Reklama Groupona na Super Bowl 2011: zabawa, głupota a może coś innego…

Poczucie humoru i dowcip w reklamie to zwykle dobry pomysł. Zazwyczaj pomaga, ale jak twórca reklamy posunie się za daleko, może przysporzyć sporo kłopotów. W ostatnich dniach przekonał się o tym Groupon. Wyemitowana w trakcie ostatniego Super Bowl reklama, wykorzystująca motyw Tybetu, wywołała w USA burzę. Protestowali obrońcy praw człowieka.

Super Bowl oglądała w Stanach rekordowa ilość widzów – aż 111 mln. Można spokojnie przyjąć, że spora część z nich widziała feralną reklamę Groupona:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=pOwJOcp-Mxk[/youtube]
Największą złość obrońców praw człowieka było „lajtowe” podejście marketingowców Groupona do kwestii tybetańskiej. Trudno się nie zgodzić z human rights watchers. Historia zaczyna się od brzmiącej jak ostrzeżenie opowieści o zagrożonej tybetańskiej kulturze, by kilka sekund później przejść w banał o fantastycznym fish curry serwowanym w jednej z restauracji w Chicago (które na dodatek można mieć za pół ceny). Z tego punktu widzenia reklama Groupona jest po prostu bezmyślna. Nie widzę nic śmiesznego w losie Tybetańczyków od lat prześladowanych przez chińskie władze.
W tym miejscu powinienem przyłączyć się zapewne do chórku krytyków Groupona, ale tego nie zrobię. Marketingowcom Groupona na pewno zabrakło zdrowego rozsądku, ale na ich usprawiedliwienie powiem tylko jedno: praca w pośpiechu nie popłaca! Proszę zerknąć na komentarz J. Levine, jaki pojawił się pod filmikiem na YouTube:

“I wrote these commercial. They were designed to get a response. But not just for Groupon, but for the charities. Problem was we had to shoot, edit, mix, and finish before the Super Bowl deadline – 3 weeks from start to finish – so we missed a few details, like adding the SaveThe Money.Org on the end card, and the pre-apology we were meant to attach to their daily e-mails pre Super Bowl. Sadly these mistakes have caused a wicked backlash on a very philanthropic company.”

Może jestem naiwny, ale wierzę tym słowom. Presja otoczenia, kończący się czas, ogromne oczekiwania – każdy z Was na pewno zna to autopsji. W takich sytuacjach trudno ustrzec się błędów. Mam nadzieję, że Grupon i jego dział marketingu wyciągnie wnioski z tej lekcji. Śmieszne spoty działają, pod warunkiem że nie przekroczy się granicy dobrego smaku, i nie zapomni o dodaniu końcowego ujęcia (end card)…

Ps. jak dla mnie najśmieszniejsza rzecz w tym spocie to nazwanie fish curry potrawą tybetańską. W komentarzu NEmime na You Tube przeczytałem, że “…Tibetans in Tibet do not eat fish although it would be a good if they did.”

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

No related posts.

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.