoją kampanię 19 miesięcy przed wyborami. Zrobił to zresztą w bardzo fajnym stylu:

Kwiecieńspot Baracka Obamy „It begins with us”. Ciepły, pozytywny przekaz. Warto zauważyć, że nawet na chwilę nie pojawia się w klipie osoba kandydata. O Obamie mówią wyłącznie jego zwolennicy – zwyczajni Amerykanie. Super robota. Ciekawe, kiedy doczekam się podobnego spotu w Polsce…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=f-VZLvVF1FQ[/youtube]

 

U nas politycy rozpoczęli bardziej aktywne działania dopiero teraz i to wyłącznie dlatego, że zmieniło się prawo wyborcze. Za kilka tygodni nie będzie można emitować spotów wyborczych i korzystać z reklamowy wielkoformatowej. Obecna aktywność naszej klasy politycznej wygląda całkiem nieźle, ale tylko z pozoru.

Jak dla mnie nie widać w tym jakiegoś głębszego sensu i chęci nawiązania dialogu. To tylko zestaw pustych gestów obliczonych na zdobycie poparcia w jesiennych wyborach. Po zakończeniu wyborów, rozdaniu mandatów i rozdzieleniu stołków znowu o nas zapomną na prawie 4 lata. Tak jak zrobiła to PO, tak jak zrobił to jeszcze wcześniej PIS, SLD i można by wymieniać aż do pierwszych wolnych wyborów. Wszystkie partie polityczne w Polsce łączy jedno – niechęć do komunikacyjnego wysiłku! Ofensywę komunikacyjna zaczynają dopiero jak spadają im notowania w sondażach. Tyle, że często jest już na to za późno…

A gdzie ciągłość działań, zapytam? Komunikacja to przecież proces który nigdy nie ma końca. Nie ogranicza się tylko do odpowiadania na zarzuty i pytania dziennikarzy. Komunikacja to inicjowanie  dyskusji i przyjęcie postawy proaktywnej, a nie reaktywnego syndrom oblężonej twierdzy!

Kiedy do cholery Ci wszyscy pseudoeksperci pojmą w końcu, że komunikacja to proces, a nie coś co robi się od przypadku do przypadku? Komunikacja to ciężka orka, której efekty są często widoczne po wielu miesiącach. Oczywiście dużo łatwiej jest nic nie robić. Nie rozumiem tylko skąd później zdziwienie, że poparcie w sondażach spada? Inna sprawa, że traktować słupki poparcia jako wartość samą w sobie to czysta paranoja. Zawsze zdawało mi się, że do polityki idzie się po to by coś zrobić, a nie po to by wszystkim się podobać i wszyscy mnie lubili. Polityka to nie konkurs piękności. Poparcie społeczne to tylko środek do celu, a nie cel sam w sobie. Celem zawsze jest zmiana na lepsze. Postęp. Rozwój. By żyło się lepiej…

Ps. zresztą co tu komunikować jak się nie ma nic sensownego do powiedzenia? Może faktycznie lepiej wtedy siedzieć cicho. Uff, trochę się zapędziłem z tym politykowaniem. Jeszcze ktoś pomyśli, że sam kandyduję. Zapewniam, że daleko mi do  tego!

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

No related posts.

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.