Kontrowersja i prowokacja w reklamie – część druga

Przedostatni post w Starym 2010 Roku. Tym razem o lekko kontrowersyjnej i prowokacyjnej akcji społecznej w Lublinie. Kilka dni temu zauważyłem w autobusie MPK (Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne) ciekawą naklejkę (patrz zdjęcie poniżej). Nieznany autor nawoływał w niej do zaprzestania kupowania biletów u kierowcy. Pasażer bilet powinien kupować tylko i wyłącznie w kiosku!

Autor, autor!
Sprawdziłem w necie i okazało się, że podobne naklejki pojawiły się w miejskich autobusach już w marcu br. Dziennikarze i pasażerowie zadawali sobie wówczas to samo pytanie, które nurtuje i mnie w chwili obecnej. Kto jest autorem tej kontrowersyjnej naklejki? Możliwości są dwie: niezadowolony z często spóźniających się autobusów pasażer/grupa pasażerów albo kierowca/grupa kierowców zatrudniony w MPK. Dochodzenia „prokuratorskiego” prowadzić nie zamierzam, zamiast tego chciałbym zastanowić się przez chwilę nad skutecznością podobnych działań.
Czy naklejki „Bilety kupuj w kiosku” mogą działać?
W tym przypadku chodzi mi o to, czy tego typu działania mogą przynieść zamierzony efekt? Czy pasażerowie uznają zasadność podnoszonych argumentów i przestaną kupować bilety u kierowców?
Moim zdaniem jest to bardzo mało prawdopodobne, nie tylko ze względu na marketingową słabość merytoryczną i warsztatową naklejek. Na przeszkodzie jak zawsze stoi rzeczywistość oraz zdrowy rozsądek. W niedzielę i Święta Państwowe w Lublinie bardzo trudno kupić bilet MPK w kiosku. Powód jest prozaiczny. Kioski są zamknięte. Można próbować skorzystać z biletomatów, ale jest ich tylko 5-6 na całe miasto i to od niedawna. W takiej sytuacji pasażer ma wtedy do wyboru kupić bilet u kierowcy lub jechać na gapę.

Ocena naklejek „Bilety kupuj w kiosku”
Wracając do wartości marketingowej naklejek to wystarczy rzut oka, by stwierdzić że autor/autorzy nie przemyślał całej koncepcji. Wybór naklejek jako samodzielnego nośnika był mało sensowny. Dlaczego?
Naklejki trudno dostrzec i są zbyt mało spektakularne, by zdobyć rozgłos w mediach. W połączeniu, np.: z plakatami , i wsparte akcją w mediach społecznosciowych, np.: na Facebooku, akcja miałaby dużo większy zasięg i skuteczność. Same w sobie naklejki skuteczne być nie mogą. Utoną w zalewie reklam oklejających wiaty przystankowe i wnętrza pojazdów MPK. Mam też kilka uwag typowo warsztatowych:

słaby dobór kolorów, czerń i biel kojarzą się z pogrzebem,
źle dobrany język komunikacji, np.: zwrot „Jeszcze Cię dziwi, że się spóźnił?” jest po prostu niegrzeczny,
chybiony dobór argumentów, np.: „dekoncentrujesz kierowcę”, przecież zgodnie z regulaminem wywieszonym w autobusach i trolejbusach MPK sprzedaż biletów może odbywać się tylko w trakcie postojów na przystankach, „wydłużasz czas przejazdu innym pasażerom” kto jest z Lublina ten wie, że i tak MPK z punktualności nie słynie,
brak podpisu: niemożność identyfikacji autora redukuje wiarygodność całego przekazu do zera, anonimom mało kto wierzy.

Podsumowując, szkoda zachodu na organizację podobnych działań. Jak chce się ludzi zmusić do myślenia, to trzeba się dużo bardziej postarać! Dobre kampanie społeczne opierają się zarówno na nieszablonowym pomyśle jak i na skutecznej egzekucji…

Kolejna część postu o „Kontrowersji i prowokacji w reklamie” już w styczniu! Czytaj cześć pierwszą!

PS. tak na marginesie: w Holandii i Irlandii bilety kupuje się u kierowcy i nikomu to nie przeszkadza, a komunikacja funkcjonuje w miarę sprawnie.

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Kontrowersja i prowokacja w reklamie – część pierwsza
  2. Największe marketingowe porażki – PKP, część pierwsza

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.

  • Anonymous

    Czyżbyś sugerował, że kilkanaście sekund dłuższy postój autobusu na przystanku nie wpłynie na czas podróży?

  • Jacek Lipski

    Niczego takiego nie sugeruję. Uważam jednak, że sprzedawanie biletów w autobusie to małe piwo w porównaniu z innymi wyczynami MPK. Standardowy numer to autobus, który spóźnia się przy wyjeździe z przystanku początkowego. Albo w ogóle nie wyjeżdża na trasę…

    Problem ze sprzedawaniem biletów w autobusie można bardzo łatwo rozwiązać. Wystarczy zainstalować w autobusach automaty sprzedające bilety, jak np.: w Warszawie. MPK na to jednak nie wpadło. Po co? Lepiej przecież obwiniać za spóźnienia pasażerów…