Hej, kto żyw na wybory – czyli o marketingu politycznym w wyborach samorządowych, część III

Kampania wyborcza powoli finiszuje. Przyszli władcy naszych lokalnych poletek są na ostatniej prostej. Niektórzy „już witają się z gąską”, a paru kandydatów przypomniało sobie, że pora zdobyć parę głosów. Przebudzeni z (przed)zimowego snu zaczęli zasypywać miasta tonami swojej wyborczej makulatury. Oto kilka niezwykłych pomysłów naszych domorosłych polityków…


Kompletna katastrofa
Ojciec zawsze mi powtarzał, że jeżeli już za coś się zabierasz, to zrób to porządnie. Szkoda, że spora grupa naszych przyszłych bądź niedoszłych samorządowców nie odebrała tej cennej życiowej lekcji. Bardzo mnie to dziwi, gdyż porządne przygotowanie materiałów reklamowych to abecadło kampanijne. Jak polityk, który nie potrafi zadbać o tak podstawowe rzeczy jak, np.: własne plakaty wyborcze, chce mnie przekonać, że będzie potrafił rządzić moim miastem? Zaraz usłyszę pewnie ten sam zestaw dyżurnych wymówek. „Nie mam pieniędzy na kampanię”, „nie mam doświadczenia”, „nie stać mnie na korzystanie z usług specjalistów”, „przecież to tylko wybory samorządowe”, itp. W tym roku nie przyjmuję tego do wiadomości!

Jeżeli nie potrafisz, to nie pchaj się na afisz. Jak ktoś chce zdobyć mój głos w tych wyborach to musi się postarać, bo na pewno nie otrzyma go za darmo. Mam w głębokim poważaniu dawne zasługi, etykietkę partyjną (bądź jej brak), posiadane tytuły naukowe i miejsce na liście. Wprowadziłem nową zasadę:

„Nie potrafisz prowadzić kampanii? Nie dbasz o jakość swojej komunikacji z wyborcą? To nie zasługujesz, byś rządził moim miastem i bym oddał na Ciebie głos”!  

Na milion procent nie zagłosuję na ludzi, którzy obwieszają ulice mojego miasta takimi oto potworkami:

Porażka nr 1 – plakat kandydatki na radnej Lublina Liwii Galińskiej z PIS
Co to w ogóle jest? Grafik był niewidomy czy co? Infantylne i super „oryginalne” hasło „Liwia lubi Lublin”, mega chaotyczny projekt i fatalne zdjęcie dopełniające obrazu katastrofy! Pani Liwio – żółta kartka!
Porażka nr 2 – plakat kandydata na radnego Lublina Waldemara Stadnickiego z Listy Sierakowskiej

„Sprawy Lublina i Lublinian najważniejsze” – prawdziwe odkrycie Ameryki! Oklejony folią plakat i wydrukowany na domowej drukarce to chyba jakaś chałupnicza robota. Wygląda jak ogłoszenie ze Stokrotki…
Porażka nr 3 – plakat Patrycji Wróbel, kandydatki do Rady Lublina (Lista Sierakowskiej)
Od nadmiaru czerwonego może rozboleć głowa. W przestrzeni pomiędzy uchem a kołnierzykiem Pani Wróbel wyraźnie widać niedoróbkę grafika, tj. pozostawiony pasek żółtego tła. A tak na marginesie – gdzie jest adres strony internetowej?
Porażka nr 4 – plakat Dariusza Karczmarza, kandydata do Rady Lublina (Lista Sierakowskiej)
Fatalnie skadrowane zdjęcie – kandydatowi ucięto połowę twarzy. Gdzie się podział uśmiech? Pan na zdjęciu wygląda niczym „Ponury Kosiarz”…
Porażka nr 5 – plakat Marka Kazimierza Lisa kandydującego do Rady Lublina (PIS)
Sam projekt zostawiam bez komentarza. Takie materiały pamiętam z czasów pierwszych wolnych wyborów w 1989 r. Od tamtego czasu technika poszła jednak trochę do przodu. Przyjrzyjmy się za to warstwie tekstowej! Od kiedy pisze się tego typu teksty w trzeciej osobie?„Na stałe mieszka w Lublinie… dlatego chciałby by żyło się w nim dobrze i bezpiecznie” – prawdziwa makabra copywriterska…
Na zakończenie super pomysł jakiegoś geniusza PO. Plakaty wyborczy reklamujące listę nr 3 – tym razem z motywem amerykańskim…


Plakat PO „Yes, 3 can” – odsłona pierwsza
Z całym szacunkiem, ale PO brakuje do Obamy (w kwestii komunikacji z wyborcami podczas kampanii prezydenckiej) mniej więcej tyle ile polskiej gospodarce do amerykańskiej. Beznadziejny pomysł. Nie bardzo wiem o co chodzi. Tak możemy, ale niby co? Czyżby Obama miał być platformerską lokomotywą wyborczą? A może to jakiś chory pomysł z „celebrity endorsement” bez zgody głównego aktora? Warto też pamiętać, że w chwili obecnej mit Obamy bardzo mocno się chwieje. Nie tylko w USA (vide ostatnia klęska demokratów w wyborach do Kongresu)…


Plakat PO „3 is sexy” – odsłona druga
Zamiast Obamy – Marlilyn Monroe, zamiast obietnicy – sex. Efekt? Jak wyżej. I co z tego, że lista nr 3 jest sexy? Wszyscy mamy pobiec od urny i głosować na tych seksownych? Bzdura na resorach…  

 

 

 

 

 

Nie wiem, jak Wam, ale mi czasami ręce opadają. Na szczęście widzę małe światełko w tunelu. W czwartek wrzucę na bloga kilka pozytywnych przykładów, żeby nie było, że cały czas narzekam i krytykuję. Zapraszam do lektury części pierwszej i drugiej postu o marketingu politycznym w wyborach samorządowych!

Spodobał ci się wpis? Doceń autora „lajkiem”!



Nie chcesz przegapić kolejnych wpisów? Zapisz się na newsletter.

Podobne wpisy:

  1. Hej, kto żyw na wybory – czyli o marketingu politycznym w wyborach samorządowych, część II
  2. Hej, kto żyw na wybory – czyli o marketingu politycznym w wyborach samorządowych, część I

Jacek Lipski

Ekspert ds. strategii marketingowych dla MŚP w B&L Consulting. Mentor w AIP Lublin oraz współautor e-booka "Lubelskie Startupy 2015". Poprzednio Social Media & Account Manager w agencji reklamowej Vena Art, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Żagiel S.A, oraz asystent ds. komunikacji wewnętrznej w Vattenfall Distribution Poland. Po godzinach pasjonat "creative writing", polskich kryminałów i koszykówki.